Ayden – „Identity” (2017)

Tak naprawdę nieszczególnie lubię sztywno definiować muzykę w jej umownych gatunkach, układać na półki w odpowiednim anturażu i odznaczać, do której grupy przynależą. Ale podświadomie, czy z premedytacją, czynię porządek w myślach i muzyce, taka paskudna cecha charakteru. Moja półka z napisem post-rock ugina się od mniej lub bardziej udanych albumów, w końcu rozkwit tego gatunku w rodzimych warunkach przeszedł najśmielsze oczekiwania. Ale mam też specjalne miejsce na te płyty, do których wracam częściej. I w tymże miejscu niedawno ustawiłam debiut poznańskiej formacji Ayden z ich krążkiem Identity (premiera 26 lutego br.). 

Do albumu Identity zabrałam się jak do rozwikłania tajemnicy poliszynela. Najpierw  trzeba zebrać poszlaki. 9 utworów, ponad 50 minut muzyki. Dość sceptycznie jednym okiem oceniłam zimną, trochę kubistyczną okładkę, by następnie pokłonić się przed płytą i złożyć w głowie wyrazy uznania dla doboru profesjonalistów, pracujących przy tej produkcji. Materiał mianowicie zmiksował Kuba Mańkowski (m.in. blindead, Behemoth, Obscure SphinX), a gitary i bass Panowie nagrali w warszawskim Nebula Studio z pomocą Maćka Karbowskiego i Tomka Stołowskiego (Tides From Nebula). No, no, zaplecze Ayden zapewniliście sobie mocne, więc co macie do powiedzenia? Cały przekrój emocji i pięknych kompozycji. W muzyce instrumentalnej niezwykle istotne są detale, nie tylko linie melodyczne, ale przestrzeń, jaka się tworzy przy odsłuchu, budowanie napięcia, momenty kulminacyjne. I to wszystko znajdziecie na Identity w dobrym aranżu i bardzo dobrze poskładane. Nikogo nie zdziwi więc fakt, że chętnie postawię Ayden przy docenianych Tides From Nebula i God Is An Astronaut, jednak mając na myśli gównie poziom samych kompozycji, w żadnym wypadku kopię. Już otwierający, najdłuższy Awaking doskonale wprowadza w instrumentalną podróż po post-rockowych schematach. I z miejsca zaznaczam, że nie ma nic złego w tej obranej ścieżce pod właściwą sobie metką. Time takes it all, What if czy piękny, nastrojowy Falling udowadniają, że w post-rocku można jeszcze wiele powiedzieć, nie kombinując na siłę ze złożonością utworów lub nachalnym mieszaniem kilku gatunków. Sztuka to bowiem trudna, a bardzo często ambicja nie idzie w parze z umiejętnościami. W przypadku Ayden wszystko ma swoje miejsce, aczkolwiek Panowie romansują momentami z progresywnością, ale dość powściągliwie. Nie, nie doświadczymy na Identity wybujałych hybryd, tu jest raczej czysto, z bezbolesnym wyważeniem, odchylenia od ram w normie. W tym miejscu zwrócę uwagę na najlepsze momenty na płycie w postaci utworów Horizons i rozbudowanego Diagnosis. Pierwszy raczy świetną sekcją rytmiczną, przejścia perkusyjne plus doskonale zintegrowane elektroniczne tło i cięższe gitary dodają monumentalnego charakteru całemu utworowi. Aż chciałoby się usłyszeć mocniej zaakcentowany finał. Natomiast w Diagnosis uwagę zwracają głównie mocniejsze, ciekawsze riffy, śmielej poruszając się w stronę post-metalu, ale stopując w odpowiednim momencie, kiedy emocje po tym kontrolowanym wybuchu gasi stonowany, spokojny Exhale.

I to jest chyba siła tego albumu: równowaga. Nic nie umyka, to nie jest soundtrack czy podkład do innych czynności. Tu się można zanurzyć w melodyjnych opowieściach bez słów i dać sobie czas na spokój. Zastanawia mnie jedynie fakt, dlaczego Ayden wydali album dopiero teraz, skoro grywają już od dobrych czterech lat. Trudno mi ocenić, czy jest to właściwy moment, czytając ciągle opinie jakoby post-rock chylił się ku upadkowi. Z drugiej jednak strony, jakie znaczenie ma gatunek danego albumu, skoro zawarta na nim muzyka jest po prostu najwyższych lotów? Polecam sięgnąć po Ayden i nieco się nad tym zadumać zanim wydacie werdykt.

Ocena: 8/10

 

Tagi: , , , , , , , , , .