Podsumowanie 2017 roku wg gości KVLT

Kolejny etap podsumowania 2017 roku to wrażenia osób związanych z muzyką nie bezpośrednio, czyli szefów i pracowników klubów, PR-owców odpowiedzialnych za promocję w wytwórniach płytowych, a wśród tych gości do podsumowania zaprosiliśmy również producenta gitar oraz fotografa koncertowego i sesyjnego.


Lariyah Hayes (ViaOmega magazine)

  1. NightbringerTerra Damnata
  2. Blut Aus NordDeus Salutis Meae
  3. Bestia ArcanaHolokauston
  4. EmptinessNot For Music
  5. VenenumTrance of Death
  6. Inconcessus Lux LucisThe Crowning Quietus
  7. AosothV: The Inside Scriptures
  8. Chaos MoonEschaton Mémoire
  9. LustreStill Innocence
  10. Blaze of PerditionConscious Darkness

Specjalna wzmianka dla najlepszego EP – Einar SelvikSnakepit Poetry


Arkadiusz „Aro” Jabłoński (Monroe Sound Studio, zespół Masachist)

Kilka tytułów, które obiły mi się w 2017 roku o ucho i zostały w mojej play liście na dłużej. Kolejność przypadkowa.

  1. SatyriconDeep Calleth Upon Deep„. W porządku piosenki, w porządku sound. Czasami nudzą, a czasami robią bardzo dobrze.
  2. LottoV V”. Najbardziej kocham tę sprężynę w brzmieniu. Piękne!
  3. Morbid AngelKingdoms Disdained”. Riffy Trey’a kocham, lubię i szanuję.
  4. OxbowThin Black Duke”. Świetna płyta. Jest odpowiedni lot, odpowiedni puls. Jęki, skrzeki i brud. Nagrane bez „klika”, bez równania, przycinania. Same emocje. Odjazd!
  5. ImmolationAtonement”. Tak. Samo zło.
  6. MyrkurMereridt”. Ten folk jest niepotrzebny, ale sama produkcja Black metal zrobiła mi bardzo dobrze.
  7. MolochThe Vatican Cellars” – właśnie słucham i czekam już na nowe dźwięki.
  8. Kobieta z wydmBental”. Błażej Król potrafi zrobić klimat! Rewelacyjny album.
  9. Foo FightersConcrete and Gold”. Rewelacyjna płyta! Przebojowa i dojrzała.
  10. Depeche ModeSpirit” – DM kocham wszystko…więc…

Michał Koch (Dział Promocji w Metal Mind Productions, Koncerty w Polsce)

Udało się przeżyć kolejne 365 dni – to niezły wynik. Mijający rok przyniósł zarówno najszczęśliwsze (m.in. Pearl Jam w Rock And Roll Hall Of Fame), jak i najsmutniejsze (śmierć Chrisa Cornella, Toma Petty‚ego i Chestera Benningtona; zakończenie działalności Black Sabbath) wydarzenia w branży. Osobiście uważam, że 2017 nie był szczególny pod kątem wydanych albumów, ale zdecydowanie nadrobił koncertami.

  1. Queens Of The Stone Age „Villains„. Ciekawa sprawa, gdyż zdecydowanej większości moich znajomych ten album nie przypasował. Nie ma może stylistyki, do której przyzwyczaili nas QOTSA, ale mnie kupili. Osobną kwestią jest zachowanie pana Homme’a, które powinno trafić do rubryki „Pomyłka roku 2017”.
  2. Robert Plant „Carry Fire„. Plant nie zamierza reaktywować Zeppelinów, ale w sumie po co, skoro solowe albumy bronią się formą?
  3. Soup „Remedies„. Magia w najczystszej, prog-rockowej postaci.
  4. Ulver “The Assassination of Julius Caesar”. Moje odkrycie roku. Trzeba będzie się wybrać na koncert. 
  5. Lunatic Soul „Fractured„. Niezwykle przejmujący, zapadający w pamięć album. Mariusz Duda po raz kolejny udowadnia – na rodzimym podwórku to on rozdaje karty.
  6. Hey „CDN„. Kompilacja odnowionych kompozycji Hey, wydana wraz z pożegnalną trasą Fayrant. Od pewnego czasu gości w moim odtwarzaczu codziennie!
  7. Anima Damnata „Nefarious Seed Grows To Bring Forth Supremacy Of The Beast„. Najlepszy album tej kapeli, najlepsza metalowa płyta 2017 roku w Polsce.
  8. Spaceslug „Time Travel Dilemma„. Potężny walec zgniatający wszystko na swej drodze. Unlimited power!
  9. Roger Waters „Is This the Life We Really Want?„. Krążek można rozpatrywać jako osobny album Watersa albo jako zbiór patentów spod znaku Pink Floyd. Nie zmienia to faktu, że otrzymaliśmy najlepszą partię materiału od legendarnego basisty od czasów „Amused to Death”
  10. Depeche Mode „Spirit„. Trochę czasu minęło, zanim doceniłem. A to jeden z lepszych Depeszowych krążków – szczególnie dla mnie, jako fana „Playing the Angel”.

