Antigama – „Depressant” (2017)

Mam nadzieję, że nikomu nie trzeba przedstawiać Antigamy. Warszawski zespół ostatnim pełniakiem, Insolent, udowodnił, że ich spojrzenie na grindcore obecnie nie ma sobie równych w Polsce (kłóciłbym się nawet, że nie ma i nie miało), a i na scenie światowej niewielu im dorównuje. Najnowsza EP-ka tylko to potwierdza.

Depressant to mniej więcej dwadzieścia minut dźwięków, jakie znamy z Insolent. To jest, eksperymentalnego grindcore’a łączącego matematyczne wybiegi z punkową przebojowością. Znajduje się tu siedem numerów, a płyta wydana została przez Selfmadegod Records.

Od razu powiem, że jeżeli spodobał ci się wspominany często-gęsto ostatni longplay Antigamy, to przestań czytać i zamów Depressant czym prędzej. Ekipa kontynuuje, jak już się rzekło, stylistykę poprzedniczki, pogłębiając ją, eksperymentując. Nie jest to znany i wyskakujący z każdego kąta schemat pod tytułem „coś się sprzedało=zrobić jak najwięcej” , raczej zabawa formą, sprawdzanie, co jeszcze można z niej wycisnąć. Sprawdza się to świetnie i, co bardzo ważne, nie męczy słuchacza. Rozpoczynający całą płytę sampel informuje, że materiał nie jest dla mięczaków i jeżeli nie jest się przyzwyczajonym do takich dźwięków, to lepiej wyłączyć. Biorąc pod uwagę, jaki chaos się później rozpętuje, muszę przyznać, że to uczciwe ostrzeżenie. Nie ma przebacz, jest ostro, skomplikowanie i przemyślanie, a chwytliwe motywy czają się na każdym kroku usianej punkową agresją i wirtuozerskim szaleństwem ścieżki. Empty Paths od razu uderza z świetnym motywem przewodnim, Division of Lonely Crows przynosi nieskrępowaną, taneczną energię, teledyskowy Now bije po ryju, po czym (kolejnym świetnie pomyślanym samplem) cynicznie stwierdza „Ty chory draniu, naprawdę to lubisz, co?”. Kolejny Room 7 przynosi coś, co na początku wydaje się być balladą, by następnie zdradziecko biczować blastami i furią. Wytchnienie przynosi dopiero tytułowy Depressant, pełen megaklimatycznych, zadymionych i przytłumionych, transowo-niepokojących dźwięków. Miazga po całości. Jeżeli miałbym się do czegoś przyczepić to do ostatniego Shut Up, i to tylko dlatego, że na tle poprzednich szaleństw wypadł raczej stonowanie, choć z drugiej strony przebicie poprzedników wydaje się być herkulesową pracą. Ta płyta po prostu nie ma słabych elementów. Także ze strony technicznej. Któryś z twoich kolegów śmieje się z ciebie, bo lubisz grindcore, a to przecież tępe i nieskładne napierdalanie? Pokaż mu Antigamę. Muzycy robią niesamowitą robotę, szczególnie Łukasz Myszkowski. Sposób, w jaki Depressant został nagrany, także jest wspaniały. Brzmienie jest czytelne, jasne, agresywne, jadowite.

Co tu dalej pisać, jeżeli nie zamierzasz Depressantu łyknąć, to przynajmniej się z nim zapoznaj. Niezaprzeczalnie warto. Pewnie już kilka razy słyszałeś i czytałeś, że płyta X ma zapewnioną koronę polskiej płyty AD 2017 i że nie ma szans wyjść nic lepszego. Cóż, jak dla mnie Antigama właśnie dokonała królobójstwa.

Ocena: 10/10

 

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , , , .