Blackfinger – „When Colors Fade Away” (2017)

Oldschoolowym fanom doom metalu legendarnej formacji Trouble nie trzeba przedstawiać. To jeden z tych zespołów z lat osiemdziesiątych, które obok Candlemass, Pentagram czy Saint Vitus po prostu trzeba znać. Trzy dekady później echa tej klasycznej grupy nadal wybrzmiewają, i choć w starym poczciwym Trobule z oryginalnego składu zostali tylko fenomenalni gitarzyści, to nam przyjdzie skupić się na najnowszym wydawnictwie pierwszego wokalisty kapeli, Erica Wagnera. Trzy dekady później stoi on bowiem na czele pięcioosobowego Blackfinger, a 2017 rok jest świadkiem ich drugiego długograja, zatytułowanego When Colors Fade Away.

Od wydania debiutanckiego krążka grupy Blackfinger minęły trzy lata, a w zespole już zdążył dokonać się ogromny przewrót. Ze składu, który wszedł do studia w 2014 roku pozostał tylko sternik tego doom metalowego okrętu, czyli oczywiście Eric Wagner. Do współpracy przy nowym krążku zaprosił członków kapel Dream Death i Penance. Czy takie przetasowanie wyszło projektowi na dobre?

No cóż, krążek otwiera potężny cios w postaci tytułowego When Colors Fade Away, którego groove i mocne riffy stanowią istną retrospekcję do złotych lat doom metalu. I na tym odwołania do klasycznego, ciężkiego grania się kończą. Nie oznacza to, że reszta krążka jest lekka, natomiast bezsprzecznie nie czerpie pełnymi garściami z tradycyjnego grania. Utwory są powolne, riffy przeciągnięte, a wokal głęboki i hipnotyzujący. Najlepszą robotę odwala jednak gitara basowa, która przy All My Sorrow, albo Beside Still Water ciągnie ten mroczny wózek do przodu. A wózek ten zdaje się jechać po wyboistej ścieżce.

W kwestii promocji albumu management gra kartą legendy, przypominając gdzie się da, że Wagner spełniał się kiedyś jako gardłowy w Trouble. W normalnych warunkach muzyka powinna obronić się sama, ale ten schemat przyciągania słuchaczy jest zrozumiały. Czy bez tej wiedzy wiele osób sięgnęłoby po Blackfinger? Wydaje mi się, że oprócz dwóch naprawdę przyzwoitych numerów, pierwszego i ostatniego, stanowiących klamrę albumu, cała reszta jest co najwyżej przeciętna. Podjarałem się na myśl o powrocie Wagnera do studia, jednak When Colors Fade Away podziałał na mnie jak kubeł zimnej wody. Dziewięć numerów, które usłyszeć można na tej płycie i tak wypada nieco lepiej niż debiut grupy. Od strony producenckiej nie można się przyczepić. Za to same kompozycje pozbawione są elementu zaskoczenia. Ot, kolejny doomowy album, gdzie żaden kawałek nie ma prawa powtórzyć sukcesu Psalm 9.

Niemniej jednak warto zapoznać się z najnowszym dokonaniem Erica Wagnera i jego kamratów, na własnych uszach przekonać się, czy jego nowy krążek jest coś wart. Ja natomiast odkładam płytę na półkę i szczerze wątpię, czy jeszcze do niej kiedyś wrócę.

Ocena: 5/10

Tagi: , , , , , , , , .