Devilish Impressions – „The I” (2017)

Nowa płyta Devilish Impressions zatytułowana The I, znalazła się w zainteresowaniu dwóch redaktorów KVLTu, tak więc nie pozostało nic innego jak ukazać Wam dwa spojrzenia na ten muzyczny materiał.
Jako pierwszy o nowej płycie wypowiada się red. Virian, a po nim red. naczelny – Piotr Czwarkiel.

Premiera wydawnictwa – 22.09.2017 via Lifeforce Records.

Przypominamy, że 30 września w Opolu odbędzie się release party, wszystkie informacje tutaj.


Red. Virian:

Na najnowszy krążek zespołu Devilish Impressions przyszło nam trochę poczekać, wszak już ponad rok temu ogłoszono zakończenie procesu jego rejestracji, a poprzedni – przypomnę – wydano w 2012 roku. W międzyczasie zespół wypuścił EPkę Adventvs zawierającą dwa premierowe utwory i pierwszy materiał demo. Niestety, chcąc znaleźć nowego wydawcę, zwykle należy swoje odczekać w kolejce na feedback i ewentualną ofertę, którą trzeba następnie dokładnie przeanalizować, by uniknąć konfliktowych sytuacji w przyszłości. DI ostatecznie powrócili pod skrzydła wydawcy swojego poprzedniego longplaya (Simulacra), z którym zdaje się współpraca nie układała się najlepiej. Cóż, czasy, w których żyjemy zmuszają zespoły do podejmowania niejednokrotnie trudnych decyzji, by przetrwać na rynku muzycznym. Czy w tym wypadku druga szansa dla wytwórni okaże się to błogosławieństwem, czy przekleństwem – czas pokaże.

Albumem The I zespół po raz kolejny ukazał swoje nowe oblicze. Najprościej mówiąc, płyta jest zdecydowanie bardziej ponura w stosunku do poprzedniej. Całkowicie zrezygnowano z użycia syntezatorów i tylko w wybranych fragmentach słychać sample podkreślające nastrój grozy. Zredukowano czyste partie wokalne praktycznie do zera. Pozostawiono tylko wykrzyczane, teatralne frazy. Główna linia wokalna Quazarre’a (wspierana momentami przez growling Vraatha) nabrała jakby większej gęstości, by wpasować się w muzykę. Na EPce Adventvs po raz pierwszy mogliśmy usłyszeć nasz rodzimy język, i na tym wydawnictwie również jest ten akcent obecny. Kompozycje nie są już tak kontrastowe, a bardziej wyważone, a co za tym idzie mniej chwytliwe w moim odczuciu. Na pochwałę na pewno zasługuje Icanraz i jego bardzo dobrze zaaranżowane partie perkusji. Jest groove, blast, beat tam gdzie riff po prostu o to się prosi. Co ważne, na pochwałę zasługuje brzmienie i produkcja odpowiednia do kompozycji. Jest selektywnie, nowocześnie, ale zarazem lekko brudno. Przemysław Nowak z Impressive-Art Studio (Outre, Biesy) doskonale wychwycił klimat utworów.

Zespół zadbał również o stronę wizualną wydawnictwa, a mianowicie dodał obszerny booklet z tekstami i grafikami. Całość książeczki zdobi jednak dosyć ascetyczna okładka, ale taki widać był zamysł twórców Zadbano również o wydanie płyty w różnych wariantach. Drewniany box, standardowy digipack oraz winyl, które na pewno będą gratką dla fanów.

Wszystko fajnie, jednak pomimo zestawiania ze sobą nowych, pozornie ciekawych elementów moim zdaniem zespół gdzieś zatracił swój pierwotny charakter. Od zawsze kojarzyłem ich z kontrowersyjnymi, czystymi partiami Quazarre’a, orkiestracjami oraz chwytliwymi kompozycjami, których tutaj moim zdaniem zabrakło. Rozumiem ideę poszukiwania i rozwoju, ale odnoszę wrażenie, że chciano zrobić coś odrobinę na siłę, dostosowując się do rynkowych trendów. Paradoksalnie odchodząc od swoich korzeni, prawdopodobnie DI zyska większe grono odbiorców, które wcześniej nie było w stanie strawić nowatorskich rozwiązań zespołu. Natomiast wierni fani mogą czuć lekki niedosyt.

