Emerald Sun – „Under the Curse of Silence” (2018)

Emerald Sun działa na greckiej metalowej scenie nieprzerwanie już od dwudziestu lat, a płyta Under the Curse of Silence to ich piąty materiał studyjny. Można było zatem przypuszczać, że skoro kapela tak długo utrzymuje się w grze, muszą być tego jakieś ważkie powody. I rzeczywiście – najnowszy album to bardzo solidna dawka power/heavy metalu, utrzymana w klasycznych ramach gatunku. A zatem nic nowego, nic odkrywczego, wszystko niby już było, a jednak nie ma do czego się przyczepić, bo całość brzmi profesjonalnie i tak jak powinno. Fani stylu znajdą tutaj odpowiednią dawkę epickości, niezłe melodie, wzniosłe refreny, gitarowe pasaże i wysoki, dobrze osadzony wokal Steliosa „Theo” Tsakiridisa.

Najciekawiej w tym zestawieniu wypada kompozycja Land of Light: muzycznie mroczniejsza od reszty kawałków, z dumnie kroczącym riffem, sporą dawką podniosłości i doskonałym do wspólnego odśpiewania refrenem. A że udanej kompozycji towarzyszy tekst opiewający Aleksandra Wielkiego i greckich wojowników, całość doskonale wpisuje się w kulturową przestrzeń, z której zespół się wywodzi. To miło, gdy power metalowy zespół zamiast krążyć tylko po wyimaginowanych światach fantasy nawiązuje do własnego dziedzictwa. Chciałoby się więcej podobnych numerów.

Nie oznacza to jednak, że pozostałym piosenkom czegoś brakuje. Przede wszystkim Emerald Sun bardzo wprawnie produkuje swoje numery, dobrze bawi się tempami, skutecznie łączy fragmenty spokojniejsze z nieco żywszym metalowym graniem, podając to wszystko w chwytliwej, ale szczęśliwie nie nazbyt „lukrowanej formie”. Wymienić mogę tu Kill or Be Killed, Rebel Soul, World on Fire – wzorcowo zagrane i zaaranżowane – ale i pozostałe kawałki znajdą swoich zwolenników. Właściwie każdy refren nadaje się do tego, by wspólnie go odśpiewać wraz z tłumem na dużym, plenerowym festiwalu, choć można doszukać się takich, które wypadają banalnie. A że jednak w dawce prawie godzinnej może to być jednak ciut nużące? Cóż, dla fanów takiego grania nie będzie to wada, a malkontenci raczej i tak nie sprawdzą.

Dodam tylko, że zespół czasem pozawala sobie jednak na drobne eksperymenty. Ciekawie chociażby wypada klawiszowy pasaż w utworze Fame (mający coś być może z klasycznych dokonań Rainbow), podobnie jak mocniejszy, nieco bardziej nowoczesny groove, który skutecznie napędza ten kawałek ­– co ciekawe, to przeróbka popowego numeru z początku lat 80., śpiewanego przez czarnoskórą wokalistkę Irene Cara. Zaś balladowy Journey of Life pochwalić się może dobrą melodią i rzeczywiście pozwala na rzewne wytchnienie (jako bonus dodano wersję z hiszpańskim tekstem), i wypada uznać, że nowa płyta Emerald Sun nie ma słabych momentów, bo przecież w spokojnym numerze i przeróbce piosenki „z zupełnie innej parafii” najłatwiej było się wyłożyć.

Czy Under the Curse of Silence zaciekawi jednak kogoś, kto w podobnej stylistyce nie czuje się dobrze? Tego pewnym już być nie mogę, choć zespół nawiązując mocno także do klasyki epickiego heavy metalu, niekoniecznie wpisuje się 100% w ramy power metalowej konwencji. A to należy zaliczyć Grekom na plus.

8/10

Oficjalna strona zespołu na Facebooku

Paweł Lach

Paweł Lach

Od dłuższego czasu pisuje o muzyce (i nie tylko) dla różnych portali. Nie słucha latynoskiego folkloru, a poza tym jest w stanie popróbować wszystkiego.

http://lach.kf-oswiecim.net/
Paweł Lach

Tagi: , , , , , , , , , , .