Demoniac – “Malleus Christianitatis” (2016)

O niemieckiej formacji Demoniac słyszało pewnie niewielu. Pewnie dlatego, że w całej swojej karierze (trwającej podobno od roku 1993 do 2017) kapela wydała tylko jeden długogrający album. Sześć demówek pewnie w ogóle zginęło w otchłani piekieł. Mimo to postanowiłem przybliżyć Wam ów jeden, jedyny album. Jest ku temu powód.

Malleus Christianitatis to wydany przez niewielką (do tej pory ich nakładem ukazały się dzieła zaledwie trzech kapel) niemiecką wytwórnię Misanthrophia Discos w 2016 roku długograj, trwający ponad pięćdziesiąt minut, i zawierający aż jedenaście utworów.

Płyta utrzymana jest w klimacie dość surowego, ale nastrojowego black metalu, opartego na klarownych liniach melodycznych, specyficznym growlu i elektronicznych wstawkach dla wprowadzenia słuchacza w odpowiednią atmosferę.

Tak właśnie zaczyna się album – kawałkiem The Clarity of Death – wyciem wilków i klawiszami rodem z taniego horroru lub płyt Kinga Diamonda. Potem jest już bardziej klasycznie. Blood Craving wita nas niespieszną perkusją, przesterowanymi z lekka gitarami i charczącym growlem, który wydaje się dotknięty magiczną różdżką technika dźwiękowca. Do tego oczywiście w tle delikatna elektronika, która nadaje cmentarny nastrój całości. Podobne klimaty są w utworze kolejnym, tyle że już bez tych kościelnych organów. Żeby nie było, że kwartet z Saksonii przynudza, utwór Morta Woe jest już znacznie szybszy, ale na szczęście nic a nic nie traci ze swojego klimatu. Brudny i szybki raw przewodzi kawałkowi kolejnemu, znów przechodząc bardzo sprawnie w tony znane z początku albumu. Muzyka zwalnia dopiero na utworze The Confession, gdzie niespieszne instrumenty budują posępne melodie, z której wyłania się opętańczy growl wokalisty L.O.N.S.A. Diabolical Christening tym różni się od pozostałych utworów, że zaczyna się klimatyczno-nostalgiczną gitarą, bardzo fajnie przemyślaną. Nieco szybszy Inquisition przechodzi dość szybko w najcięższy (choć nie najszybszy) na płycie Sacrification, na którym pierwsze skrzypce gra podwójny growl – jeden bardziej doomowy, niski, oraz drugi, klasyczny dla dokonań Demoniaca. Album zamyka najdłuższy kawałek Darkness in the Sign of Evil, na którym pośród średnich temp instrumentów znów możemy posłuchać podwójnego wokalu dwóch śpiewających w zespole muzyków.

Niby nic specjalnego i nic, co powaliłoby mnie na kolana. A jednak płyta siada. Fajny, nieco oldschoolowy klimat, ciekawe linie melodyczne i spójność albumu każą mi stwierdzić, że szkoda, że zespół rozpadł się w zeszłym roku. Może kolejne płyty wzbudziłyby u mnie ciarki na plecach i na karku? Tego nie wiem. Ale wiem, że fajnie jest mieć ten album na półce. Będę do niego wracał od czasu do czasu.

Ocena 7,0/10,0.

 

Tagi: , , , , , , , .