Ocena: 6,5/10


Red. Piotr:

Dość długo Diabły kazały czekać na nowe wydawnictwo, bowiem od EPki Adventvs minęły 3 lata i 4 miesiące. Już kawałki na tej EPce zwiastowały, że nadejdą zmiany. Rozbudowane utwory, spokojne i wprowadzające słuchacza w trans intra, niepokojące dźwiękowe dodatki. A potem black/death metalowy łomot.
I właśnie takiej receptury trzymają się Quazarre i spółka na nowym albumie. Singlowy The I jest pierwszym tego dowodem. Za ciekawy zamysł uważam przeplatające się polsko-angielskie liryki, z  czego polska część tekstu to fragmenty „o przyjdź” Stanisława Koraba-Brzozowskiego. Muzycznie muszę podkreślić wbijające w ziemię partie perkusji, gdzie początkowo średnie tempo przechodzi w totalną black metalową siekę, a następnie idealnie zgrywa się ze ścieżką gitary Przemka Olbryta. Solówka nakręca utwór, prowadzi go, co powoduje, że ten kawałek płynie.

The Dove and the Serpent to kawałek zbliżony klimatem do black/doom metalu, w którym powtórnie uwagę zwracają zmiany tempa, przechodząc ze spokojnego muzycznego mariażu w szybką, black metalową, perkusyjną młóckę. W kawałku Eosphoros kapitalnym pomysłem jest zagrana na cleanie partia gitary na samym początku utworu. W tym utworze przecina się growl z czystem głosem frontmana. Szczerze powiedziawszy, jestem fanem czystego wokalu Q, jednak na tej płycie jest ich jak na lekarstwo. Jednak wsłuchując się w growl, można mieć wrażenie o jego niezwykle uczuciowym wydźwięku (4:28). W Blood Imprinted Stigma, Icanraz od początku daje upust swoim możliwościom po zestawie perkusyjnym i ponownie jego gra wgniata w ziemię, natomiast riffy przenoszą „w inne miejsce”. Trans, trans i jeszcze raz trans, który zostaje przerwany perkusyjną kanonadą, łącząc się z wbijającym w głowę gitarowym motywem. Jest to najdłuższy utwór na płycie, jednak upływu czasu nie czuć. Kolejny kawałek Ipse philosophvs, daemon, Devs at omnia został wzbogacony przez przepiękną solówkę, zagraną przez samego Mike’a Wead’a, którego chyba nie trzeba przedstawiać. Początek tego niemal 8-minutowego utworu można katować wielokrotnie z funkcją „repeat a-b”. Swoje trzy grosze dorzucił tutaj Ronny z Aeternus. W ogóle ciężko przejść obok melodyki całego utworu ułożonego przez gitarę, no i demoniczny wokal Przemka deklamujący fragment polskiego wiersza. Tego trzeba zwyczajnie posłuchać.
Już od samego początku utworu Czerń i Biel czuć sporą dawkę doomu. Kawałek jest niezwykle monumentalny dzięki niesamowitej grze perkusji (znowu!), a Quazarre tutaj niemiłosiernie zdziera struny głosowe. Tak samo, jak w otwierającym The I, tak i w The Fatal Messiah klimat podsycają szamańskie interludia stworzone przez projekt Bön. Podobnie jak w The I klimatyczna solówka ubarwia całokształt piosenki (3:45 oraz 5:41). Ostatnie 90 sekund utworu to jakby szamańskie outro. Zdecydowanie za długie.

Pytanie z gatunku „która piosenka jest najlepsza?”, to w przypadku tego albumu jak pytanie do rodzica, czy bardziej kocha syna, czy córkę. Poważnie. Na początku pełnego zachwytu nie było, dopiero przy następnych odsłuchach odkrywałem kolejne smaczki. Zdziwiła mnie również dość spora zawartość doomowego pierwiastka, jednak wydaje mi się, że to właśnie ten element dodał całości tego transowego charakteru.
Kapitalnym zabiegiem są wtrącenia tekstów w języku polskim takich autorów, jak Stanisław Przybyszewski, Maria Komornicka, Stanisław Korab-Brzozowski.
Produkcja i brzmienie znakomite, klarowne i potężne. Wszystko tutaj złożone jest bezbłędnie.
Icanraz i Quazarre na tym albumie grają niczym jeden organizm. Trzeba również przyznać, że kompozycyjnie Devilish Impressions wypada najlepiej w dotychczasowej twórczości. Stworzyć utwory długie, wciągające i nie nużące słuchacza, to już coś! Pomimo tego, że brakuje mi większej ilości czystych wokali, słuchając wokalnego wygaru Przemka można mieć wrażenie, że śpiewa je sam Diabeł.

Muzyka – muzyką, a mamy jeszcze opracowanie graficzne – 20 stronnicowa wkładka robi wrażenie, rzekłbym, że to dzieło sztuki. Infected Minds odwalił kawał z….ej roboty. Okładka jednak jest nijaka. Widząc muzyczne premiery, które zdobią dość często piękne grafiki, muszę przyznać, że ta nie przedstawia według mnie nic ciekawego. I to jedyna ujma tego wydawnictwa.

Ocena: 9,5/10


Piotr

Piotr

Głównodowodzący KVLTowi, fan undergroundu oraz maniakalny zbieracz płyt CD.
Piotr

Latest posts by Piotr (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , .