Devil – „To the Gallows” (2017)

To the Gallows jest trzecim albumem pochodzącego z krainy fiordów i troli Devil, który ukazał się w kwietniu tego roku nakładem Soulseller Records. Kiedy zdecydowana większość zespołów anonsuje swoje najnowsze wydawnictwa jako ich najlepsze/najcięższe/najbardziej dojrzałe dokonania, Norwegowie skromnie stwierdzają, że wydaje im się, że nagrali całkiem przyzwoity album, ale tak naprawdę to dopiero fani ocenią, jak dobra płyta to jest. Przyznam się, że ujęli mnie tą skromnością i z tym pozytywnym nastawieniem zasiadłem do słuchania dźwięków, jakie wydali na świat Stian, Ronny, Thomas, Kai i Joakim.

Już po pierwszym odsłuchu doszedłem do wniosku, że chłopaki są rzeczywiście skromni. Dziewięć kompozycji na płycie to szybkie, kipiące rockandrollową energią kawałki, w których elementy klasycznego hard rocka lat 70. przeplatają się z niemniej klasycznym doom metalem (David & Goliath) oraz NWOBHM (otwierający To the Gallows). Gdzieś tam przewija się motyw z pierwszych płyt Iron Maiden, w przyśpiewkach przebija się w pewnym momencie wczesny Running Wild, gdzieś zabrzmi nuta z Black Sabbath, Pentagram czy dawny Alice Cooper. Każdy z utworów naszpikowany jest zabójczo przebojowymi melodiami, które momentalne wpadają w ucho i wywołują niekontrolowane kiwanie głową i przytupywanie. Nie ma co się oszukiwać, na To the Gallows nie usłyszymy nic nowego, a co więcej ta muzyka jest wręcz banalnie prosta. Ale właśnie w tej prostocie jest metoda. Kawałki to przeważnie 2, czasami 3 riffy, z których jeden przeznaczony jest na zwrotki, kolejny na refren i czasami ten dodatkowy na jakiś przerywnik. Największą ekstrawagancją wydają się użyte w Peasents & Pitchforks hammondy. I właśnie dzięki tej wspomnianej prostocie muzyka Norwegów jest tak łatwo przyswajalna i nośna.

Do muzyki Devil przekonuje mnie dodatkowo autentyczność i bezpretensjonalność z niej bijące. Nie ma w niej miejsca na żadne kalkulacje, wyrachowane działania. Podświadomie wyczuwa się, że chłopaki grają dokładnie to, co im leży na wątrobie i doskonale się przy tym bawią. Nie mając ambicji na wywracanie sceny rockowej do góry nogami, nagrali album, który zapewnia słuchaczowi niecałe trzy kwadranse niczym nieskrępowanej zabawy i radochy.

Ocena 8/10

Łukasz

Łukasz

Ku "rozpaczy" szanownej Małżonki uzależniony od kolekcjonowania CD. Natchniony płytą pewnego polskiego zespołu oraz kryzysem wieku średniego rozpocząłem przygodę z recenzowaniem . I tak z czasem trafiłem do Kvlt. Wszelka konstruktywna krytyka mile widziana.
Łukasz

Latest posts by Łukasz (see all)

Tagi: , , , , , , , , .