Jakub Kozłowski (Wydawnictwo In Rock)

  1. Mastodon „Emperor of the Sand„. Udana propozycja Mastodon, który jednak coraz wyraźniej zmierza w kierunku mainstreamu. Dobre utwory rockowe. Słabsze fragmenty pojawiają się, gdy zespół zaczyna bawić się w progresyw, którego ewidentnie nie rozumie.
  2. Hair of The DogThis world Turns„. Świetna płyta stoner rockowa formacji, która pomimo tego, że nie nagrała dotychczas ani jednego słabego albumu, nadal nie może doczekać się uznania, na jakie zasługuje.
  3. NecromandusNecromandus„. Debiut tej formacji, nagrany w latach 70. ubiegłego wieku, wyprodukował sam Tonny Iommi. Najnowsza płyta, chociaż zarejestrowana w niemal zupełnie innym składzie nadal potrafi zaintrygować. Ustępuje debiutowi, co nie znaczy, że nie warto się w nią uważnie wsłuchać.
  4. HavocConformicide„. Ten thrash metalowy album dał mi chyba największą frajdę w 2017 roku. Taki thrash to ja lubię – szczery, bezpośredni i melodyjny. Nie brak zaangażowanych politycznie tekstów, które unikają jednak sztampy i naiwności.
  5. SpaceslugTime Travel Dillema„. Moim zdaniem polska płyta roku. Narkotyczne kompozycje, które pozwalają udać się w naprawdę odległą i pasjonującą podróż. Czekam na więcej.
  6. ImmolationAtonement„. Death metal najwyższych lotów. Atonement jest płytą kompletną i moim zdaniem żaden z pozostałych wielkich graczy na scenie (np. Morbid Angel) nie zdołał w mijającym roku jej dorównać.
  7. Roger Waters Is this a life we really want„. Ani Roger Waters ani David Gilmour nie zdołali osobno dorównać wielkim dokonaniom Pink Floyd. Gdybym jednak miał zadecydować, która płyta jest bardziej udana – „Rattle that Lock” czy „Is this a Life we Really Want” wskazałbym na tę drugą. Jest nierówna, zbyt pretensjonalna, ale ma fragmenty, przy których potrafi zagotować się krew.
  8. Robert PlantCarry Fire„. Z kolei Robert Plant zdołał niemal zupełnie odciąć się od stylistyki, z jaką był utożsamiany w Led Zeppelin. Już lata temu znalazł swoją drogę i pozostaje jej wierny. O ile poprzedni album Planta wydaje się muzycznie ciekawszy, to nie potrafię zarzucić albumowi „Carry Fire” żadnych poważniejszych grzechów.
  9. Kal-ElAstrodoommeda„. Fantastyczny, kosmiczny stoner rock najwyższych lotów
  10. Primitive ManCaustic„. Ta płyta zmiażdży każdego, kto nie jest na nią przygotowany. Z jednej strony wynika to z ciężaru samej muzyki oraz faktu, że jest ona po prostu zbyt długa, aby możliwym było przyswoić ją w całości bez narażenia się na wewnętrzny krwotok. Pomimo tego uzależnia i potrafi naprawdę namieszać w głowie. Genialna rzecz, ale bez wątpienia, nie dla każdego.

