Ayahuasca Dark Trip – „Upaya” (2017)

Szamanizm w różnych kulturach na świecie jest dla mnie wielce interesujący. Toteż tajemniczy projekt Ayahuasca Dark Trip, ze szczególnym naciskiem na jego psychodeliczne aspekty, od razu wydał się warty zaznajomienia. Po pierwszych przesłuchaniach, nie szukając żadnych informacji o zespole w mediach, od razu poczułem muzyczne klimaty Ameryki Południowej. Już sam termin Ayahuasca lub Yagé dla zainteresowanych tematem szamańskich rytuałów będzie kojarzył się jednoznacznie, zaś tytuł rozpoczynającego album kawałka, Rhythm of the Caapi, wtajemniczonym mówi wszystko.
Ayahuasca Dark Trip powstał w 2010 roku z inicjatywy Brayana Buckta z Peru oraz Buddy’ego van Nieuwenhovena z Holandii. To niezależny (był taki w trakcie wydania tego albumu, teraz są pod egidą Argonauta Records) międzynarodowy zespół, reszta składu pochodzi z takich krajów jak Grecja, Brazylia i USA.
Na albumie Upaya, będącym ich drugim wydawnictwem, wydanym w połowie maja 2017 roku, oprócz muzyki rytualnej znajdziemy mieszankę doomów, dronów i stonerów. Wszystkie „cięższe” nawiązania gatunkowe znajdziecie na trzech z sześciu numerów zamieszczonych na tej płycie (Water from Above, Water from Below, The Vine, Eternal Return). Druga połowa to szamańskie melodie (Rhythm of the Caapi, Drowning in the Godhead oraz Gathering Psychotria), przepełnione ceremonialnymi instrumentami, takimi jak: ting-sha, dungchen czy didgeridoo. Na tychże znajdziecie różnego rodzaju perkusyjne przeszkadzajki oraz smaczki, takie jak ceremonialne śpiewy włącznie z kląskaniem języka (Gathering Psychotria), albo muzyczny minimalizm w postaci zapętlonego motywu (Drowning in the Godhead).
W „cięższej” połowie albumu jest dużo ciekawiej. Od utworu The Vine hipnotyzuje, wciąga w trip bez jakichkolwiek ograniczeń, niczym rytuał posiadający jeden mankament – gdy nie porwie słuchacza swą muzyką, może znużyć, nawet znudzić. Jednak gdy wciągnie dostatecznie głęboko, roztoczy i otoczy nas niczym pnączem. Wokalizy brzmią wyjątkowo rytualnie. Kto dotrwa do końca tej mrocznej jazdy, zostanie powalony ciężarem dronowych riffów Dark Trip. Podobnie, choć nie tak spektakularnie jest z pozostała dwójką. W Water from Above, Water from Below stonerowo-dronowy, powtarzalny beat łączy się z porażającymi dźwiękami zagranymi na organach wraz z zawodzącym wokalem. Numer ten jest najbardziej psychodeliczny ze wszystkich na tej płycie, nosi w sobie echa lat sześćdziesiątych, kiedy styl ten został powołany do życia. Najkrótszy z tej trójki Eternal Return, to zamulony, oscylujący w kierunku dronowych klimatów kawałek.
Upaya jest muzyką dla wymagających słuchaczy z ciężkimi żołądkami, gdyż niejednemu płyta ta wyda się ciężkostrawna. Pomimo ceremonialnych dźwięków nie jest to muzyka, którą można by nazwać przyjemną.
Pozostał mi jeszcze do podsumowania rozdźwięk pomiędzy cięższymi kawałkami, a tymi bardziej obrzędowymi. Nie służy to dobrze całości. Rozumiem koncepcje, ale jednak można w tym poczuć dysonans i przez to albumu nie słucha się płynnie. Werdykt: metalowa część płyty jak najbardziej na tak, druga połowa niestety nie do końca mnie przekonuje.

Ocena: 6,5/10

Ayahuasca Dark Trip na Facebooku.

 

Tagi: , , , , , , , , , .