Podsumowanie 2015 roku wg wydawców

Wczoraj żegnaliśmy 2015 rok. Rok, który wydawniczo zaskoczył nie jednego fana ciężkiego brzmienia. Zapytaliśmy właścicieli trzech polskich wytwórni muzycznych, które albumy zasługują na szczególną uwagę. Zapraszamy do lektury.

 

 

Krzysztof Słyż (Arachnophobia Records)

Nie lubię podsumowań. Z paru powodów. Nie umiem w daty, więc zawsze coś spieprzę i umieszczę płyty nie z tego roku co trzeba. Skleroza też, bo ja wyślę podsumowanie, to później sobie przypominam, że zapomniałem o numerze jeden. No i jestem też opóźniony, nowości odsłuchuję czasem po dwóch nawet latach i bywa tak, że z inkryminowanego roku mało co słyszałem.
Skoro mamy rozdzielać Polskę i zagranicę, to Polska bez wątpienia rozdała w tym roku. Aż dziw bierze skąd w tym smutnym jak pizda kraju powstaje tyle bardzo dobrych płyt. Może to przez to, że artyści nie dostają zasiłków za bycie artystami. Nie mam pojęcia.

POLSKA:
1. Blaze of Perdition – „Near Death Revelations”
2. In Twilight’s Embrace – „The Grim Muse”
3. Mord’A’Stigmata – „Our Hearts Slow Down”
4. Non Opus Dei – „Diabeł”
5. Infernal War – „Axiom”

ŚWIAT:
1. Kommandant – „The Architects of Extermination”
2. Secrets of the Moon – „Sun”
3. VI – „De Praestigiis Angelorum”
4. Pogavranjen – „Sebi Jesi Meni Nisi”
5. Paradise Lost – „The Plague Within”


Fabian Filiks (Via Nocturna)

Rok 2015 w muzyce ekstremalnej obfitował w naprawdę świetne płyty. Nieustannie bombardowani byliśmy doniesieniami o premierach wobec których niepodobna było przejść obojętnie. Trudno zawrzeć to wszystko w krótkiej wyliczance, ale na potrzeby tego podsumowania spróbuję wskazać 10 płyt, które okupowały mój odtwarzacz najczęściej w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

POLSKA:
5. In Twilight’s Embrace – “The Grim Muse” – największe zaskoczenie i zwrot w karierze tego młodego zespołu. Mocna, solidna i nagrana z dużym polotem płyta. Melodyjny death metal na szwedzką modłę jeszcze się nie skończył…
4. Blaze Of Perdition – “Near Death Revelations” – naznaczona ciężarem osobistej tragedii płyta, która wzbudza autentyczne emocje. Świetne kompozycje i mądra produkcja bez utraty realizmu i pewnej „doskonałej niedoskonałości”. Niepodobna do niczego co wcześniej nagrało BOP.
3. Mgła – “Exercises in Futility” – bezapelacyjnie jedna z najbardziej oczekiwanych płyt w 2015 roku. Najlepsze wydawnictwo w historii zespołu. Nie bez mankamentów, ale też nie bez błyskotliwości w kompozycjach, które są tak zbędne jak i potrzebne na polskiej scenie. Wyjątkowa rzecz.
2. Batushka – “Litourgiya” – tajemniczy projekt „znanych nieznanych”, którzy zaproponowali nam uczestnictwo w czarnej mszy prawosławnej. Fenomenalne niskie wokalizy i fascynujący, wschodni klimat, który co starszym słuchaczom wyda się znajomy. Najlepszy „debiut” tego roku.
1. Outre – “Ghost Chants” – mocna, bezkompromisowa wizja zrealizowana z rozmachem, ale bez zbędnego patosu i udziwnień. Zwarta, momentami hipnotyzująca i transowa płyta, która wciąga, przeżuwa i wypluwa duszę zostawiając ze słuchacza niczym wydrążoną skorupę.