Paweł Kamecki (Kamecki Guitars – producent i serwis gitar)

  1. Elder „Reflections of a Floating World„. Pejzaże kreowane przez to trio to jest magia. Jest progresywnie, jest bajkowo, są riffy jak z Allmanów. Pełen odjazd.
  2. Decapitated „Anticult”. Co tu dużo mówić. Pełne zawodostwo. Płyta zapierdala do przodu, morduje i nie wzieła mojej skromnej osoby jako jeńca.
  3. Hate „Tremendum„. Hate to czołówka, która nie musi nic udowadniać. Kolejny kolos spuszczony na łby wszystkim niedowiarkom. No i jakie solówki! 🙂
  4. Gov’tMule„. Płyta dosyć ciężka jak na zespół, bardzo „rockowa”, ale z drugiej strony w dalszym ciągu różnorodna. Kupuję to w 100%.
  5. Stone SourHydrograd„. Jest riff, jest refren, brzmi zajebiście, wybitnie zaśpiewane. Ameryka. Czego więcej chcieć?
  6. Royal BloodHow Did We Get So Dark„. Ja nie wiem jak to się dzieje, że za pomocą basu i perkusji można zrobić tak bogato brzmiące hiciory, które wyrywają się w beret jak udar i za cholerę nie mogą wyjść. Śledzę, kibicuję i przepadam.
  7. Foo FightersConcrete and Gold„. Foo Fighters to jest 100% rdzennego, zaraźliwego rock and rolla i dojrzałej radości z grania. Dokładnie to, co lubię i cenię najbardziej.
  8. Black Country CommunionBCC IV„. Patrzysz na skład tej kapeli i już wiesz, co usłyszysz. Wybitne wokale, wybitne wiosła, wybitne wszystko. 100% blues rockowej zajebiozy.
  9. Azarath „In Extremis„. Obrzydliwa, śmierdząca trupem kanonada wpierdolu. Tak się dzieciaki robi metal śmierci. No i nagrana na moich gitarach! 🙂
  10. Devilish Impressions „The I„. A kto by wpadł na to, że ekstremalny metal mógłby być jednocześnie tak teatralny i poetycki? Fajnie, że chłopaki dosyć odważnie zrezygnowali ze wszystkich przeszkadzajek i innych orkiestr aby zrobić miejsce na fantastyczną gitarę. Oczywiście mojego autorstwa! Nie lada pozycja w ich dyskografii.

Mariusz Kowal (Kobaru – fotograf)

  1. Depeche ModeSpirit
  2. The HauntedStrength in Numbers
  3. MastodonEmperor of Sand
  4. Foo FightersConcrete and Gold
  5. Lunatic SoulFractured
  6. Lo!Vestigial
  7. Marilyn MansonHeaven Upside Down
  8. Queens of the Stone AgeVillains
  9. TriviumThe Sin and the Sentence
  10. Robert PlantCarry Fire

Dayal Paterson (ViaOmega magazine, Decibel Magazine, Cult Never Dies)

