Demon Bell – „Evoked & Menacing” (2017)

Demon Bell to stosunkowo młody projekt człowieka-orkiestry z Włoch, ukrywającego się pod pseudonimem A. Cutthroat. Rzeczony muzyk w ciągu paru lat obecności na scenie zdążył póki co uraczyć fanów muzyki z pogranicza thrash i black metalu zaledwie dwiema epkami. Dziś przyglądamy się nieco bliżej drugiej z nich, Evoked & Menacing, która światło dzienne ujrzała w 2017 roku za pośrednictwem Dying Victims Productions.

Artysta wyraża się w pięciu utworach, które razem składają się na dwadzieścia minut szaleńczej jazdy, której inspiracji należy szukać u podstaw wymienionych wcześniej gatunków. Czerpać z klasyków rzeczą normalną jest, lecz gdy muzycy nie dorzucają czegoś od siebie, to, prawdę mówiąc, po co sięgać po ich twórczość? Demon Bell nie dość, że nie wnosi zbyt wiele oryginalności i nowatorstwa, to jeszcze powtarza sam siebie niczym czkawka. Znów – grać w kółko to samo również rzeczą normalną jest. Z tym, że połączenie braku innowacji z powtarzaniem się nie przynosi niczego nadzwyczajnego. Tak właśnie rzecz ma się z Evoked & Menacing, następcą Steel Sorcery, a gdyby zestawić te dwa dema razem, dałoby się powiedzieć, że są niczym dwa identyczne filary, na których swoją stylistykę oparł A. Cutthroat – agresja gitar, ciężka metalowa artyleria, która nie zwalnia ani na chwilę, motywy oparte na prostej, acz mocnej rytmice i głębia wokalu na szczycie. Nic nad wyraz skomplikowanego, ale w prostocie jest siła zaklęta.

Odstawmy narzekanie na bok, bowiem Evoked & Menacing wcale nie jest złym materiałem. Zawsze starałem się wyartykułować mój podziw dla jednoosobowych projektów muzycznych, których twórczość z reguły jest bardzo stabilna. Co najważniejsze, gdy jeden człowiek odpowiedzialny jest za wszystkie instrumenty, jedyne, z czym musi walczyć to własna głowa pełna pomysłów. Nie ma mowy o kłótniach w zespole, rozpadach, wyrzucaniu członków. Można uznać te czynniki za pozytywy prawdziwie solowej twórczości. Absolutna wolność w kreowaniu osobistego świata muzycznego musi być czymś prawdziwie wyzwalającym z oków.

Czy zatem zarzucanie powtarzalności w przypadku Demon Bell jest uzasadnione? Do diabła z tym. Fani klasycznego brzmienia szarpidrutów z Venom i przedstawicieli teutońskiej szkoły thrashu, z naciskiem na Sodom, powinni bez dwóch zdań zapoznać się z krótkim, dwudziestominutowym ciosem z Włoch. Tu nawet okładka silnie stylizowana jest na grafiki z lat osiemdziesiątych. Odkładając Evoked & Menacing na półkę mam wątpliwości, czy kiedyś wrócę do tej płyty, ale jeśli kiedyś w przyszłości przyjdzie mi natknąć się na nową twórczość A. Cutthroata, to z miłą chęcią się z nią zapoznam. Nawet, gdyby znów miała być powieleniem utartych schematów.

Ocena: 6/10

Vladymir

Vladymir

Now I am become Death, the destroyer of worlds.
Vladymir

Latest posts by Vladymir (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , , .