Deathreat – „Zero Trust” (2017)

Recenzje płyt pokroju Zero Trust zazwyczaj sprawiają mi najwięcej problemów z opisem. Z jednej strony, dobrze byłoby taką płytę dokładnie i sumiennie opisać, tak, by czytelnik mógł wyrobić sobie jak najlepszą opinię. Z drugiej, opis ten jest raczej problematyczny, zważywszy na okrutną generyczność tej muzy. Prawdopodobnie mógłbym ten tekst stworzyć metodą kopiuj-wklej „inspirując się” dowolną inną recenzją grania z pogranicza hardcore’u. Szansa, że ktokolwiek zauważyłby różnicę byłaby raczej niewielka.

Tegoroczny Zero Trust jest debiutem krakowskiego Deathreat. To EP-ka na dziewięć krótkich numerów, wydana przez Deformeathing Productions. Trwa mniej więcej kwadrans i obiecuje mieszaninę hardcore’u i death metalu.

Gdy tylko znalazłem ten opis w notce promocyjnej, w moim serduszku pojawiła się maleńka iskierka nadziei. Czyżby ziemi ojczystej właśnie ukazał się zawodnik pokroju Culture Killer albo Zero? A gdzieżby tam. W praktyce to okazuje się całkiem przeciętnym hardcorem, gdzie deathmetalowy jest co najwyżej wokal i szwedzkie brzmienie gitar. Naturę Zero Trust zdradza już pierwszy PC Punx Fuck Off. To prosty numer bez większego pomysłu na siebie. Wydaje się być zbiorem przeciętnych riffów, zlepionych tak, żeby nie raziło. Tak jest w sumie przez większość krążka. Na Whilst Alive robi się wolniej, na No Ambitions jest trochę bardziej punkowo i ożywienie, Aid Unlooked For wydaje się zapraszać do tańca, niemniej żaden numer nie jest ani ponadprzeciętny ani charakterystyczny, zarówno w skali ogólnej muzyki, jak i samego Zero Trust. Co gorsza, Deathreat gra ślamazarnie, przynajmniej dla mnie. Brakuje tu energii, agresji, charyzmy lub jakichkolwiek innych szczerych uczuć.  A przecież to o nie w HC chodzi. No i tyle, nie wiem, co jeszcze mógłbym napisać. Zero Trust mija niepostrzeżenie, to stereotypowy szary Kowalski. Brzmienie gitar i perkusji, jakkolwiek dobrze nagrane, nie pomaga w zainteresowaniu materiałem. Z drugiej mańki, wokalista nawet trochę zniechęca, brzmi dość wymuszenie.

Możliwe, że komuś mniej śledzącego hardcore’owe pląsy płyta wyda się lepsza. jak dla mnie pas. Więcej energii, więcej prędkości, więcej szczerości. Wtedy może być ciekawie. Zero Trust brzmi jakby ktoś chłopakom kazał tą płytę za karę nagrać, a oni zrobili to całkiem na odczepnego.

Ocena: 5/10

 

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , , .