Besatt – „Anticross” (2017)

O tym, że ostatnimi czasy Śląsk jest wylęgarnią metalowych kapel wie chyba każdy. Są tam zespoły młode, stawiające pierwsze kroki na scenicznych deskach, i takie, które osiągnęły już status legendy. Jeden z tych sławniejszych to właśnie Besatt. Kultowa kapela, której przedstawiać chyba nikomu nie trzeba.  6 października ubiegłego roku Bessatt wydali swój dziesiąty, długogrający album.

Okładka jest świetna i zawiera wszystkie elementy, które w black metalu są pożądane. Odwrócony krzyż, rozczłonkowany Chrystus, trochę krwi i wąż z raju Eden. Wydany pod szyldem Warheart krążek prezentuje się niesamowicie, ale czy brzmi równie dobrze?

Anticross – bo taki tytuł nosi dziesiąte wydawnictwo, to osiem czarnych jak śląski węgiel utworów. Besatt chwali szatana nieprzerwanie od 1991 roku. Już po wspomnianej okładce i wymownym tytule wiadomo, że nic w tej kwestii się nie zmienia. Zaczynając od spokojnego, melodyjnego startu w pierwszych sekundach Engraved Face, na podniosłych dźwiękach wieńczącego album Regnum Satanas kończąc, czuć swąd siarki i obecność samego diabła. Całość przepełniona jest wykwintnymi, melodyjnymi wstawkami, które jednak mieszczą się w ramach gatunku i nie wyprowadzają Besatt poza granice black metalu. Album jest tak spójny, że przy dwóch pierwszych odsłuchach żaden z utworów nie wybił się ponad, co wcale nie oznacza, że jest to płyta słaba. Gdyby kazano mi wybrać ulubiony utwór, mój wybór padłby na Hellish Circles, bo tam prezbiterialne, kościelne chóry trwają najdłużej. Z kolei, jeżeli miałbym porównać Anticross do wcześniejszych dokonań zespołu, to ta płyta zdecydowanie podoba mi się najbardziej. Wcześniej nie bardzo potrafiłem się przekonać do ich muzyki i potrzebowałem kilku podejść, aby te dźwięki przyswoić. Tutaj jest inaczej i z przyjemnością włożę ten krążek do odtwarzacza niejednokrotnie. Nie wiem, czy spowodowane jest to genialnymi riffami, świetnym wokalem czy chóralnymi samplami, które osobiście przecież uwielbiam, ale ta płyta na pewno zajmie wysokie miejsce w moim rankingu.

Besatt po raz kolejny udowadnia, że należy mu się medal za granie szczerego i autentycznego black metalu. Nie bez kozery osiągnęli status krajowej legendy i zdobyli rzesze fanów na całym świecie. Anticross jest wydawnictwem, które okazałe rogi pokazuje najdokładniej wtedy, gdy słuchamy go w całości. Ja popełnię ten grzech jeszcze nie raz i w tym przypadku – poprawy obiecywać nie zamierzam.

Ocena: 8/10

Tagi: , , , , , , .