Behemoth – „Messe Noire” (2018)

Jeśli masz odpowiedni budżet, to i z M jak miłość zrobisz unikatowe dzieło kinematografii. A jeśli poza budżetem masz zupełnie przypadkiem renomę i możliwości, zamiast braci Mroczków masz Nergala, Oriona, Inferno, Setha i ich ekipę, krótko mówiąc, jeśli zamiast scenariusza Ilony Łepkowskiej czy kogoś tam masz show Behemoth, jednej z najbardziej zabójczych maszyn w metalu XXI wieku, to twoja droga do sukcesu jest prosta, krótka i usłana kwiatkami. No bo czy ktoś, komu woskowina nie zapchała do końca uszu a ropa nie zalała oczu, mógłby głosić, że koncertowe DVD Behemoth będzie porażką? Wszyscy wiedzieliśmy, że to będzie dobry materiał.

Jeśli kiedykolwiek zdarzyło ci się być na koncercie Behemoth to wiesz, że to dopracowane w najmniejszym detalu show, pełne zarówno wykonawczej wirtuozerii, jak i wkręcających teatraliów. Ferajna z Gdańska obudowała swój zespół nie tylko świetną muzyką, ale też doskonale do niej pasującymi wizualiami, tworząc spójny brand, który przemawia do rzesz. Messe Noire nie jest tu wyjątkiem. Wszystko – od doboru obrazu Denisa Forkasa na okładkę, przez sposób wydania, do sposobu realizacji samych nagrań – jest tutaj na poziomie, do jakiego Behemoth przyzwyczaił fanów. Sam pakunek składa się z książeczki z zestawem koncertowych zdjęć i drukowanych na folii informacji produkcyjnych (szpileczka – w mojej kopii część z nich wydrukowała się w sposób nieczytelny) i dwóch płyt. Na kompakcie znajdziemy koncertową wersję The Satanist z Warszawy.Na DVD mamy warszawski koncert z polskiej trasy promującej ostatni studyjny krążek ekipy, na którym Behemoth zagrał w całości The Satanist i kilka starszych hiciorów. Jest też wideo z koncertu na Brutal Assault i zestaw teledysków, które same w sobie są małymi dziełami sztuki.

Od początku: oba zamieszczone w wersji wideo koncerty prezentują Behemoth w wybitnej formie, zarówno wykonawczej, jak i produkcyjnej. Oglądanie w akcji bestii, jaką jest Orion, skupionego Setha, rozpędzonego Inferno i showmana Nergala jest po prostu frajdą, nie jakimś mistycznym przeżyciem od razu, ale po prostu porządną, metalową fiestą. Widać, że głównym daniem Messe Noire jest warszawski koncert. Jest żywo zmontowany z ciekawszych niż w przypadku Brutal Assault ujęć, bardziej odpowiada mi też dźwiękowo, zapewne dlatego to on powędrował na koncertówkę. Nieprzekonanych pewnie i tak nie przekona, ale nie trzeba być wielkim ekspertem żeby być pod wrażeniem, że Behemoth bez problemu radzi sobie z całym show, nie tracąc na sugestywności i niebezpieczeństwie tej muzyki. To też zresztą ostateczny dowód na to, jak świetnymi muzykami są członkowie zespołu, w jaki sposób obsługują swoje instrumenty i panują nad sceną. Nieco mniej odbija się to na koncertówce na CD, traktuję ją raczej jako dodatek. Choć materiał zagrany jest doskonale, to jednak pozbawiony wideo wersji studyjnej The Satanist nie przebije.

Rozumiem, że Behemoth chce wciąż promować The Satanist i poświęcone mu show, nic dziwnego, to znakomita płyta, a koncertowa produkcja robi wrażenie. Zastanawiam się jednak, jaki sens ma wrzucanie na DVD dwóch koncertów z niemal identyczną setlistą. Koncert z Progresji poza całym The Satanist od początku do końca zawiera jeszcze Conquer All, Pure Evil and Hate, At the Left Hand Ov God, Slaves Shall Serve i Chant For Ezkaton 2000, zaś koncert z Brutal Assault po prostu jest okrojony o trzy z tych numerów. Produkcja obu wydarzeń również była taka sama, trudno bowiem zmieniać scenariusz koncertu wymagającego dopracowania tylu detali. Wszystko się powtarza – wkręcające intra kawałków z gościnnym udziałem Wielebnej, wystudiowane pozy Nergala, koncertowe interpretacje samego materiału. Nie mówię, że to złe – zastanawiam się jedynie, czy nie byłoby większą gratką dla fanów zamieszczenie koncertu z jakąś bardziej przekrojową setlistą. Inna rzecz, że Behemoth musi taki koncert zagrać i nagrać, a Messe Noire zdaje się być poświęcone wyłącznie etapowi The Satanist.

Nic to jednak, bo materiał jest świetnie zrealizowany i zadowalający, nawet jeśli się z jakiegoś powodu dubluje. Mamy więc kapitalny materiał świetnego zespołu, który odniósł zasłużony sukces dzięki ciężkiej pracy i świadomie korzysta z możliwości, jakie się w związku z nim pojawiły. Messe Noire jest sycącym zamknięciem dotychczas najbardziej imponującego etapu w karierze Behemoth, pewnego rodzaju świętem ku czci znakomitego albumu, który pozwoli jednocześnie zespołowi wejść w nową płytę z czystymi głowami.

10/10

Jakub Milszewski

Jakub Milszewski

W tradycyjnych mediach obecny od 16-tego roku życia. Pisał już o wszystkim, więc nic już go nie ekscytuje. Na co dzień publikuje w "Top Guitar", Kvlt.pl i Anywhere.pl. Połowa duetu stojącego za książką "Gastrobanda".
Jakub Milszewski

Tagi: , , , , , , , , .