Daniel Cavanagh – „Monochrome” (2017)

2017 miał być rokiem, który zapamiętam przez długi czas, rokiem kolejnej płyty Anathemy oraz solowego albumu ich głównego kompozytora Daniela Cavanagh. Podekscytowany i pełen niecierpliwości czekałem na premiery tych wydawnictw. Najpierw światło dzienne ujrzał The Optimist Anathemy. Po raz pierwszy od 17 lat zawiodłem się na tym zespole. W pewnej chwili znalazłem siebie rozczarowanego i zdezorientowanego do tego stopnia, iż słuchając The Optimist zadawałem sobie tylko jedno pytanie, zgadnijcie jakie.
Kompozycje na nim zamieszczone nie były nawet w połowie tak dobre, jak cała reszta ich twórczości. Ostatni album Anathemy to dla mnie wielki zawód, ale został jeszcze solowy album Daniela.
Monochrome wyszedł 13 października 2017 roku pod szyldem Kscope. Znalazło się na nim siedem kompozycji w klimacie atmosferycznego rocka, które w większości powstały w czasie sesji nagraniowej do The Optimist.
Album otwiera The Exorcist, i jest to mocny początek. Pierwsze, co zwróciło moją uwagę, to sposób, w jaki Daniel wplótł w ten utwór fragment numeru pochodzącego z albumu A Natural Disaster, a mowa o Are You There? Na początku trochę mnie to zniesmaczyło, ale po kliku głębszych przesłuchaniach mój stosunek do tego muzycznego cytatu się zmienił. Kompozycja ta wydaje się naturalną kontynuacją Are You There? i nie chodzi tu tylko o to muzyczne przytoczenie, ale o całą atmosferę kawałka. Obydwa oczywiście śpiewane są przez Daniela, ale łączy je coś jeszcze, a mianowicie teksty. W pierwszym autor poszukiwał uczuć do bliskiej, straconej osoby, w The Exorcist zamieniło się to w pełną nadziei afirmację, zaakceptowanie tego, że nic nigdy nie jest stracone. No i została jeszcze jedna kwestia – Daniel zdecydowania wspina się na swoje wyżyny wokalne, gdyż jego wokalizy, a w szczególności wysokie partie, brzmią fenomenalnie, zarówno tutaj, jak i na całym wydawnictwie. Brawo!
Numerem dwa jest This Music. To kolejna aż do szpiku kości anathemowata kompozycja, która została zaśpiewana w duecie z Anneke Van Giersbergen. Bardziej wyróżniającym się utworem jest kolejny o nazwie Soho. Tutaj Cavanagh sięga po swój drugi ulubiony instrument – fortepian, którego dźwięki razem z wokalem Anneke rozpoczynają Soho. Utwór jest mocno zróżnicowany, w apogeum zmienia się, stając się bardziej ambientowy, eteryczny, lecz dalej akompaniuje wszystkiemu fortepian i wokale. W tym kawałku po raz pierwszy słychać skrzypce Anny Phoebe, która zaistniała na wydawnictwie koncertowym AnathemyA Sort Of Homecoming. Anna pojawia się również w kolejnym instrumentalnym utworze The Silent Flight Of The Raven Winged Hours, następnym Dawn, oraz na ostatnim na tej płycie Some Dreams Come True. W tym drugim jej partie niesamowicie przypominają mi motyw z jednego z utworów albumu Eternity.
Numer cztery to The Silent Flight Of The Raven Winged Hours, inspirowany twórczością Edgara Allana Poe – masywna, dziewięciominutowa kompozycja, na której słyszę ten specyficzny smutek, który odpowiada melancholii z czasów Alternative 4. Słychać na nim również wpływy Pink Floyd z czasów Wish You Where Here, ale te słyszalne są dopiero od połowy trwania tego utworu. Pomimo tych różnych naleciałości, to najbardziej eksperymentalna i najbardziej rozbudowana pozycja Monochrome, pokazująca, że nie samą Anathemą Daniel żyje.
Zostały jeszcze Oceans Of Time i Some Dreams Come True. W pierwszym znów pojawia się fenomenalny wokal Anneke. Tradycyjnie, jak na utwór Daniela przystało, ten również jest pełen emocji. To kolejny wyciskacz łez, do jakich kompozytor przyzwyczaił fanów już dawno temu, pełen nadziei, ale też smutku oraz straty. Ostatni Some Dreams Come True to znów stuprocentowa, anathemowata, instrumentalna sztuka. Wspaniale zamyka całość swą ulotnością; odgłosem fal obijających się o brzeg, dźwiękami fortepianu – jest niczym soundtrack do marzeń i wizji.
Utwory z Monochrome mogłyby się znaleźć na jakimkolwiek albumie Anathemy od czasów Eternity aż po dziś dzień. Jest w nich ten specyficzny klimat i te same emocje. Sam Cavanagh tego nie ukrywa i chyba w każdej recenzji można o tym przeczytać. W Monochrome więcej jest szczerości, więcej emocji, więcej melodii, które zapadają w pamięć niż w wypuszczonym wcześniej tego roku The Optimist. Jest tu to, czego tam nie ma. Pewnie macie już dość tych wszystkich porównań do Anathemy, ale Drodzy Czytelnicy, którzy nie poznaliście jeszcze dźwięków tego albumu – inaczej się nie dało.

 

Ocena: 8,5/10

 

Tagi: , , , , , , .