Podsumowanie 2015 roku wg organizatorów

Również o podsumowanie 2015 roku poprosiliśmy osoby, które ciężko pracują aby fani mocnych brzmień mogli się raczyć dobrą muzyką na żywo. Poniżej możecie przeczytać „kilka” słów od organizatorów Dark Fest oraz Summer Dying Loud.

 

Opole Metal Festival / Dark Fest – Tomasza Żądło

10. Motorhead – „Bad Magic” – ostatnia płyta! Jak zwykle zajebista. Teraz już możemy powiedzieć śmiało GOD IS DEAD!
09. Hate Eternal – „Infernus” – z tą płytą wiąże pewną zabawną sytuację, jak pewien „ziomuś” chciał w autobusie do roboty posłuchać mojej „muzy”, no to dostał to o co prosił. konkretnie utwór „Tempestad”. Reakcja była bezcenna! Zapewniam.
08. Tau Cross – Tau Cross – album załogantów Amebix i Voivod. Kosmiczny crust/metal/punk z motorheadowo-sabbathowskim duchem. Miód na uszy dla kochających brudnie i nieprzyjemne dźwięki
07. Enslaved – In Times- mówiąc krótko, większość zespołów mieszających progresję z black metalem, mogłoby praktycznie nie istnieć, bo istnieje taki band jak Enslaved!
06. Clutch – Psychic Warfare – jedyny „wesoły” album w zestawieniu. Totalny rock’n’rollowo/stonerowy rozpierdol, podany z wielkim wyczuciem i jajem. Większość zespołów z tej półki może im co najwyżej buty pucować.
05. Paradise Lost – Plague Within- tytani death/doom wrócili! Wszystko co najwspanialsze w ich wczesnych dziełach w końcu wróciło! Nie ma co kryć, że dwa ostanie albumy to PRÓBA powrotu do szczerego i prawdziwego GRANIA. Ten album dla mnie i dla wielu moich znajomych był powodem do (jak zwykle w przypadku takich kapel) powodem do niewspółmiernej radości. To co jakiś czas temu PL faktycznie utraciło w końcu udało się odzyskać. Nie ma co kryć, że to coś to po prostu „jaja”!!!
04. Luciferian Light Orchestra – Luciferian Light Orchestra – gość od Therion wskrzesił prawdziwego nomen omen „ducha” occult rocka. Album wciąga dokumentnie atmosferą Coven.
03. Galar – De Gjenlevende -w tym albumie zdołałem się w tym roku dwa razy zakochać i dwa razy o nim zapomnieć, by wrócić do niego i słuchać z uporem maniaka do porzygu
02. Batushka – Litourgya – cerkiewny black metal, album, który praktycznie na sam koniec roku całkowicie przewartościował całe podsumowanie. Słuchając tej płyty miałem cały czas wrażenie, że czekałem na taki album od lat. Tyle, że nie czekałem, bo nie zdawałem sobie sprawy, że taki album można w ogóle nagrać i choć zdaje sobie sprawy ze swojej bezbrzeżnej ignorancji, którą to wytykają wszyscy, którzy zdążyli już powiesić psy na tym dziele, jak to zwykle ze mną bywa, mam to w dupie i odpalam ten album już czort jeden wie, który raz w tym roku.
01. My Dying Bride – Feel the Misery – w moim przypadku wybór całkowicie oczywisty. Po pierwsze MDB to mój absolutnie ulubiony zespół, którego dyskografię magluję z upodobaniem od wielu lat, a na każdą płytę czekam z utęsknieniem,a jej pojawienie się powoduje u mnie radość nie współmierną do poruszanej przez zespół tematyki. Po drugie, Brytyjczycy ten nagrał najlepszy album od czasów „The Dreadfull Hours”, pełen emocji i (tak bardzo brakującej na ostatnich dziełach) mocy, a w końcu po trzecie… pisałem już, że to mój ulubiony zespół?


