Conundrum – „Sabotage” (2018)

Conundrum to solowy projekt, który stworzył Kevin Emms, znany z deathcorowego kanadyjskiego składu The Hallowed Catharsis. Po debiutanckiej Epce w 2017 roku przystąpił do nagrywania kolejnej. Materiał nosi tytuł Sabotage, a wydała go rodzima Via Nocturna. Styl oferowany tutaj zdecydowanie różni się od tego, co artysta grał w macierzystej kapeli. Mamy tu mieszankę muzyki Katatonii z późniejszych płyt, gdzieś tam słychać echa Anathemy z czasów Judgement, ale niektóre pasaże akordów przynoszą na myśl post-blackowe zespoły.

Album rozpoczyna się krótkim akustycznym interm, które buduje atmosferę. Po nim następuje utwór tytułowy, który zbudowany jest na dosyć schematycznym patencie cięższej zwrotki i lżejszego refrenu. Wszystko toczy się w wolniejszych tempach i przesączone jest niesamowitym klimatem. Pod koniec numeru dostajemy całkiem dobre gitarowe solo dla urozmaicenia. Z kolei Laboured Breathing zaczyna się wbrew pozorom optymistycznie budującym wstępem z lekkim wokalem, by przerodzić się w cięższą partię, gdzie charczący głos wokalisty miesza się z czystym. Generalnie to taki najbardziej przystępny utwór na płycie. Z kolei Struggling with Contentment jest oparty o czyste gitary i znów buduje atmosferę niepokoju. Do tego oferuje szybko wpadający w ucho refren i niezłe melodyjne riffy. The Ether stopniuje dynamikę, w początkowej częsci numeru słychać jedynie bębny, które akcentują kolejne takty, by przerodzić się w pełnoprawny numer, gdzie przygrywają pełne akordy na delikanie przesterowanej gitarze. Gdzieś w połowie pojawia się kolejne dobre solo, ale dalej wszystko oparte jest na schemacie zwrotki i refrenu. Najlepsze pozostało na koniec, czyli fenomealne Steal Away. Ten utwór to największy hit na tej płycie. Akustyczne intro, fenomenalnie zaśpiewane partie, gdzie poza dobrymi liniami czystego wokalu są też partie krzyczane, a wszystko utrzymane w melodyjnym, ale melancholijnym stylu. Liczę na to, że na kolejnym albumie te klimaty zostaną bardziej spenetrowane.

Sabotage to bardzo dobry materiał, utrzymany w melancholijnym klimacie, takim, którego dawno nie poczułem. Wspomniane na początku inspiracje to ogromny plus tej Epki. Kevin Emms wie jak budować atmosferę, a utwory, mimo iż często schematyczne, są najzwyczajniej w świecie dobre. Szkoda tylko, że jest tak krótko, bo po przesłuchaniu zostaje uczucie niedosytu. Jeśli lubicie proste, ale zarazem klimatyczne granie, to jest to materiał stworzony dla Was.

Ocena: 8/10

Tagi: , , , , , , , , .