Deconstructing Sequence – „Cosmic Progression: An Agonizing Journey Through Oddities Of Space” (2018)

Bądźmy szczerzy, nie otworzyłeś tego artykułu w poszukiwaniu prymitywnej, brutalnej do oporu sieczki. Spodziewasz się bardziej złożonej muzyki, może koncepcyjnej i opowiadającej jakąś historię, zahaczającej o rozwiązania z różnych nurtów, progresywnej i bogatej treść i formę. Deconstructing Sequence już od pierwszego spojrzenia na okładkę i tytuł najświeższego ich wydawnictwa wydaje się wyrywać przed szereg, krzycząc, że to ich szukasz. I w sumie mają rację, niemniej wstrzymajmy na razie konie.

CPAAJTOOS (ograniczmy tytuł płyty do skrótowca, inaczej zajmie połowę tekstu) to pierwszy longplay szczecińskiej formacji. Pełen odsłuch zajmuje niemal godzinę, podczas której przez dziewięć numerów doświadczysz generalnego miszmaszu metod, do którego klasyfikacji gatunkowej musiałbym użyć co najmniej pięciu ukośników, nazwijmy więc to metalem ekstremalnym. Płytę wiosną wyda Via Nocturna.

Od samego początku Deconstructing Sequence coś mi przypominało. Kosmiczny koncept, używane rozwiązania, poniekąd sposób grania, generalnie wszystko tutaj krzyczy, jak bardzo autorzy lubią Mechinę. Płyta nie jest kalką, niemniej inspiracja jest bardzo mocna i widoczna. Trzeba jednak dodać, że arsenał znany z płyt Tiberiego, jest tutaj rozszerzony o dodatkowe środki oraz bardziej progresywny. Sprawia to, że większość numerów jest bardzo rozbudowana, darujcie więc, nie będę ich zbyt dokładnie opisywał, ograniczę się do kilku tylko uwag. Zajęłoby to stanowczo za dużo miejsca, i (co ważniejsze) odebrałoby wam przyjemność samodzielnego doświadczania kolejnych części. 

Numery są dość odmienne, większość z nich próbuje dodać do całokształtu coś nowego. Czasami się to udaje (Heading to the Virgo Constellation i bardzo przyjemny, szczególnie w drugiej części, breakdown), czasami nie (V4641 Sgr i folkopolka na początku albo coś, co brzmi jak zmutowany akordeon na My Way to the Stars). Podstawą jest duża ilość elektroniki i agresywne gitary, co obowiązuje przez praktycznie całą płytę. Trafiają się quasi-balladowe uspokojenia, choć w pewnym momencie robią się troszkę zbyt schematyczne, zarówno w brzmieniu, jak i umiejscowieniu w numerze. Elektronika wykorzystywana jest często, gęsto i w różny sposób. Generalnie bardzo to polubiłem, chociaż czasami wychodzi na wierzch brak szlifu w posługiwaniu się takimi środkami. Niekiedy fragmenty te brzmią kapitalnie (Memories of the Sun, Memories of the Earth), jednak przez większość czasu czegoś im brakuje. Podobnie jest tu z wokalami, o ile ten przewodni ani mnie grzeje, ani ziębi, to przewijający się przez cały CPAAJTOOS „narrator” bardziej mnie irytował, niż utrzymywał klimat. Perkusja jest zróżnicowana, żywa i sprawna, i tutaj wszystko byłoby świetnie, gdyby nie jej brzmienie: sztuczne, i nie chodzi tu o szeroko rozumianą industrialność. Coś tu po prostu nie wyszło, i nawet byłoby to do przełknięcia, gdyby nie dźwięk werbla, co w połączeniu z częstymi blastbeatami doprowadzało mnie po prostu do kurwicy. Nie mogę natomiast niczego złego powiedzieć o chórach. Za każdym razem, gdy się pojawiają, czuć podniosłą moc. Szczególnie w V4641 Sgr urwały mi głowę. Bardzo dobrze to autorom wychodzi i chciałbym słyszeć je częściej. Sama praca gitar także jest przyjemna. DS nie ogranicza się do stylistyki black/deathmetalowej, potrafi dodać elementy kojarzące się z power metalem albo i mathcorem, rozwiązania te są trafione, a same wiosła brzmią porządnie, choć może ciut zbyt mało mięsiste. Koniec końców, jest dobrze, chociaż płyta jest stanowczo za długa i w pewnym momencie zaczyna nużyć.

Deconstructing Sequence na pewno zasługuje na szansę. Projekt jest bardzo ambitny i, choć większość elementów wymaga jeszcze dopracowania, mają dużą szansę doskoczyć do poziomu Mechiny. Mam nadzieję, że planują jakoś zaprząc to w granie na żywo, bardzo chętnie zobaczyłbym ich koncert.

Ocena: 7/10

 

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Tagi: , , , , , , , , , .