Electric Swan – „Windblown” (2017)

Electric Swan to włoski zespół, który stara się w swej twórczości nawiązać do klasycznych hard rockowych i blues rockowych wzorców z lat 60. i 70., podlanych funkowym, bujającym sosem. Wychodzi im to naprawdę nieźle, z jednym być może zastrzeżeniem – chociaż wokalistka, Monica Sardella, dysponuje wyrazistym, mocnym głosem, to jednak czuć w jej angielskim obcy akcent. Ale to tylko mały mankament.

Na płycie Windblown znajdziecie zarówno mocne rockowe riffy, które bliskie są estetyce Led Zeppelin (Carried By The Wind i Sin’s A Good Man’s Brother), jak i podanego z funkowym feelingiem, gitarowego grania, które fajnie buja (Cry Your Eyes Out). Przydarzają się Włochom instrumentalne, hipisowskie odloty, podane z rock’and’rollowym, skocznym graniem – czego najpełniejszym świadectwem kawałek Leaves. Pojawiają się też w ich twórczości taneczne rytmy, czasem wręcz bliskie estetyce disco, jak w instrumentalnej kompozycji Beautiful Bastard. W Losin’ Time w blues rockową strukturę riffów wdziera się pewna podniosłość i niepokój, a że piosenka okraszona jest brudnym hendriksowkim riffem, ma swój charakter.

Electric Swan urozmaica całość, poszukując różnych dźwięków i klimatów, jednocześnie pozostając wiernym pewnym muzycznym korzeniom, wziętym na warsztat. Świetnie brzmi saksofon we wspomnianej już instrumentalnej suicie Beautiful Bastard. Czaru balladowej piosence Here Is Nowhere dodają powabne dźwięki fletu, przywodzące na myśl pierwszą płytę King Crimson. W bujającym, hard rockowym If I’m In Luck I Might Get Picked Up odzywają się z kolei organy Hammonda, co dodaje kompozycji oldschoolowego sznytu.

Jeśli jesteście miłośnikami twórczego przywoływania ducha dawnych czasów, powinniście sprawdzić płytę Windblown. Album kapeli Electric Swan spodoba się fanom Blues Pills i Wolfmother. Zespołowi udało się, dzięki sprawnym instrumentalistom, wymieszać analogowe brzmienia w ciekawą całość. Można oczywiście przyczepić się tu do pewnych niedociągnięć (jak do nazbyt popowej Face To Face), ale Włosi z konfrontacji z trudną spuścizną najlepszych dla klasycznego rocka dekad wychodzą obronną ręką. Przede wszystkim zaś ich piosenki nie brzmią „kwadratowo” i wyczuwa się w nich sporą dawkę luzu. Nie na takim być może poziomie jak u słynnych bandów z Południa Stanów, ale Electric Swan nie mają się czego wstydzić.

ocena: 7.5/10

oficjalna strona na Facebooku

Paweł Lach

Paweł Lach

Od dłuższego czasu pisuje o muzyce (i nie tylko) dla różnych portali. Nie słucha latynoskiego folkloru i eksperymentów za daleko idących, jak minimalistyczne suity wygrywane na liściu dębu, poza tym jest w stanie popróbować wszystkiego.

http://lach.kf-oswiecim.net/
Paweł Lach

Tagi: , , , , , , .