  1. Helheim „landawarijaR”. W ciągu ostatnich kilku lat Helheim wydał niesamowitą muzykę, brzmiąc świeżej niż kiedykolwiek, co nie jest małym zadaniem dla zespołu działającego od wczesnych lat 90. landawarijaR może po prostu być ich najlepszym albumem, jaki wydali do tej pory, fantastycznie nastrojowym i emocjonalnym kawałkiem black metalu, który łączy optymistyczne przejścia z bardziej tęsknymi i introspekcyjnymi częściami.
  2. Wolves In The Throne Room „Thrice Woven”. Wilki z pewnością wydają się potwierdzać swoje metalowe referencje po swoim ambientowym albumie Celestite (który bardzo mi się podobał, ale nie został specjalnie dobrze przyjęty), co widać wyraźnie nie tylko w ich ostatnich sesjach zdjęciowych, ale także na tej płycie. Pod wieloma względami jest to ich najbardziej tradycyjne dzieło, nawiązujące do klasycznego skandynawskiego black metalu z drugiej fali, ale z nieco bardziej „pozytywnym” duchem. Niezbyt oryginalna, ale przyjemna i pełna serca płyta.
  3. Dødsengel „Interequinox”. Dødsengel od dawna są uważni, jeśli chodzi o przekonania co do współczesnego black metalu, a ten album jest kolejnym dowodem na opętany i nieziemski geniusz zespołu. Wspaniałe riffy i wokalne występy oraz kompozycje sprawiają, że jest to jeden z najlepszych i najbardziej porywających albumów w tym roku, mimo że brzmi to tak, jakby było nagrane w kłębie waty – lepsza produkcja następnym razem, mam nadzieję!
  4. Forgotten Tomb „We Owe You Nothing„. Mimo, że cechuje charakterystyczne podejście do „riffowania”, które pomaga zdefiniować grupę, We Owe You Nothing to zdecydowanie zespół, który odrywa się od depresyjnego black metalowego brzmienia. To ich najbardziej wkurzający i najbardziej punkowy album, zapewnia mocny kopniak w tyłek od początku do końca i jest pełen ożywczej agresji.
  5. Ulver The Assassination of Julius Caeser„. Niemetalowy album – choć oczywiście zespół ma niezaprzeczalne metalowe korzenie, co większość oczywiście wie. Melancholia i fatalistyczna w odczuciu, ale z oczywistą wrażliwością popu (porównania do Depeche Mode nie są całkowicie niesprawiedliwe). Jest to przystępna, ale nieziemska kolekcja melodii.
  6. Bestia Arcana Holókauston„. Bestia Arcana wydaje się najbardziej znana jako poboczny projekt szybko rosnącego w siłę Nightbringer, ale muszę przyznać, że z dwóch albumów wydanych w tym roku wolałem ten. Gęsty, intensywny i klaustrofobiczny, ale z takim rodzajem zapadającego w pamięć polotu, który czyni go czymś więcej niż tylko nieubłaganym atakiem zmysłów; coś, co jest niezbędne do słuchania dla fanów black metalu.
  7. Ruins Of Beverast Exuvia„. Exuvia zdecydowanie wymaga cierpliwości i powtarzania słuchania, aby naprawdę należy ten album docenić. Warto podjąć wysiłek, ponieważ mieszanka black i doom metalu w zespole po raz kolejny okazuje się bardzo przekonująca i wpływająca. Ciężka, ale i nawiedzająca podróż słuchacza.
  8. Midnight Sweet Death and Ecstasy„. W przypadku Midnight nie ma nic zbyt przesadnego ani skomplikowanego, to w zasadzie (przynajmniej dla mnie) udane zmartwychwstanie ducha lat 80. Chodzi o to, że wiele, wiele zespołów próbuje czegoś podobnego z nieprzekonującymi rezultatami (włączając w to niektóre zespoły, które działały w tych latach), podczas gdy album taki, jak ten wydaje się brzmieć świeżo, jest chwytliwy i pełen życia, pomimo oczywistych wpływów, takich jak Venom. Świetna sprawa.
  9. Enslaved E„. Do tej pory wiedzieliśmy z grubsza, czego można się spodziewać po albumie Enslaved – niewielkiej ewolucji z poprzednich utworów, wkraczających na coraz bardziej progresywne terytoria, ale zachowujących ducha swojego stylu mocno na miejscu. E (bez nagród dla chłopaków za tytuł!) jest jedną z najlepszych prac zespołu, ale w mojej skromnej opinii, choć różne wpływy błyszczały, to także łatwo się ze sobą mieszały. Energia i przemyślany jak zawsze album, precyzyjnie wykonany i przyszłościowy ekstremalny metal, w którym Enslaved nie pozwolili, by jego progresywne podteksty odwracały uwagę od pisania mocnych piosenek.
  10. Overoth The Forgotten Tome„. Ta północnoirlandzka grupa naprawdę wyciągnęła to z torby – ich drugi pełny album. Prawdopodobnie najlepiej opisany jako poczerniały death metal (opis, który zwykle nie zapowiada zbyt wiele …), The Forgotten Tome to niezwykle pomysłowe i ambitne dzieło, z ukłonem w stronę Behemotha i Morbid Angel, jednocześnie zachowując własną osobowość i zachwytu.

Przemysław „Poli” Polański (szef klubu RudeBoy)

Hej wszystkim , pozdrawiam KVLT i jego czytelników z „wiśniówkowego” RudeBoy’a !
Na początek muszę się wytłumaczyć. Nie jestem w stanie ogarnąć muzycznie wszystkiego, i przy tak dużej ilości bardzo dobrych produkcji i płyt wypuszczanych co roku na świat jest mi niezmiernie trudno postawić  nr 1 czy 10 przy danej płycie, a do tego musielibyśmy to kategoryzować na black metal, thrash, rock, hard rock itp itd.
Odpowiem tak: najczęściej słuchane przeze mnie nowe albumy (czyt. TOP nowych albumów wg. Poli’ego) 2017 roku ogarniałem z telefonu 😉 Czas na słuchanie znajdowałem tylko w samochodzie lub tourbus’ie, kiedy podróżowałem na trasach koncertowych z Immolation i Azarath lub … z wirtuozami dźwięków, zupełnie innego świata muzycznego, jakimi są po przeciwnym biegunie muzycznym zespoły, takie jak np. Obscure Sphinx czy Riverside.

