Cryostasium – “Project-00” (2017)

Bardzo lubię płyty, które “wchodzą” od pierwszego odsłuchu. Ale znacznie bardziej cenię te, które odkrywam dopiero po jakimś czasie. Takie, które wymagają skupienia, szukania klucza wśród meandrów zamysłów autorów i zawiłych linii melodycznych.

Tak właśnie było z EPką amerykańskiego projektu Cryostasium. Przy pierwszych odsłuchach miałem wrażenie, że to nic niewarta unowocześniona elektroniczna wersja Abruptum. Ale tak jedynie na początku.

Kolejne przesłuchanie pana Cody’ego sprawiło, że spojrzałem na Project-00 inaczej. Z jednej strony bezsensowny „noise”, szum i hałas, które tak jakby na siłę psują linię melodyczną, a z drugiej elektroniczny fundament, na którym zbudowano mocno przesterowaną dźwiękową układankę i coś na kształt wokalu na okrasę.

Znów musiałem przemyśleć sprawę. Na pewno dostrzegam konotacje z  Empty Space Meditation projektu Urfaust, w duchu jednak nietrawionego przeze mnie Abruptum.

Wszystkie sześć kawałków zapełniających EPkę (choć trudno stwierdzić, czy dwadzieścia jeden minut muzyki jest w stanie cokolwiek zapełnić) ma jedno podstawowe zadanie – zahipnotyzować słuchacza na amen.

I tak się dzieje. Podskórny i fundamentalny szum, wygładzony nieco powierzchownie elektroniczną monotonną linią melodyczną dość szybko doprowadza do problemów z błędnikiem. A supermocno przytłumiona linia perkusyjna na spółkę z jeszcze mocniej przesterowaną linią gitar kopią otępiały umysł niczym narodowiec lewacką babcię w marszu niepodłegłości. I gdyby nie fuzja tych dwóch zabiegów, pewnie płyta byłaby średnia. A tak, siła jej przekazu równa jest mocy, na której opiera się większość horrorów klasy Z. Spokój, cisza, monotonia, relaks, a tu nagle jeb! Zza krzaka wyskakuje rozwrzeszczana zjawa i każdy podskakuje na fotelu. Tyle że tu ten zabieg trwa ciągle przez dwadzieścia minut.

Ta EPka drażni niemożliwie. Piskliwa elektronika, sztuczny hałas i zawodzenie wokalisty irytują bardziej niż brzęczenie stada komarów o drugiej w nocy. I ten zabieg jest genialny. Transowy bardziej niż cały nurt trans i hipnotyzujący bardziej niż telewizyjny występ Kaszpirowskiego albo amerykańskiego telekaznodziei. Irytuje także perkusja jakby zamknięta w wielkim wyłożonym poduchami kiblu, ale  inna by tu nie pasowała, bo mogłaby wybić z tego niesamowitego upojenia dźwiękami. I przester linii gitar też denerwuje. W końcu jak daleko można się z tym efektem posunąć?

Project-00 to niebezpieczny haj, na którym znajdujesz się prawie zupełnie za friko kiedykolwiek i gdziekolwiek zechcesz. Nowy Cryostasium to odlot, za który nikt Cię nie zamknie, a gwarantuję, że żadne substancje psychoaktywne nie zapewnią takiej miazgi z mózgu.

Na początku miałem mocno odradzać. Teraz intensywnie polecam!

Ocena 8,5/10,0.

 

Tagi: , , , , .