Ebola – “II” (2017)

Ebola to jednoosobowy projekt, który wykluł się niedawno w szufladce z podpisem raw black metal. Obawiacie się? Rozumiem, raw black metal rodem z Japonii to musi być niezły eksperyment.

Na szczęście Via Nocturna to wytwórnia, która nie boi się eksperymentów na ludziach. Nie dalej jak w zeszłym roku, nakładem VN, wydany został album Scourge japońskiego jednoosobowego projektu A.V.D.L. Nie wiem jak wyniki sprzedaży, ale moim skromnym zdaniem śmierć musiało ponieść co najmniej kilkaset osób. A jak będzie z Ebolą?

II to jak się nietrudno domyślić drugi album projektu niejakiego Youty. Pierwszy album Blindness ukazał się w zeszłym roku nakładem upadłej już Winterwolf Records. Pewnie zabiła ją Ebola

II jak na raw black zaczyna się bardzo nietypowo. Pierwszy utwór Corruption jest dość stonowanym monodramem, a jego bohaterem jest fortepian. Jeśli ktoś pamięta i lubi demówkę Deszcz Mą Łzą, Piorun Mym Krzykiem nieodżałowanego projektu Piotra WeltrowskiegoDecember’s Fire, to wie, co mam na myśli. Corruption nie jest oczywiście black metalem, ale to piękny kawałek. Dla odmiany Setting Sun to już klasyczna Ebola. Szybka, przytłumiona perkusja, równie szybka i również przytłumiona gitara, i wokal przypominający bardziej jęki konającego Japończyka niż blackmetalowy growl. A w ten agonalny chaos wplecione są elementy, które wydają się ten ból uśmierzać. Są nimi Nostalgiczne wstawki fortepianowego monodramu. Podobnie wygląda zresztą Pathetic. Daydream to znów przerywnik tej makabrycznej agonii, tyle że tym razem gitarowy. November to kawałek co do zasady melancholijny i nostalgiczny, ale klimat wykreowany jest zarówno przez partie gitarowe, klawiszowe, i czysty wokal gdzieniegdzie tylko przerywany skrzeczącym growlem i uderzeniami ciężkich partii gitar i perkusji. Reminiscence to ponownie „oddech wymarłych światów” zbudowany na klawiszach i partiach smyczkowych. Następującym po nim utworem jest prawie trzynastominutowa etiuda, która jest niejako przeplatańcem nastrojów pojawiających się w poprzednich utworach. Raz jest powoli i nastrojowo, za chwilę ostro i przerażająco. A potem znów smutno i nostalgicznie. Silence to powtórka klimatu z Corruption tylko dodatkowo okraszonego budzącymi przerażenie pogłosami. Klimat jak w dobrym horrorze! Ruin choć zaczyna się i kończy znów klimatycznymi klawiszami, to jest chyba jednym z ostrzejszych kawałków na płycie. A jak to brzmi? Oczywiście tak jak utwór numer dwa. Płytę zamyka kawałek o wszystko mówiącej nazwie Finale, który raczej nie jest utworem muzycznym, a ma jedynie ugruntować nasz ciemnoszary nastrój, który z pewnością zagości w naszych sercach po przesłuchaniu tej płyty.

Czy przez Ebolę poniosłem śmierć? Częściowo tak, gdyż II to bez wątpienia chory album! Po pierwsze jednak, daleki byłbym od klasyfikowania tej płyty jako raw black metal. To raczej miks, który określiłbym raw ambient metalem. Świetne partie ambientowe i neoklasyczne  po prostu genialnie budują nastrój dla następujących po nich partii ostrego metalu. I choć nie podoba mi się brzmienie perkusji słyszanej jakby zza dziesiątej ściany, choć partie gitar są słabe jak oddech umierającego, a w dodatku słychać je pulsacyjnie, to album i tak bardzo mi się spodobał. Dlatego myślę, że Ebolą udało mi się zarazić i czekam na jej kolejny jej atak. Mam nadzieję, że znów dzięki Via Nocturnie!

Ocena 8,0/10,0.

 

Latest posts by Maciek Masta (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , .