Formis – „Chaozium” (2017)

Mieli do mnie pecha panowie z Formis. A właściwie mieli pecha, bo ja miałem pecha. Chaozium trafiło do moich rąk (a gdzie tam, do uszu, pliki mp3 trudno złapać w łapki) w momencie, w którym sporo się w moim życiu działo. Słuchałem zatem płyty w autobusach, pociągach i samolotach, czyli wtedy, kiedy po prostu musiałem siedzieć na dupie i zadręczać się myślami. I dlatego nic z Chaozium nie zostało w mojej pamięci. Myślami byłem bowiem gdzie indziej. Dlatego też rzetelne zapoznanie się z albumem Formis tyle mi zajęło. Tyle tytułem tłumaczenia samego siebie.
Do rzeczy: Chaozium jest krążkiem ciekawszym, niż się spodziewałem. W zasadzie oczekiwałem jakiejś nowoczesnej thrashowej młócki, choć nie potrafię wytłumaczyć dlaczego. Tymczasem trzeci długograj sosnowiczan przede wszystkim uderza mnie klimatem. Tym bowiem zaskakuje Skaven, pierwszy numer na płycie. Thrash ustąpił tutaj miejsca wręcz blackowemu nastrojowi. Podobny zabieg zastosowany został choćby w Fornelius (ech, te szarpnięcia cienkich strun…). Taki duch unosi się nad całym albumem. Chwytliwsze numery, jak bardziej zdecydowany Alchemizer oparte są na death-thrashowym riffie, tak rasowym i charakternym, że równie dobrze mógłby znaleźć się na jednej z nowszych płyt Vader. Te dwa oblicza – bardziej klimatyczne i bardziej thrashowe – Formis bezczelnie przeplatają. Jeśli pominiemy intro, to okaże się, że utwory numer 2, 4, 6 i 8 są bardziej posępne i więcej w nich nawiązań nawet do wspomnianego blacku, zaś kawałki numer 3, 5, 7 i 9 to już ukłon w stronę thrashu i deathu. Nie oznacza to, że album jest niespójny stylistycznie. Choć konstrukcje utworów mogą od siebie odbiegać, to czynnikiem spajającym Chaozium są wokale Marka Zająca. Gardłowy Formis jest agresywny, ale teksty nadają jego partiom posępności, która sprawia, że świetnie pasuje do obu formisowych stylistyk. Dodam jedynie jeszcze, że dzięki wokalom Chaozium momentami przypomina mi mroczniejsze dokonania Kata. Być może jest tak tylko dlatego, że teksty są po polsku i mój mózg mnie oszukuje, być może jest w tym coś jeszcze, sposób frazowania, układania tekstu na muzyce, a może po prostu jakiś ogólny powiew katowskiej minorowej atmosfery.
Chaozium nie odkrywa nic nowego, ale muszę powiedzieć, że mimo tego płyta wyróżnia się na tle tego, co w tym roku dokonały póki co rodzime kapele oscylujące w podobnych klimatach. W zasadzie jest tu wszystko, co powinno być w dobrym dziele – technika, liryka, forma. Rzadko zdarza się trafić na album, który ociera się o thrash, death i black, którego można będzie z zainteresowaniem posłuchać leżąc na kanapie wieczorem. Większość tego typu albumów to bardziej wizytówki tego, co dany zespół może zrobić na koncercie. Chaoizum to głębszy materiał. Rozbudowane i ciekawe aranżacje, do których potrzeba i wyobraźni, i techniki użytkowej, wciągają i naprawdę cieszą. Polskie teksty, w których nie znajdziecie prostego banału (a banał trawi przecież zdecydowaną większość twórczości w języku kraju znad Wisły), pozwalają natomiast łatwo zanurzyć się w otchłani, którą otwierają przed słuchaczem panowie z Formis. Dla mnie zaskoczenie na mocny plus.

8/10

Jakub Milszewski

Jakub Milszewski

W tradycyjnych mediach obecny od 16-tego roku życia. Pisał już o wszystkim, więc nic już go nie ekscytuje. Na co dzień publikuje w "Top Guitar", Kvlt.pl i Anywhere.pl. Połowa duetu stojącego za książką "Gastrobanda".
Jakub Milszewski

Tagi: , , , , , .