Angelic Desolation – Rumpus Time Is Over (2018)

Wygląda na to, że nie ma co się spodziewać po Via Nocturna wydawnictw z lekką muzyką. Wytwórnia bombarduje nas systematycznie totalnym diabelstwem i młócką. Nowe wydawnictwo Angelic Desolation Rumpus Time Is Over podnosi kolejną poprzeczkę brutalności. Premiera odbyła się wczoraj – 31.05.2018.

Angelic Desolation nazywa swoją muzykę mianem razorgrind’u. Ma to sens, ponieważ muzyka tnie niczym nowe żyletki przyłożone do skóry. Zespół pochodzi ze Stanów, słychać to od pierwszych dźwięków. Po delikatnych nutach intra na starcie albumu rozpoczyna się istny wyścig riffów, rytmów, ryków, scream’ów, pigsqueels’ów i łamańców. Moje skojarzenia automatycznie biegną do ostatnich dokonań Cryptopsy. Oprócz dużej dawki techniki i noise’u, łączy te dwie kapele maniera wokalistów, którzy używają swoich strun głosowych w podobny sposób. Z tym że w Cryptopsy można uświadczyć więcej groove’wych patentów, dzięki którym łatwiej zapamiętać utwory.

Płyta, jak na taką techniczną jatkę, jest długa, bo trwa ponad 42 minuty. Przy takim natłoku dźwięków była duża szansa, że będzie męcząca, jednak udało się zespołowi tego uniknąć poprzez sporą dozę urozmaicania kompozycji.

Pierwszy utwór The Seven Hells Of A Weed Thief, jak przystało na startera, imponuje dynamiką i chlaszcze po twarzy jak „ojcowski plaskacz”. Jeżeli ktoś byłby uprzedzony do zespołu, to po tym ciosie zostanie sprowadzony na ziemię i z zamkniętymi ustami zacznie wsłuchiwać się w resztę materiału. Jak to często bywa też przy takim gatunku muzyki, perkusista nie ma zamiaru ukrywać swoich umiejętności i od pierwszych sekund kieruje lawiny uderzeń w biedne naciągi. I mimo iż jest to dobry song, to moje ucho skupiło uwagę dopiero na kolejnym. W Intergalactic Alien Bastard pojawiają się bardzo chwytliwe „świnki”, a ja jako dumny fan wieprzowiny z uśmiechem konesera przyjmuję takie patenty wokalne, trochę inaczej wykorzystane niż na przykład w utworach Dying Fetus, ale równie trafnie. Uważam to za duży plus tej płyty.

Bloody Buddy kupił mnie już tytułem, a jak się okazało ma znacznie więcej do zaoferowania. Znowu wokal wiedzie prym z delikatnie humorystycznym motywem przewodnim. Przywodzi mi to skojarzenia z albumem Only Tools and Corpses Gorerotted, który jest chyba moim faworytem w gatunku gore/grind. Oczywiście bez dobrej kompozycji wokalista mógłby sobie ewentualnie pośpiewać pod prysznicem, ale jest to element, który jako pierwszy przykuwa tu uwagę.

Shadow Slasher 666 to z kolei miks death metalu z grindem, mocny moment płyty i wcale się nie dziwię, że zespół wybrał go do promocji. Urzekła mnie w nim bardzo wstawka z „Hail Satan”, dodało to kompozycji uroku. Lubię takie przebojowe momenty.

Kolejna kompozycja znowu posiada świetny tytuł – Dinosaurs In Minor Chords. Ktoś tu chyba popala zieleninę, bo takie pomysły skądś trzeba czerpać. Znacznie bardziej odpowiada mi w zespołach takie zdystansowane podejście do muzyki niż nieznikające podkowy na twarzach.

Po następnych dwóch konkretnych ciosach nadchodzi czas na ostatni utwór. Taboo Rendezvous to ośmiominutowy, techniczny potwór, który wbrew moim przypuszczeniom nie okazał się wolniejszym zamykaczem. Najwidoczniej Angelic Desolation schematy omija szerokim łukiem i na pożegnanie serwuje jeden z trudniejszych songów z płyty. Jeżeli dojdziecie do tego momentu, to znaczy, że macie tak samo zwichrowaną psychikę, jak muzycy zespołu, i balladki Waszego zainteresowania i tak by nie wzbudziły.

Rumpus Time Is Over to materiał wymagający i dewastujący. By go poznać, a potem polubić, należy przesłuchać go więcej niż raz czy dwa. Mnogość patentów odkrywa się przed nami stopniowo i wraz z ich znajomością muzyka staje się bardziej przyswajalna. Fanom ładnych piosenek zalecam trzymanie się od tej płyty z daleka, a zwyrodnialcom jak niżej podpisany polecam całą moją patologiczną miłością do hałasu.

Ocena: 8.5/10

Tagi: , , , , , , .