Po analizie osłuchań z mojego shit phone’a wyszło mi, że jednych więcej lubię, a drugich mniej i niech tak zostanie. Jednak zaznaczyć chce dla mnie dwie najważniejsze płyty 2017 roku:

  1. DecapitatedAnticult
  2. ImmolationAtonement
    potem kolejność dowolna:
  3. EnslavedE
  4. KreatorGods Of Violence
  5. Cannibal CorpseRed Before Black
  6. ObituaryObituary
  7. Body CountBloodlust
  8. Stone SourHydrograd
  9. MastodonEmperor of Sand
  10. Dying FetusWrong One to Fuck With
    +
  11. Foo FightersConcrete and Gold” – aby nikt nie myślał, że mam klapki na oczach 😉

Gunnar Sauermann (Dział PR w Season of Mist)

  1. Helheim „LandawarijaR„. Norwegowie zawsze mieli wielki potencjał, ale ciągle sprawiali wrażenie, jak gdyby ukrywali coś ekstra, podczas gdy wypuszczali swoje kolejne świetne albumy. Razem z ich najnowszą próbą, Hellheim w końcu dotarli do mety. Dopracowane do perfekcji.
  2. Wolves In The Throne RoomThrice Woven”. Odkąd nawiedzony “Diadem of 12 Stars” wyszedł w 2006 roku, WitTR dostarczają jakość z każdym pełnowymiarowym krążkiem. Może nie aż tak do przodu, jak Nachtmystium, przed tym, jak lider oddał się amerykańskiemu kryzysowi opiodowemu, Thrice Woven nie przebija się na dziewicze lądy w żaden spektakularny sposób, ale prezentuje gęsty, atmosferyczny USBM w najlepszym wydaniu.
  3. Kreator „Gods of Violence„. Klasyczne hordy mają tendencję do tracenia swoich właściwości po dekadach spędzonych w biznesie, a nowe albumy są często powtórką z dobrze wypracowanej rozrywki. Ale nagle, ni z gruszki, ni z pietruszki, pojawiają się takie albumy jak AC/DCThe Razors Edge„, Judas PriestPainkiller„, Motörhead1916„, a teraz z pewnością nowa próba Kreatora, która zupełnie zasłużenie mogłaby się znaleźć na szczycie mojej listy.
  4. Moonspell „1755„. Portugalczycy wpłynęli na nieznane wody poprzez dołączenie mnóstwa klasycznych dźwięków do swojego frapującego albumu koncepcyjnego. Nie ma wątpliwości co do tego że jest to album Moonspell, gdyż wszystkie ich typowe elementy również są tu obecne, ale ten eksperyment dla konkretnego przeznaczenia zagrał rewelacyjnie. Ci, którzy nie lubią tej grupy, nie polubią też tego krążka.
  5. FenWinter„. Wydaje się, że Fen osiągnęli już swoje opus magnum ze swoim oszałamiającym Epoch w 2011 roku. Aczkolwiek Winter plasuje się dość blisko. Dla fanów mrocznych i surowych dźwięków z Wysp Brexitowskich i bez nowego albumu WINTERFYLLETH w 2017 roku, a akustycznym, który ma wyjść w przyszłym, tego krążka nie można przegapić.
  6. Auðn „Farvegir Fyrndar„. Islandia zrodziła rozwijającą się scenę black metalową, która w większości elementów zdradza mocne wpływy Deathspell Omega. Auðn chce inaczej, podejmuje bardziej melodyjną, mniej rozbieżną ścieżkę, która prowadzi prosto do mojego zaułka. Jeśli przegapiliście ich na trasie z Gaahls Wyrd, wasza strata. Fakt, że grali na moim weselu w Reykjaviku wcale nie wpływa na moją opinię.
  7. Paradise Lost „Medusa„. Ten klasyczny brytyjski gothic metalowy zestaw z ostrymi ciągotami w kierunku śmiertelnej strony tego widma miał swoje wzloty i upadki w trakcie kariery. Obecnie Paradise Lost są na dobrej trajektorii, jako że Medusa zawiera wszystko to, co wyznawcy fazy przedelektronicznej mogliby sobie wymarzyć.
  8. Samael „Hegemony„. To, co powiedziałem na temat Paradise Lost, odnosi się również do Samaela. Szwajcarzy wracają do starej siły po paru raczej nieszczególnych próbach, które zdawały się tracić kierunek w mgle pomysłów. Hegemonyłatwo łączy się z epoką Passage, co oznacza elektroniczną perkusję i miażdżące rytmy, wypychające na pierwszy plan epickie melodie.
  9. Der Weg einer Freiheit „Finisterre„. Ci Niemcy z Południa są porównywani do Deafhaven, ale pomimo paru podobnych rozwiązań w kwestiach muzycznych, to nie są z nimi blisko spokrewnieni. Oba zespoły mają to do siebie, że nienawidzą blackowych tradycjonalistów, sprzeciwiających się jakimkolwiek ewolucjom stylu, lecz Finisterre wskazuje przyszłość dla black metalu dość inną od tego, co nastąpiło podczas jego przełomu w latach dziewięćdziesiątych.
  10. Mork „Eremittens Dal„. No dobra, ostatnie miejsce na liście mogłoby trafić się wielu innym zespołom, a produkcja Eremittens Dal powinna być lepsza. Jednakowoż, MORK pozostawili po sobie świetne wrażenie podczas występu na żywo na Inferno Festival. To jest krążek godny sprawdzenia i kapela do śledzenia z nadziejami na interesujący rozwój w ciągu kolejnych paru lat.

