Facada – „Nenhum Puto De Atitude” (2016)

Znając poprzednie wydawnictwa Facady (i całkowicie ignorując znajdującą się w paczce notkę wydawniczą) rzuciłem się na Nenhum Puto De Atitude jak przysłowiowy Tomas Edison na patenty Nikoli Tesli. Co też poskutkowało małym zdziwieniem. Gdzie się podziały blastowe kanonady i nieustający pęd? Czy Brazylijczycy się sprzedali? A może to po prostu nawrócenie na muzykę spod znaku „easy listening”, motywowaną filozofią Kryszny?

Okazało się, że przed użyciem powinienem zapoznać się z treścią notki bądź skonsultować się z laryngologiem bądź proktologiem, gdyż Nenhum Puto De Atitude niewłaściwie użyte może prowadzić do bólu dupy. Nie ma tu charakterystycznego dla poprzedniego Nadir chaosu. Mamy za to do czynienia z hołdem w postaci coverów. Zawiera on siedemnaście kawałków takich sław jak Blasphemy, Misfits, Bad Brains czy Napalm Death, podanych w bardzo punkowym stylu. Razem daje to około dwudziestu minut. Płyta została wydana przez Dynamiczne Duo w osobach EveryDayHate i Laja Rec.

Jako, że krążek w całości składa się z aranżacji utworów wcześniej stworzonych, odpada mi ogromna część tekstu skupiająca się na kompozycji. Zostaje klimat: bardzo punkowy, bardzo zadziorny klimat podlany świetną znajomością tematu. Co prawda, Facada nie dodaje niczego nowego do tych numerów, za to odgrywa je z takim wyczuciem, że można się nabrać, że to ich autorskie strzały. Szczególnie dobrze wyszły numery z drugiej części płyty. Tourette’s, Cause And Effect, bardzo latające Maconha czy wyjątkowo, jak na tą płytę, grindowy Deathwish nadają miłe, punkowe tempo do tańca i zabawy. Mamy też wolniejsze War Command i Sailin’ On a także Rubbish Country, które najpierw zaleci doomem a potem wyblastuje zadek. Niemniej większość płyty utrzymana jest w punkowym klimacie między Bad Brains i Ratos de Porao.

Wielką zaletą jest brzmienie wykręcone przez Willa Blackmona. Praktycznie każda płyta, do której garowy Gadget przykłada łapki, brzmi jak złoto. Tak jest też w tym przypadku. Wszystko siedzi, wszystko brzmi, lepiej być nie mogło.

Nie zwykłem słuchać cover-albumów, zazwyczaj uważam je za albo stratę czasu, albo wręcz obrażanie oryginalnych twórców. Facada natomiast wyskoczyła z bardzo udanym hołdem, przesiąkniętym buntowniczymi korzeniami i wdzięcznością do idoli. Osobiście wolę pierwowzory, jednak Nenhum Puto De Atitude dostaje ode mnie dużego kciuka, a Brazylijczycy jeszcze więcej sympatii.

Ocena: 7,5/10

 

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , , , .