Dying Fetus – „Wrong One To Fuck With” (2017)

Zacznijmy może od tego, że Dying Fetus jest moim ulubionym przedstawicielem death metalu. Nie słucham ich non-stop, czasami robię sobie przerwy, czasami jaram się innymi projektami, ale koniec końców to do nich zawsze wracam i niezmiennie czerpię z tego radochę. Miks death metalu, grindu i hardcore’u prezentowany przez ekipę z Baltimore jest dokładnie tym, czego oczekuję od takiego grania. Zazwyczaj przy okazji premiery nowej płyty zespołu dość bliskiego mojej pikawce mam sporo obaw czy muzycy dorównają poprzednim dokonaniom. W przypadku Płodów byłem o to spokojny.

Mało kto nie zna tego projektu, ale jeżeli ostatnie 25 lat spędziłeś schowany jak Rambo w kopalni, śpieszę wytłumaczyć, że mówimy o jednym z najsolidniejszych projektów deathmetalowych naszego układu słonecznego, a konkretnie o ich ósmym pełniaku, wydanym w czerwcu tego roku przez Relapse Records. Jest tam dziesięć/jedenaście numerów (teoretycznie ostatni jest bonusowy, ale i tak wszędzie się załapuje) na prawie godzinę zabójczej sieki. Brzmi jak przesada? Błąd!

Umierający Płodzio to jedna z tych kapel, której progres z płyty na płytę nie jest jakoś szczególnie potrzebny. Numery przez nich serwowane mogą wydawać się schematyczne, fakt, ale jednak zbudowane są tak dobrze, że w sumie w niczym to nie przeszkadza. Tak jest i w tym przypadku, dostajemy więcej tego, co kochamy. Jedenaście strzałów w ryj z wymieszanymi w idealnych proporcjach technikaliami i motywami do bujania się. Bardzo fajne jest to, że mimo że numery są do siebie w sumie podobne, to jednak żaden nie nudzi. A trzeba przyznać, że nienudzące pięćdziesiąt parę minut deathowej rzeźni jest równie częste co pozytywne opinie o kolaboracji Lou Reeda i Mety. Tu natomiast jesteśmy non stop zalewani riffami po prostu idealnymi. Jest ich tak dużo, że nie ma sensu nawet wymieniać najlepszych. Każdy numer to gonitwa motywów z których prawie każdy jest perełką. Nieważne czy wolisz wolniejszy beatdown czy szybsze blastowanie, nachapiesz się wystarczająco. Z redaktorskiego obowiązku wyszczególnię tu parę utworów, choć uznaję to za raczej zbędne (poza jednym, o którym zaraz). No więc mamy tutaj Fixated On Devastation, który kończy się tak, jak się zaczyna, to znaczy gwałtownie i techniczne, a pośrodku wypełniony jest słodkim moshowaniem. Mamy zajebisty Reveling In The Abyss i równie świetny Ideological Subjugation. Tytułowy numer też jest kosiorem niesamowitym, ale palmę pierwszeństwa w moim mniemaniu dzierży Seething In Disdain. Ten miks hardcore’u i techniki, z niesamowitym, melodyjnym motywem w późniejszej części to coś niesamowitego. Z całej listy mam zastrzeżenia tylko do Fallacy, które wydaje się zaniżać lekko poziom całości krążka, oraz Panic Amongst the Herd. Ten ostatni jawi mi się jako czarna owca. Nie lubię breakdownu na początku, nie przypominam sobie w nim żadnych wynagradzających to motywów, i ogólnie uważam go za numer raczej średni. Cała reszta jednak jest palce lizać.

Warto było czekać te pięć lat. Dying Fetus znowu udowadnia że należy do ścisłej czołówki ekstremy. Gdy reszta miewa płyty lepsze i gorsze, a z czasem traci pazur (i zęby pewnie też), Gallagher i jego ekipa niezmiennie wymiatają. Paradoksalnie do tytułu płyty, that’s exacly the one I’d fuck with.

Ocena: 9,5/10

 

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , , , .