Acranius – „Reign of Terror” (2017)

Nie wiem, czy brutalny death metal może czymś jeszcze zaskoczyć, ale wiem o istnieniu składów, którym udaje się uniknąć nudy oraz popadania w schematy. Trzeci album niemieckich rzeźników z Acranius w przejrzysty sposób pokazuje, jak umiejętnie wykorzystać klasyczne rozwiązania, by zaserwować je w świeży i interesujący sposób.

Na Reign of Terror dostajemy  potężną dawkę mocarnego i pozbawionego jakichkolwiek kompromisów metalu, który z powodzeniem można postawić obok amerykańskiej śmietanki brutalnego grania. Utwory, niczym bokserskie sierpy, uderzają prosto w twarz swoim ciężarem, ale co najważniejsze – nie dostajemy tutaj niepotrzebnej gonitwy. Oczywiście jest szybko, czego dowodem są imponujące umiejętności zasiadającego za perkusją Ardnta, ale na całe szczęście dostajemy moment, by złapać oddech. Bębny, jak wojenne armaty, uderzają bezlitosnymi seriami, które raz po raz rozgrywane są w zupełnie odmiennym tempie. Przykładami mogą być chociażby Built on Traditions, Battle Scars czy każdy inny numer, który został napisany przez zachodnich sąsiadów. Germański kwartet do perfekcji opanował komponowanie koncertowych monumentów, nie zapominając o najważniejszym: nie wytrącać słuchacza ze skupienia. Ile to już razy miałem okazję rezygnować z dalszego odsłuchu płyty przez zwyczajne zmęczenie i dekoncentrację? Ciężko powiedzieć. Z trzecim długograjem Acranius nie mam tego problemu, bo wszystkie utwory są na tyle krótkie i odpowiednio stonowane, iż nie ma możliwości, by ziewnąć lub z niecierpliwością czekać na kolejną kompozycję. Słuchając materiału, czas mija naprawdę szybko, jednocześnie pozostawiając wrażenie niedosytu (a może by tak jeszcze raz zgrzeszyć i posłuchać tej patologii?). Wyprzedzając jednak fakty, Reign of Terror nie jest niczym zaskakującym. To po prostu umiejętnie i bez zbędnego ciśnienia zagrany death metal, który nie stroni od romansów z hard- i grindcorem. Szukających innowacji odsyłam do innej rzeźni. Zapraszam natomiast wszystkich pasjonatów tortur pokroju Job for A Cowboy, No Zodiac czy Vulvodynia.

Niemcy co prawda nie odkryli koła na nowo, ale nie ukrywam, że słucham tego albumu już któryś raz z rzędu i nie jestem w ogóle zmęczony. Acranius mądrze operuje brutalnością i imponującą techniką gry, unikając niepotrzebnej nudy czy pompatyczności. Jak dla mnie, to bardzo udane rozpoczęcie roku w światowym death metalu. Sprawdźcie Reign of Terror, jeżeli lubicie amerykańską szkołę łojenia w nowym stylu.

Ocena: 7,5/10

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , .