Critical Solution – „Barbara the Witch” (2017)

Z norweskim Critical Solution miałem okazję zapoznać się około półtora roku temu, kiedy to w moje ręce wpadła druga płyta grupy zatytułowana Sleepwalker. Album ten pozostawił u mnie na tyle pozytywne wrażenia, że gdy w redakcji pojawił się egzemplarz najnowszego wydawnictwa zespołu, postarałem się, aby trafił właśnie do mnie.

Album zatytułowany Barbara The Witch to trzeci długograj w dyskografii Critical Solution, który ukazał się 28 kwietnia tego roku, nakładem norweskiej Crime Records. Zawiera 12 kompozycji, trwających łącznie ponad 50 minut, z których przebija fascynacja Kingiem Diamondem, i które, tak jak w przypadku twórczości Duńczyka, opowiadają nam konkretną historię z dreszczykiem. Norweski kwartet przenosi nas do XVII-wiecznej wioski Natas Fo Live, w której życie, krótko mówiąc, do łatwych nie należy. Nie będę zdradzał fabuły, ale jak przystało na klasyczny horror, znajdziemy w niej złe moce, bezimienny tłum wieśniaków, młodego stróża prawa, no i oczywiście tytułową wiedźmę Barbarę. Cała historia opowiedziana jest przy akompaniamencie szybkich, agresywnych, a zarazem harmonijnych riffów, silnie inspirowanych dokonaniami thrash metalowych zespołów z okolic San Francisco, a szczególnie Metalliką i Testamentem. Pomiędzy ostre gitary i bombardującą perkusję wplecione są budujące odpowiednią atmosferę kościelne organy, pianino oraz partie instrumentów smyczkowych.

Horror thrash metal – tak swoje dźwięki opisują Norwegowie i trudno się z tym nie zgodzić. Muzyka, pomimo swoje dynamiki i szybkości, nie jest zbyt brutalna i oddaje atmosferę grozy. Klimatu dodają narracje czytane przez Arthura Browna, prekursora łączenia muzyki rockowej z napędzającymi strachu opowieściami, który to, tak na marginesie, był inspiracją dla wspomnianego Kinga Diamonda czy też Alice Coopera. Wracając zaś do Barbara The Witch, trudno jest mi znaleźć słabe punkty tego wydawnictwa. Sama historia trzyma się kupy i śledzi się ją z przyjemnością. Atutem są mocne i melodyjne wokale. Zgadzam się, że zarówno koncept historii, jak i muzyka nie są czymś powalająco oryginalnym, ale mi to nie przeszkadza i zachęcam do zapoznania się z tą, rzekomo opartą na prawdziwych wydarzeniach, historią czarownicy Barbary.

Wspomnę jeszcze, że album został wydany w formie dwupłytowego digipacka. Na drugiej płycie, zatytułowanej Covers from Hell, znajduje się sześć utworów z repertuaru King Diamond Black Rose, Ozziego Osbourne’a, Motorhead, Black Sabbath, Deep Purple oraz Uriah Heep.

Ocena 7/10

Łukasz

Łukasz

Ku "rozpaczy" szanownej Małżonki uzależniony od kolekcjonowania CD. Natchniony płytą pewnego polskiego zespołu oraz kryzysem wieku średniego rozpocząłem przygodę z recenzowaniem . I tak z czasem trafiłem do Kvlt. Wszelka konstruktywna krytyka mile widziana.
Łukasz

Latest posts by Łukasz (see all)

Tagi: , , , , , , .