Commander – Fatalis (The Unbroken Circle) (2018)

Commander sieje zniszczenie na scenie death metal już od 1999 roku, a Fatalis (The Unbroken Circle) to mój pierwszy kontakt z tą nazwą. Są momenty, kiedy ilość zespołów mnie przeraża. Człowiek myśli, że jest zorientowany, a tu nagle pojawia się niespodzianka w stylu Commander i wraz z nim zwątpienie we własne możliwości poznawcze. W takim momencie należy podkulić ogon i z pokorą zabrać się za nadrabianie zaległości, co niniejszym czynię.

Fatalis to trzeci album w dyskografii niemieckiego Commander. Wydany został przez Black Sunset, która jest pododdziałem MDD Records. Premiera miała miejsce trzynastego kwietnia tego roku.

Na album składa się dziewięć kompozycji o łącznym czasie przekraczającym czterdzieści minut, które mijają mi niepostrzeżenie przy każdym przesłuchaniu. Muzycznie Commander proponuje masywny, urozmaicony i nienagannie wyprodukowany death metal. Od pierwszego riffu (przywołującego skojarzenia z Behemoth) jesteśmy raczeni zawodowym rzemiosłem. Utwory są dobrze wyważone, szybkość współgra z wolniejszymi partiami, a wszystko cechuje swoista chwytliwość.

Pierwszy i zarazem tytułowy utwór świetnie nadaje się na początek, pokazuje możliwości zespołu i jest jakby kwintesencją stylu Commander – brutalną wizytówką i zapowiedzią, co może spotkać słuchacza w dalszej części płyty. Drugi w kolejce Locust Infestation w niczym nie ustępuje poprzednikowi. Refren z thrashującym riffem momentalnie zapada w pamięć i zmusza do wspólnego skandowania „ You See the Sky is Turning Black !”. Trzeci z kolei jest moim ulubionym na płycie. Chaos Awakening swoim miarowym, marszowym klimatem przywodzi mi na myśl porównanie do kultowego utworu czeskiego Krabathor About Death. Główny riff tak samo miażdży i wgniata, bass wzbudza podłogę do drgania, a dwie stopy powodują uczucie nieodpartej chęci kręcenia głową młynków. Łamacz kręgosłupów.

Do jaśniejszych momentów płyty zaliczyłbym również Insidious Greed i ..And Death Swings the Scythe z ich „złym” klimatem i masywną budową. Gitarzyści pokazują tu też, że nie tylko samym shreddingiem death metal żyje.

Stanowczo polecam ten album. Fani mocnego, ciężarnego death metalu spod znaku Krabathor, Bolt Thrower, Trauma czy Gorefest powinni być w siódmym niebie. A ja osobiście zaliczę Commander do jednej z lepszych osobistych niespodzianek 2018.

9/10

Tagi: , , , , , , .