Corruption – „Spleen” (2017)

Zaraz po premierze zrecenzowałem Spleen na gorąco dla jednego z tytułów, z którymi współpracuję. Skonstatowałem, że to dobry album, być może zwiastujący nieco stabilizacji w obozie tego porządnego zespołu. Wiedząc, że będę jeszcze recenzował tę płytę dla Kvlt, postanowiłem odczekać, dać jej poleżeć, słuchając okazyjnie, żeby sprawdzić, czy w dalszym ciągu będę ją darzył letnimi uczuciami. Poddałem ją więc eksperymentowi – czasami odpalała mi się na Spotify kiedy coś robiłem, czasami wrzucałem ją sobie do odtwarzacza podczas sprzątania domu, a dziś, po raz pierwszy od jakiegoś miesiąca, zasiadłem do jej lektury w pełnym skupieniu. Wnioski mnie nieco zaskoczyły.

Zanim wnioski, nieco backgroundu: Corruption na scenie są od 26 lat. Kawał czasu. Za kilka ich płyt dałbym się pokroić, bo ich słuchanie nawet dziś dostarcza mi frajdy. Szanuję Orgasmusica i Pussyworld, uwielbiam Virgin’s Milk i Bourbon River Bank. Po tym ostatnim krążku w obozie Corruption zaczęło się zamieszanie – w składzie pozostał jedynie basista (przy okazji założyciel) Anioł, a reszta muzyków zaczęła wokół niego lawirować jak planety wokół słońca. Brak stabilizacji nie był ani twórczy, ani pomocny – album Devil’s Share miał swoje momenty, ale był przeciętny. Spleen, nagrany w jeszcze innym składzie, może być jaskółką zwiastującą nową wiosnę dla Corruption.

Biorąc pod uwagę, że jakich muzyków akurat przy sobie Anioł nie miał, Corruption zawsze byli dobrze naoliwioną koncertową maszynką, można było mieć uzasadnione nadzieje, że nowy album nie obniży poprzeczki. Z początku nie byłem podekscytowany, moja pierwsza recenzja była pozytywna, bo Spleen to zestaw porządnych piosenek, ale jednak nie potrafiłem podejść do tego materiału na zimno. Musiał więc odleżeć.

Z czasem nabrałem dystansu, a Spleen zyskał. Album odpala się wraz z cytatem z G.G. Allina, a potem trzepie energetycznymi riffami właściwie niemal do końca (niemal, bo zamykający album Asterism Ursa Major to korapszynowa wersja Planet Caravan, a Dead Shell of a Human Existence wcale nie jest specjalnie energetyczny). Anioł zawsze potrafił w riffy. Nie znajdziecie tutaj rzecz jasna nic odkrywczego, Corruption nigdy nie mieli na celu wymyślania koła na nowo, ale Spleen wywiązuje się świetnie z zadania dostarczenia przyjemności. Z czasem zacząłem bardziej doceniać także wokale Chucka – tak, jasne, jestem szalikowcem Rufusa, byłego wokalisty Corruption, i wkurza mnie, że jego kolejny band Hellectricity właściwie nie funkcjonuje, ale Chuck ma swój urok. Przestały mnie irytować jego zmagania z angielszczyzną i momentami dziwne akcentowanie (Hatred), za to zaczęły mi się podobać ewidentne nawiązania do pana Anselmo tu i tam, i rzecz jasna to, że Chuck zarówno śpiewa, jak i po prostu się drze, stawiając przede wszystkim na interpretację. W ogóle Corruption troszeczkę skręciło w stronę Down, dokładając kolejny pigment do swojej gamy kolorystycznej. O ile Righting My Wrongs dodaje trochę Down do starego stylu Corruption (trudo byłoby spodziewać się po Down takiego riffu, jaki wchodzi w drugiej części kawałka), przez co utwór jest dość jasny i mimo wszystko pogodny, tak Dead Shell of a Human Existence to już mocny zakręt w stronę Nowego Orleanu. Doszukuję się w tym wpływu Chucka na brzmienie Corruption, choć mogę się mylić, bo nie znam procesu twórczego zespołu. Niemniej jednak coś wstrzyknęło troszeczkę świeżych inspiracji w ekipę Anioła i wyszło jej to na plus. Te utwory, w których dzieje się coś dla Corruption nowego, są na albumie najciekawsze. Zaryzykuję nawet twierdzenie, że kawałki, które promowały Spleen w sieci, czyli Shades of Death i Hatred, są najsłabszymi momentami na płycie – to po prostu niezłe piosenki, które jednak nie przyciągają i nie intrygują jak inne na krążku. Zdecydowanie najlepszym momentem jest posępny, doomowy Dead Shell of a Human Existence, który chętnie usłyszałbym na żywo.

Spleen to udana płyta, która po nabraniu dystansu podoba mi się jeszcze bardziej. Mogłem się w końcu skupić na jej mocniejszych fragmentach i zignorować słabsze. Corruption sprawiają na krążku wrażenie, jakby wzięli w końcu oddech i skupili się na zrobieniu wstępu do czegoś, co może być jeszcze lepsze, bardziej zdecydowane na konkretną drogę. Na Spleen jest jeszcze kilka kompromisów, ale nie zdziwiłbym się, gdyby w tym nowym składzie ekipa Anioła była w stanie wrócić do rodzimego metalowego mainstreamu.

8/10

 

 

Jakub Milszewski

Jakub Milszewski

W tradycyjnych mediach obecny od 16-tego roku życia. Pisał już o wszystkim, więc nic już go nie ekscytuje. Na co dzień publikuje w "Top Guitar", Kvlt.pl i Anywhere.pl. Połowa duetu stojącego za książką "Gastrobanda".
Jakub Milszewski

Latest posts by Jakub Milszewski (see all)

Tagi: , , .