Black Country Communion – „BBCIV” (2017)

Black Country Communion to supergrupa złożona z muzyków klasy światowej. W jej skład wchodzą: Joe Bonamassa – gitarzysta, którego nie trzeba nikomu przedstawiać, Glenn Hughes, basista i wokalista wspomagający, lata temu związany z Deep Purple i Black Sabbath, Jason Bonham, syn legendarnego bębniarza Led Zeppelin, Johna, oraz Derek Sherinian, który ma w swoim CV współpracę m.in. z Alice Cooperem i Deep Purple. Nie dziwi zatem, że udało im się wydać trzy znakomite albumy, pełne bluesowej fantazji połączonej z hardrockowymi korzeniami. Jeśli wierzyć prasie, wkrótce po wydaniu trzeciego krążka Panowie ostro się posprzeczali, co zaowocowało odejściem Bonamassy razem z prawami do nazwy. Miało to oznaczać ostateczny rozpad zespołu, na szczęście rok temu muzycy znowu zaczęli grać razem i uraczli fanów nową płytą o znaczącej nazwie BBCIV, kojarzącą się oczywiście z „czwórką” Zeppelinów. Jak twierdzili sami zainteresowani, materiał powstał w niespełna cztery miesiące, co mogło lekko niepokoić, jednak wystarczy zapoznać się z tym krążkiem, by wszelkie obawy odeszły na bok.

Już po kilku obrotach płyty w odtwarzaczu słychać, że to stare dobre Black Country Communion. Pierwszy track, Collide, swoją dynamiką, zapadającym w pamięć refrenem i solówkami Bonamassy wpasowuje się w poprzednie dokonania grupy. Znowu dostajemy połączenie staro-szkolnego bluesa z trochę cięższymi hardrockowymi riffami, w znanym nam doskonale duecie wokalnym Joe i Glenna, i zdawałoby się, niezmienioną stylistyką. Tak prezentuje się zdecydowana większość BBCIV. Chwytliwe zagrywki, dynamika, charakterystyczne, powtarzające się elementy. Znamy to już doskonale, jednak tym razem Panowie pokusili się o modyfikacje używanej trzykrotnie już formuły, wprowadzając więcej elementów progresywnych. Nie jest to może rewolucja, ale słychać chęć jakichś zmian. W jednym utworze zamiast klasycznej gitarowej solówki słyszymy przewijający się motyw skrzypiec, połączony w pewnym momencie z fortepianem. Gdzie indziej zaś przygrywa spokojnie banjo. Wprawdzie folkowe brzmienia obecne już były w twórczości tego kolektywu, składającego się przecież z osobistości wszechstronnych i niezwykle uzdolnionych, lecz odnoszę wrażenie, że dopiero przy swoim czwartym dziecku muzycy wykorzystali najbardziej zróżnicowany wachlarz środków. Kompozycje są znacznie ciekawiej rozbudowane, jednocześnie zachowano ten hardrockowy pazur, który znamy od wielu lat. Przez to naprawdę trudno pomylić te dźwięki z jakimkolwiek innym zespołem.

Dzięki ubogaceniu wszystkich utworów, mimo pewnych podobieństw do poprzednich płyt, z pewnością nie odniosłem wrażenia, że jest to odgrzewany kotlet. Owszem, gdzieś to już było, lecz nie w tak przemyślanej i perfekcyjnie wykonanej formie. Nie muszę chyba dodawać, że także pod względem studyjnym materiał stoi na najwyższej półce. BBCIV jest znakomitym albumem, pełnym klasowego grania w wykonaniu mistrzów swojego rzemiosła. Oczekiwałem płyty porządnej, być może tak samo dobrej jak poprzedniczki, mając świadomość, że tak krótki okres powstawania mógł źle wpłynąć na jakość samej muzyki. Okazuje się jednak, że najlepsi nie potrzebują dużo czasu, by stworzyć prawdziwe dzieło. Czwarte dzieło Black Country Communion to nie tylko krok do przodu względem poprzednich, znacznie „prostszych” albumów. To przede wszystkim manifestacja wielkiej siły gitarowego grania, które jak widać wciąż ma się bardzo dobrze. Wszyscy malkontenci, twierdzący, że rock umarł, powinni zapoznać się z tym krążkiem i ponownie zweryfikować swoje poglądy. Mogę z dużą przyjemnością stwierdzić, że taka muzyka wciąż ma się bardzo dobrze. Jeśli w dalszym ciągu będzie podtrzymywana przez tak silne filary, jak autorzy tego wspaniałego krążka, absolutnie nie wróżyłbym jej rychłego końca.

Ocena: 9/10

Tagi: , , , , , , , , .