Europe – „Walk the Earth” (2017)

Nie mogłem przezwyciężyć przyciągania, które wiodło mnie w kierunku ostatniej płyty Europe. Wzmogła mnie czysta ciekawość.. Jakiś czas temu doszły mnie słuchy, że skład ten wrócił z powrotem do życia, zmienili styl i grają ciężej niż w przeszłości. Cóż, moja ciekawość tylko się powiększyła i mimo tego, że sam rzadko sięgam po standardy muzyki rockowej, to Europe nie mogłem przegapić.
Walk the Earth wyszło 20 października 2017 roku nakładem Hell & Back Recordings. To jedenasty studyjny album tej grupy, szósty po reaktywacji, która miała miejsce w 2003 roku. Nagrania do tej płyty odbywały się w legendarnej Abbey Road Studios pod magicznymi rękami Dave’a Cobb’a, który nagrał wraz z nimi War of Kings, uznawaną przez niektórych za największe dzieło Europe. Trochę zdziwił mnie wybór Cobb’a na producenta, gdyż ten znany jest raczej z produkcji płyt z muzyką country, ale jednak brzmieniu Walk the Earth nie można niczego zarzucić, momentami tylko można wyczuć ciut klimatów amerykańskich, ale to chyba jest uzasadnione.
Specjalnie nie szukając/słuchając wcześniejszych nagrań, zabrałem się do Walk the Earth z bagażem jedynie ich muzyki z czasów przesławnego The Final Countdown. To, co dostałem na niniejszym wydawnictwie to mieszanka kanonu hard-rocka. Mamy tu całą masę odniesień do Deep Purple, ciut Rainbow wraz ze szczyptami Black Sabbath i Led Zeppelin. Zabójcze połączenie? Cóż, byłoby takie, gdyby Europe byli w tym zestawieniu prekursorami, ale tak, jak każdy z nas wie, nie jest.
Numer tytułowy Walk the Earth to kwintesencja tego krążka. Patos w muzyce i wokalu (szczególnie w refrenie), klawisze à la John Lord, ciężkie riffy, aż po konstrukcję muzyczną, wszystko pachnie głęboką purpurą, ale też słychać jakby echa grupy pana Page’a. Pomimo tego nieźle się tego słucha, gdyby nie wokal, który niby nie przeszkadza, ale jakoś Joey Tempest jakby coś stracił ze swojego głosu, tak mocnego w przeszłości.
The Siege rozpoczyna bodajże najcięższy, jak i zarówno najbardziej bujający riff na tej płycie. Wszystko brzmi dobrze, ale znów ta purpura. Kingdom United to jakby rozciągnięcie The Siege, podobny klimat, ciut gorsze wykonanie. Do tej dwójki dołączę również GTO, gdyż jego vibe jest ten sam, jak wyżej wymienionej dwójki.
Na Walk the Earth nie zabrakło miejsca na balladę, to zaszczytne miejsce zajmuje utwór Pictures. Jedyny, przez sposób śpiewania Tempesta, strasznie przypominający mi dokonania wokalne Johna Lennona oraz Davida Bowiego. Niby dobrze, ale brak w tym wszystkim oryginalności, powiewu świeżości.
Election Day oparty na tandemie gitarowo klawiszowym zalatuje Rainbow na odległość. Tak samo jak przedostatni na płycie Whenever You’re Ready.
Wolves to niespodzianka na Walk the Earth, mimo że łączy się z klimatem całego krążka (głównie przez klawisze), to jednak jego zwrotki są najciekawsze.
Mojej ciekawości stała się zadość. Walk the Earth nie zachwyciła mnie zbytnio, gdyż – cóż tu dużo mówić – brak jej oryginalności. Trochę szkoda, ale wbrew temu album ten słucha się dobrze, więc dla fanów Europe (niekoniecznie fanów wyżej wymienionej wielkiej czwórki) płytka ta będzie możliwie nie lada gratką, całej reszcie radzę – poszukajcie sobie czegoś innego.

Ocena: 6/10

Europe na Facebooku

Tagi: , , , , , , .