Summer Dying Loud – Tomasz Barszcz

Kiedy zostałem poproszony przez Piotra z Kvlt Magazine o spreparowanie subiektywnego podsumowania muzycznego mijającego roku zgodziłem się bez zastanowienia a następnie padł na mnie blady strach, gdyż bardzo dużo wydarzyło się w tym roku w muzyce i nie sposób odnieść się do wszystkich dobroci. Wyszła by z tego jakaś kilkunastostronicowa nowelka, której nikt z Was by do końca nie doczytał :>
Idąc więc drogą jakiegoś kompromisu przedstawię po pięć albumów z kraju i ze świata, które zrobiły na mnie największe wrażenie i najczęściej gościły w domowym odtwarzaczu, a także w aucie i w pracy, przez co znam je na pamięć.
Zaczynając od krajowej sceny ten rok w moim odczuciu należał zdecydowanie do black metalu. Nowy album od Infernal War „AXIOM”, na który panowie kazali czekać nam aż 8 lat, to mój zdecydowany faworyt, którego łaknąłem posiadać na winylu, jak wszystkie inne wydawnictwa IW. Teraz gdy już kilka miesięcy przyjemnie trzeszczy pod igłą mogę stwierdzić, że progres tej kapeli jest nieziemski. Doskonale przygotowane kompozycje, dopracowane acz nie pozbawione „flegmy” brzmienie sprawiają, że grzecznie mogę czekać kolejne 8 lat, jeśli spotkają mnie podobne przeżycia.
Muszę też wspomnieć o „Excercises in Futility”. Mgła zbiera regularnie najlepsze noty z całego świata, ożywiła się koncertowo atakując zagranicznymi trasami, w Polsce pojawiła się aż raz wypełniając krakowską Rotundę do pełna, nawet udzieliła dwóch wywiadów w poczytnych muzycznych magazynach. Muzycznie to coraz bardziej przemyślany twór, mistrzowsko dopieszczony z wyraźnie poprawionym względem poprzednich wydawnictw brzmieniem. Dla mnie całkowicie zjadliwy i przyjemny do słuchania materiał, do którego będę bardzo często wracał.
Kolejny black metalowy strzał to nowe wydawnictwo Blaze Of Perdition „Near Death Revelations”. Panowie nie ugięli się nawet pod pręgierzem śmierci, pokazali jej środkowy palec i nagrali jadowity, mocarny album, który obił się głośnym echem w podziemnym półświatku.
Wychodząc na chwilę na powierzchnię warty zauważenia album nagrało Riverside. „Love, Fear And The Time Machine” Ameryki nie odkrywa ale bardzo przyjemnie się tego słucha. Rozbudowane kompozycje i wirtuozeria warszawskiej ekipy skutecznie reanimują rock progresywny i podają go w ciekawej formie. Riverside zdobywa sceny całego świata, stając się podstawowym towarem eksportowym Polski. Jest też wyraźną opozycją dla wszystkich prog-grajków którzy zapomnieli, że w tej dziedzinie najważniejszy jest rzeczony „progres”.
Zestawienie polskiej sceny wieńczy „Our Hearts Slow Down” Mord’a’Stigmata. Co prawda to nie pełny album ale bez wątpienia zasługuje na wspomnienie. Czekam na nowego długograja z niecierpliwością.
Dużo black metalu w Polsce więc i światowe zestawienie niech otwiera Marduk. „Frontshwein” znalazł by się tu tak czy inaczej z uwagi na ogromny sentyment jaki mam do tej kapeli. Co prawda gustuję najbardziej w „Legion-years” ale najnowszy album coraz bardziej przekonuje mnie do obecnego składu i nawiązuje do złotych chwil spędzanych w 1999 roku z Panzer Division Marduk.
Śmierć metal anno bastardi 2015 najbardziej zapamiętam dzięki nowemu (staremu) Grave. Czyli wszystko tak jak bym się tego spodziewał, mocno, walcowato, okrutnie… Out Of Respect For The Dead nie zaskakuje, bo wcale nie musi i przez to tak mi się podoba.
Jeszcze głębiej w otchłań doom-death metalu zaprowadził mnie w tym roku Hooded Menace – Darkness Drips Forth. Album cuchnie stęchlizną na odległość, jest zupełnie nieodkrywczy i przewidywalny, co podobnie jak w przypadku Grave stanowi dla mnie niebywały atut.
Zupełna zmiana klimatu za sprawą Chelsea Wolfe czyli ładnej pani, która ma w sobie więcej diabła niż niejedna norweska horda w latach 90-tych. Najnowszy album „Abyss” oczarował mnie tantrycznymi kompozycjami, które w połączeniu z magicznym głosem stanowią nowatorską i ciekawą audio-formułę. Całkowitym zaskoczeniem natomiast był dla mnie nowy album Tribulation „Children Of The Night”. Z agresywnej death metalowej ekipy objawiły nam się delikatne, teatralne postury głównych bohaterów. Tribulation bardzo umiejętnie wprowadziło nową jakość w dość sterylnej stylistyce. Słucham tego albumu już kilka miesięcy i jeszcze mi się nie znudził. Chętnie zobaczył bym jakieś misterium live w odpowiedniej scenerii.
W zestawieniu zabrakło albumów od Slayer czy Motorhead, które ubóstwiam ale poczytacie pewnie o nich w milionie innych podsumowań.
Reasumując:
Polska:
1. Infernal War – AXIOM
2. Mgła – Excercises in Futility
3. Blaze Of Perdition – Near Death Revelations
4. Riverside – Love Death And The time machine
5. Mord’a’Stigmata – Our Hearts Slow Down

Świat:
1. Marduk – Frontshwein
2. Grave – Out Of Respect For The Dead
3. Hooded Menace – Darkness Drips Forth
4. Chelsea Wolfe – Abyss
5. Tribulation – Children Of The Night

Piotr

Piotr

Głównodowodzący KVLTowi, fan undergroundu oraz maniakalny zbieracz płyt CD.
Piotr

Tagi: , , , , , , , .