Problemy członka zespołu Vader w Ameryce

Od 18 maja legenda polskiego death metalu, grupa Vader przebywa na trasie koncertowej w Ameryce Południowej.

Wczoraj na Facebookowym profilu jednego z muzyków zespołu Vader opublikowano poniższą informację:

 

Wyobraźcie sobie taką oto historię:
Jesteście na wycieczce w Ameryce Południowej. Przez ponad dwa tygodnie przemierzaliście kontynent samolotami, busem czy nawet raz promem. Nigdy nie było problemu na żadnej z wielu granic. Aż tu nagle stojąc w kolejce do kontroli paszportów na granicy kolumbijskiej , na lotnisku w Bogocie pani w okienku pokazuje Ci wyrwaną główną stronę ze zdjęciem… (Kolega stojący za Tobą i jako jedyny w grupie rozumiejący język hiszpański słyszy jak pani mówi do kolegi: „chyba wyrwałam kartkę”… Po czym po prostu nie wpuszcza Cię do kraju). Jesteś zawieszony w próżni. Po godzinach tłumaczeń i próby wyjścia z sytuacji nic się nie zmienia. Telefon do polskiej ambasady? Nie działa…Wskazany przez placówkę telefon w sytuacjach awaryjnych – nie działa! Polska placówka NIE DZIAŁA! Kartka z paszportu nie jest nawet oderwana – wygląda jakby zwyczajnie odpadła. Jak w kiepskiej jakości sklejanych książkach. Kontakt z lokalną policją? Bez efektu. Kontakt z linią lotniczą i „immigrations”? Bez szans…Strata czasu i odsyłanie do kolejnych okienek. Po prawie całodziennej „walce” i tłumaczeniu o kolejnych wykupionych już lotach zostajesz wpuszczony na odloty i kontynuujesz do Ekwadoru. A tam? A tam pan na odprawie lotniskowej mówi że „nie możesz jechać” ! sru!!! Próba kontaktu z polskim konsulatem? Jest …ale nie działa. Telefon i rozmowa z jakimś panem (po polsku nie rozumie – oczywiście, mimo iż placówka polska) , tłumaczenie sytuacji i obietnica przekazania sprawy i oddzwonienia na wskazany telefon. Po 4 godzinach czekania cierpliwość prysła jak bańka mydlana. Grupa musi lecieć dalej…Ty zostajesz w Ekwadorze. Nie możesz lecieć dalej – ponieważ jakiś palant na odprawie (paradoksalnie granica dała pozwolenie na przelot do Kostaryki…ale idiota na odprawie ma to gdzieś…No pasaran!). Zostajesz sam w towarzystwie kolegi lokalnego, który – jak się okaże – ratuje Ci dosłownie dupę… W międzyczasie – a trwa to prawie dwa dni (tak! dwa dni spędzone na lotnisku…bez jakiejkolwiek pomocy ze strony linii lotniczej, która wzięła kasę za bilet i z powodu uszkodzonego dowodu traktuje Cię gorzej niż psa). Nie możesz być nawet deportowany (jak kryminalista..) bo jesteś zawieszony między granicami. JAk w filmie „Terminal” z Tomem Hanksem, Udaje się nawiązać kontakt z placówką polską w … Peru. wysyłają papier tłumaczący spraw. W międzyczasie w Kostaryce czekają już ludzie by oficjalnie dać papier uprawniający do przekroczenia granicy w zastępstwie uszkodzonego paszportu. Niby wszystko OK. Trzy dni… I kiedy już wszystko wydaje się załatwione, ten sam idiota na tej samej odprawie na tym samym lotnisku mówi, że jednak nie przepuści. W międzyczasie wydano kilka setek dolców na kolejne bilety zakupione w tel linii lotniczej. Szach-Mat! Wreszcie placówka niemiecka (tak , tak! Okazuje się że to Niemcy jako jedyni są chętni pomóc Polakowi w sytuacji beznadziejności…jesteśmy w sumie w tej samej Unii – mimo iż panu prezesowi to nie pasuje…). Dokument zostaje wydany, wreszcie możesz kupić (tak..KUPIĆ po raz kolejny) bilet powrotny do kraju ALE… nie możesz lecieć przez Hiszpanię (czemu tak??? ku**wa nie mam pojęcia) ani przez USA (o czym dowiadujesz się PO zakupieniu biletu – oczywiście). 90% przelotów jest przez USA lub Madryt… Jesteś zawieszony w Ekwadorze na TYDZIEŃ, nie możesz ani kontynuować podróży ani wrócić do kraju… Żyjesz dzięki pomocy lokalnego kolegi, który jako nieliczny mówi i po hiszpańsku i po angielsku. A wszystko przez głupią kartkę w papierowym dokumencie… Stajesz się NIKIM! A teraz uwaga…. ta historia właśnie przytrafiła się naszemu basiście Halikowi. Przez naderwaną kartkę w dokumencie człowiek w stresie przeżywał tydzień w dziwnym kraju, a my część trasy graliśmy w trójkę. Jaki z tego morał? DOŚĆ JEBANYCH PAPIEROWYCH KSIĄŻECZEK od których zależy ludzkie życie!!!!

Następnie basista napisał kolejny komentarz:
Małe sprostowanie… ta sytuacja się nie „wydarzyła” a trwa dalej… żyje tu tylko dzięki pomocy lokalnego znajomego, który był nagłośnieniowcem na naszym koncercie. Mieszkam obecnie samotnie w małym mieszkaniu, raczej nie powinienem z niego wychodzić. Wifi mam tylko wtedy kiedy odwiedzi mnie właściciel. Mam zabukowany przelot czterema lotami (Ekwador-Salvador, Salvador-Kostaryka, Kostaryka-Francja i Francja-Polska) żeby tylko nie lecieć przez Hiszpanie lub Stany Zjednoczone, które nie respektują mojego obecnego dokumentu wydanego mi przez ambasadę niemiecką w Ekwadorze (Polski konsul „wyjechał gdzieś i wróci za 3 miesiące”). Muszę przetrwać do piątku. I wtedy się okaże, czy pewne linie lotnicze znów nie zrobią mnie w ch*** I nie doszukają się jakiegoś „haczyka” który mi uniemożliwi powrót. Bo już raz tak zrobili. Tym razem ponownie twierdza, że wszystko będzie ok. Pozdrawiam z Quito! \m/

Piotr

Piotr

Głównodowodzący KVLTowi, fan undergroundu oraz maniakalny zbieracz płyt CD.
Piotr

Tagi: , , , , , , , .