Feto In Fetus – „From Blessings To Violence” (2018)

Każdy, kto jest choć w pewnym stopniu zaznajomiony z polską sceną grindową, na pewno kojarzy Feto In Fetus. Warmińska ekipa nieczęsto serwuje nam nowe numery, ale jeżeli już coś puszczą, śmiało możemy zakładać, że srogo przetrzepią słuchaczy. Z takim podejściem podchodziłem do ich nowego, trzeciego już pełniaka, i to właśnie dostałem.

Wydany dziś krążek to osiemnaście kawałków deathgrindu (nie tylko, ale o tym za chwilę). Czyli razem trzydzieści cztery minuty festiwalu rzeźniczej brutalności. Płytę wydaje Selfmadegod Records.

Nikt się nie zdziwi, gdy napiszę, że From Blessings To Violence jest intensywne. Od początku do końca bije mocno i szybko, sprowadzając do parteru każdym kolejnym kawałkiem. Często o Feto In Fetus mówi się jako o polskiej odpowiedzi na Aborted, i jeżeli spojrzymy na rdzeń płyty, ma to sens. Dobrze znane z poprzednich nagrań pęd i agresja pozostały na swoim miejscu. Ale na tym się nie skończyło, dodano tu elementy z innych stylistyk. Ostatni split tej ekipy pozwalał się domyślić, że chłopaki zwracają się bardziej w stronę brutalnego, slamującego death metalu. I faktycznie, takich elementów jest tu bardzo dużo. Under the Sign of the Debauchery, Book of Blood albo From Blessing to Violence są na to najlepszymi przykładami. Płyta jest dużo bardziej deathmetalowa niż grindcore’owa. Oczywiście, grindowe wariactwa także dają się we znaki (Vomiting the Purulent Acrimony, Buried Alive, wyjątkowo jasny i punkowy na tle innych The Human Way Is Violence and Death). Ale to nie wszystko. Mamy tutaj też bardziej blackmetalowe Martyr Annihilation, doomowy Corpse of the Beyond, a nawet fragmenty kojarzące się z groove metalem albo nawet i deathcorem (Impact on Memory i kapitalny, kilotonowy breakdown na The Vanished Land zwieńczony pyszną grindgonitwą).

Przeskok z stricte deathgrindu na taką mieszankę tematyk to bardzo dobry pomysł. From Blessings To Violence, mimo całkiem pokaźnej jak na takie klimaty długości, ani przez chwilę mnie nie nużyło, serwując kolejne pomysły w zawrotnym tempie. Każdy kolejny strzał prezentuje trochę inne podejście do ekstremy, a muzycy mogą dowolnie eksperymentować. Z drugiej strony, przez to album jest dużo mniej zwarty niż Condemned To The Torture, oraz nierówny, choć to nie są ogromne wahania. Jeżeli czegoś tu potrzeba, to przebojowości. Chyba tylko The Vanished Land głębiej werżnął mi się w pamięć, reszcie kawałków brakuje czegoś, dzięki czemu będę sobie je podśpiewywał. A wiem, że Feto In Fetus potrafi to zrobić, Source Of Evil z poprzedniego pełniaka zdarza mi się nucić do dziś.

Nie zmienia to faktu, że From Blessings To Violence bardzo się udał. Jest tu pełno pomysłowych kompozycji, agresywnych temp, mięsistego brzmienia i bezkompromisowej przemocy. Czyli tego, co grindtygryski lubią najbardziej. Na pewno szybko tego krążka nie odstawię.

Feto In Fetus na Facebooku

Ocena: 8,5/10

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Tagi: , , , , , , , , , .