Accurst – „Messenger of Shadows” (2018)

Z niewiadomych mi przyczyn większość społeczeństwa jako muzykę dla największych patusów, świrów i psycholi uznaje grindcore (oczywiście, jeżeli wiedzą co to jest). Osobiście się z tym nie zgadzam, nie tylko dlatego, że moja pikawka bije w rytm blastbeatów. Przy wszelakich dark ambientach, noise’ach i tego rodzaju dźwiękach, które trudno w ogóle nazwać muzyką, nawet najtęższy grind wydaje się być uroczym niemowlakiem. Accurst jest takim właśnie zbiorem dźwięków.

Gwoli ścisłości, Messenger of Shadows pierwotnie wypełzł na świat dwa lata temu. W tytule artykułu pojawia się jednak bieżący rok, gdyż kilka miesięcy temu wytwórnia Aesthetic Death wydała tę płytę w wersji fizycznej. Dzięki nim możecie zabrać ze sobą te trzy kwadranse szaleństwa gdzie tylko zechcecie.

Nie do końca nawet wiem, jak zabrać się za właściwe opisywanie Accurst. Brzmi cholernie niepokojąco i ani trochę nie jest przyjemne, co najwyraźniej było celem jego stworzenia. Świetnie sprawdziłby się jako soundtrack do porządnego, nastrojowego horroru albo gry z serii Amnesia. Atmosfera tu zawarta bardzo kojarzy się z Lovecraftem, poszczególne utwory przywodzą na myśl obłęd zamkniętych pomieszczeń (Enveloped by Erebos) lub jakieś bluźniercze ohydztwa kryjące się tuż za granicą widoczności w zalanych jaskiniach (Facing Melinoe Amidst Phlegethon’s Fiery Torrents). Niekiedy pojawia się trochę okultystycznego klimatu, innym razem ciarki na plecach wywołują upiornie zimne nuty fortepianu. Do tego trudne do zidentyfikowania, piekielne odgłosy, tąpnięcia, odbicia echa w otchłani… trzeba być skończonym czubem by czerpać z tego frajdę. Nie można jednak płycie odmówić sugestywności i siły przekazu. Nawet słuchając Messenger of Shadows podczas południowej kawy, szaleńczy nastrój dość wyraźnie dawał się we znaki. 

Kolejne części dość spójnie po sobie następują (z jednym może wyjątkiem), a samo brzmienie płyty jest odpowiednio przestrzenne, gdy musi, i klaustrofobiczne, gdy może. Zdarzają się efekty nieprzyjemne w sposób niezamierzony, mnie na przykład irytowały dźwięki w Gazing into the Abyss (The Depths of Tartaros), niemniej przez większość czasu dźwięk jest w porządku.

Zachodzę w głowę, komu Messenger of Shadows można polecić, i jaką ocenę jej wystawić. Album jest diablo nieprzyjemny, ale z drugiej strony taki właśnie był zamiar autora. Nie jestem pewny, czy kiedyś do niego wrócę, ale nie mogę też nazwać go byle miernotą. Umówmy się tak: jeżeli szukasz czegoś na spacery nocą, to spróbuj, ale nie biorę odpowiedzialności za ewentualne traumy.

Ocena: 7/10

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Tagi: , , , , , , , , .