Adrian Sowa (Sova Guitars – serwis gitarowy, zespół Nex)

Ten rok przyniósł wiele inspirujących albumów. Poniżej chciałbym przedstawić swój mały ranking płyt, które zapadały mi w pamięć w minionym roku:

  1. Enslaved E”. Enslaved po raz kolejny pokazuje, że potrafi grać progresywnie. Idealne połączenie typowego norweskiego black’n’roll i progresywnych aranży rodem z Emperor.
  2. Svart Crown „Abreaction”. Kolejny progresywny band. Nie wiem jak oni to robią, ale ekipa Svart Crown ma w sobie coś, co przyciąga i każe pozostać przy nich na dłużej.
  3. Solstafir Berdreyminn”. Nie mam pojęcia skąd tak niskie noty za te wydawnictwo. Zespół się rozwija, a to że w kierunku innym niż chcą tego fani, to już nie jego problem.
  4. Osi and The Jupiter „Uthuling Hyl”. Jeden z najlepszych folkowo ambientowych albumów tego roku. Idealny na wyciszenie.
  5. Soley Endless Summer”. Lubię tego typu indie, i dlatego płyta ta znalazła się w moim zestawieniu. Po „Ask The Deep”, miałem nadzieję na nieco bardziej mroczny krążek – mimo wszystko, 5 miejsce się należy.
  6. Masachist The Sect”. Scorned miałby miejsce, 1 ale tutaj też nie jest najgorzej.
  7. Decapitated Anticult”. Ciężko przebić „Carnival is Forever”, ale ciężko też nagrać coś gorszego niż „Blood Mantra”. „Anticult” przebija poprzednie wydawnictwo o stokroć, ale na razie nie zaciekawił mnie na dłużej – może w przyszłym roku.
  8. Earth Concrete Desert”. Skład znany z bardziej stonerowo-hardrockowych brzmień wydał taką oto elektroniczną mieszankę dźwięków, lekko zalatujących trip hopem.
  9. Septicflesh „Codex Omega”. Niestety mam wrażenie, że album ten to zbitka niewykorzystanych riffów z „Titan”. Nie jest najgorszy, ale na razie dostaje 9 miejsce.
  10. Anathema „The Optimist”. Czekałem na ten album, dlatego jest w 10 najlepszych. Na razie mnie nie porwał, ale Anathema ma w sobie coś takiego, że smakuje lepiej po czasie – na razie tylko 10 miejsce.

Piotr

Piotr

Głównodowodzący KVLTowi, fan undergroundu oraz maniakalny zbieracz płyt CD.
Piotr

Latest posts by Piotr (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , .