Architect of Disease – The Eerie Glow of Darkness (2017)

The Eerie Glow of Darkness to mój pierwszy kontakt z łódzkim projektem Architect of Disease, mimo iż jest to już drugi pełny materiał po wydanym w 2013 roku Open the Hearts. Wcześniej muzycy A.O.D tworzyli i nagrywali pod nazwą Iugulatus i niestety też mnie ominęła ich twórczość z tamtego okresu. Cóż, mimo starań nie da się wszystkiego wyśledzić. Ilość zespołów w naszym kraju jest ogromna i nadążenie za wszystkimi premierami jest ciężkie do realizacji, aczkolwiek wraz zresztą redakcji KVLT robię co mogę, by takie sytuacje były niezbyt częste.

A.O.D to tajemniczy projekt, płyta została wydana w ascetyczny sposób, taki jest również profil na Facebook’u. Ma to swój urok, jakoś nie jarają mnie zespoły informujące o każdym swym pierdnięciu za pomocą FB czy też Instagramu. Choćby nie wiem jakie epickie nie były te pierdy, to jednak sądzę, iż powinny pozostać w prywatnej atmosferze tychże zespołów, a nie zatruwać moją. A więc niech przemówi muzyka.

Architekci obracają się w klimatach około black metalowych. Black metal przez nich proponowany jest z gatunku tych brudnych, brzydkich i zarazem nieoczywistych. Kompozycje są celowo chaotyczne, przepełnione chorobą. Przywodzi mi ta płyta skojarzenia z Mayhem z okresu z Maniac’em, czyli od Wolf’s Lair Abyss i Grand Declaration of War. Oprócz podobnie opętanych i zawiłych patentów muzycznych skojarzenia te pogłębia wokalista, którego skrzeki, wycia i niedoskonałe zaśpiewy w moim odczuciu mogą nawiązywać do twórczości Norwegów.

Płyta robi dobre wrażenie już samym wejściem w postaci utworu Death Call. Kompozycję rozpoczyna dwustopowy miarowy rytm, po czym dołącza reszta instrumentów i zwierzęcy skrzek wokalisty – schizofrenia i szaleństwo zamknięte w siedmiu minutach plugawego hymnu. Drugi utwór noszący tytuł W.W.E jest wolniejszy i dominuje w nim transowy, Darkthrone’owy riff. Wokalista tu rezygnuje ze skrzeku na rzecz stonowanych zaśpiewów i dziwacznych melodii. Ma to swój urok.

Reszta kompozycji utrzymana jest w bardzo podobnej, „dusznej” atmosferze z naciskiem na średnie tempa, i o ile pierwsze doznania z kontaktu z materiałem są pozytywne, to po upływie kilkunastu trochę zaczynam tracić skupienie i zainteresowanie. Nie wątpię, że maniacy takiego zwyrodniałego brzmienia będą zachwycać się całością, ale dla mnie brakuje tu charakterystycznych i łatwiejszych do zapamiętania partii. Mayhem czy na przykład Abigor, który też tworzy w podobnie schorowanych rejonach, mają jednak dużo więcej konkretnej treści. Możliwe, że muzycy z Architect of Disease właśnie unikają „normalnych” zagrywek, ale moim zdaniem nie zaszkodziłoby wpuścić trochę powietrza do utworów.

Ciekawi mnie bardzo, jaki będzie kolejny materiał A.O.D. The Eerie Glow of Darkness pokazuje, że zespół ma spory potencjał. Kierunek muzyczny obrany na tej płycie daje duże możliwości rozwoju, a więc może być interesująco.

7/10

This entry was posted in Recenzje. Bookmark the permalink.