ŚWIAT:
5. Paradise Lost – “The Plague Within” – jedno z największych zaskoczeń w tym roku jeśli chodzi o płyty “dużych zespołów”. Po latach smażenia się w blasku jupiterów Paradise Lost znów podróżuje do jądra ciemności. Zdecydowanie warto wybrać się tam razem z nimi.
4. Tsjuder – „Antiliv” – prosty ale też szczery i bezpośredni black metal jaki potrafią grać tylko w Norwegii. Bez udziwnień, bez eksperymentów. Wulgranie i do przodu! Tytułowy utwór to jeden z najlepszych numerów jakie słyszałem w tym roku.
3. Akhlys – „The Dreaming I” – Naas Alcameth zilustrował swoje fantasmagoryczne wizje mieszaniną black metalu i dark ambientu. Jego oniryczne pejzaże imponują rozmachem i kunsztem. Pytanie, czy my zerkamy w otchłań, czy ona zerka w nas pozostaje tu bez odpowiedzi.
2. Leviathan – „Scar Sighted” – najlepsza płyta Leviathan od lat. Osobiste, dojrzałe i bezpretensjonalne dźwięki. To prawdziwe opus magnum potwierdzające, że obecnie Jef Whitehead jest w najwyższej formie od czasów „The Tenth Sub Levels of Suicide”.
1. Lucifer – „Lucifer I” – subtelna, uwodzicielska i najbardziej uzależniająca płyta na tej liście. Samozapętlająca się w odtwarzaczu aż do wyssania ze słuchacza resztek emocji. Gęsta, duszna i słodka jak kostka cukru nasączona LSD. Naprawdę niepowtarzalna płyta.


Tytus Kalicki (Unquiet Records)

Nie byłbym sobą, gdybym zrobił normalną, ludzką listę. Nie potrafię. Poniższe płyty nie są ułożone w żadnej konkretnej kolejności i chyba nie udało mi się ograniczyć do 10 albumów.

POLSKA:

1. Mgła – Excersises in Futility
Tu pewnie nie będę oryginalny, więc nie będę się rozwodził. Nie jest to może najlepszy album Mgły, ale i tak wybitny.

2. Mord’A’Stigmata – Our Hearts Slow Down
Ile razy katowałem tę epkę, tego się zliczyć nie da. Bardzo podoba mi się kierunek, w którym idzie ten zespół. I na tym właśnie EP, w Mantra of Anguish znajduje się najlepszy riff tego roku, kto się nie zgadza, ten się nie zna.

3. Coffinfish – I Am Providence
Może trochę oszukuję, ale co poradzę. Jest to super płyta, do której często wracam i cieszę się że mogłem ją wydać. Złoci chłopcy.

4. Antigama – The Insolent
Największy wpierdol od jednego z lepszych zespołów grindowych NA ŚWIECIE. Bezbłędna płyta.

5. Echoes of Yul – The Healing
Nie wiem czy mój opis jakoś odda to, co dzieje się na tej płycie. Chyba nie powiem nic bardziej sensownego niż „matkobosko ale dobre”.

ŚWIAT:

1. Closet Disco Queen – s/t
Bardzo rzadko organizuję koncerty, ale w tym przypadku nie mogłem odmówić. Debiut tych dwóch chłopów znanych szerzej z Coilguns, a niegdyś z The Ocean. Nie potrafię opisać co grają i do niczego porównać. Transowy, krautowy i zarazem mocno przebojowy instrumentalny rock’n’roll. Opis może niespecjalnie zachęca, ale naprawdę jest to doskonale, morda się cieszy podczas słuchania. Smutna i zła muzyka wiadomo że najlepsza, ale istnieją wyjątki i to jest jeden z nich.

2. Steve Von Till – A Life Unto Itself
Z przykrością uznałem ostatnie Neurosis za płytę niezbyt udaną. Ba szczęście solowe projekty dziadów wynagradzają to w zupełności. Nie da się nie wzruszyć.

3. Sumac – The Deal
Nowy projekt Aarona Turnera zdecydowanie rozdał w swoim gatunku. Zabrałem się za tę płytę stosunkowo niedawno, chociaż wiedziałem, że nie może być źle. Po zeszłorocznym trollu roku w postaci  (świetnych) płyt Old Man Gloom o tej samej nazwie Aaron wciąż w formie. Niepokojąco i skurwiale.
Przy okazji, wszystkim polecam fanpage Old Man Gloom. Najlepsza strona na facebooku, serio.

4. Wrekmeister Harmonies – Night of Your Ascension
Zespół prawdziwego króla Midasa. Zostałem doszczętnie zmiażdżony tą płytą. Jest ostrzej i trochę bardziej metalowo niż na You’ve Always Meant So Much To Me. Chyba najbardziej wyrazista i działająca na wyobraźnię płyta roku 2015. I te wokale, ojezu.

5. Dark Buddha Rising – Inversum
Dwa słowa: Straszne zło.

Oprócz tego jak co roku towarzyszyły mi: Converge – Jane Doe, At the Drive-In – Relationship of Command, Isis (wszystko), Ash-Ra Tempel (wszystko), Dead Skeletons – Dead Magick, Bohren & Der Club of Gore – Black Earth, Talking Heads – koncert stop making sense.

Piotr

Piotr

Głównodowodzący KVLTowi, fan undergroundu oraz maniakalny zbieracz płyt CD.
Piotr

Latest posts by Piotr (see all)

Tagi: , , , , , , .