Hela – „Death May Die” (2017)

Podobno nie powinno się oceniać po okładce, ale gdy otworzyłem paczkę ze świeżymi płytami do zrecenzowania, moją uwagę przykuło opakowanie albumu Death May Die hiszpańskiej stoner/doom metalowej grupy Hela. I tak oto płyta krążek szybko znalazł się w moim odtwarzaczu, a z głośników popłynęły monotonne, spokojne i gniewne dźwięki.

Death May Die to drugi studyjny album w dorobku Hiszpanów. Sam zespół istnieje od 2012 roku, kiedy do powstał na gruzach kapeli The Sand Collector. Hela do niedawna była kwartetem, ale na początku tego roku wokalistka grupy, Mireia Porto, zrezygnowała z dalszego grania z kolegami. Jej głos możemy za to usłyszeć na Death May Die i zadawać sobie pytanie, w jaką stronę pójdzie twórczość zespołu bez ciekawej barwy wokalistki. Czas pokaże, czy należy będzie żałować tego rozstania. Póki co, możemy delektować się porcją całkiem smakowitego stoner/doom metalu z żeńskim wokalem, który w ostatnich czasach można w obrębie tego gatunku spotkać coraz częściej.

Krążek grupy Hela rozpoczyna się od instrumentalnego intro, The Gateway, w którym słyszymy recytację, inspirowaną twórczością H. P. Lovecrafta. Ogólnie rzecz biorąc, cały album jest oparty o motywy z powieści tego wybitnego pisarza. Kolejne cztery kompozycje, które serwuje nam Hela, to mocne i ciężkie granie, w którym dominuje zwolnione tempo, proste, acz potężne riffy, atomowe blasty na perkusji, a ponad tym wszystkim, niczym gęsty dym, unosi się magiczny wokal pani Porto. Może porównywanie jej do Chelsea Wolfe to zbyt duży komplement, ale umiejętności wokalne Hiszpanki stoją na naprawdę wysokim poziomie. Same utwory, których długość waha się od ośmiu do jedenastu minut, to prawdziwe pomniki ku chwale gatunku. Nie jest to żadne odkrywanie Ameryki, nie ma tu miejsca na zabawy z progresywą. Jest za to surowy i mroczny klimat, solidnie budowany przez bardzo dobrą warstwę instrumentalną. To ona tworzy tu atmosferę grozy i horroru, a w połączeniu z damskim śpiewem daje udany efekt. Dwa numery, Mother of Monsters i Touched By Evil, bardzo silnie zakorzenione w południowoamerykańskim graniu, stanowią silne wyznaczniki twórczości grupy. Ale to kolejna kompozycja, Dark Passanger, przenosi nas kompletnie na zamglone mokradła i porywa w krainę, gdzie czają się straszliwe upiory. Właśnie tu muzycy odkrywają przed nami swoje karty i pokazują pełne spektrum możliwości. Mniej złożonym i interesującym jawi się utwór Repulsion, który jest poniekąd przedłużeniem motywów, które muzycy podejmują w poprzednich swoich kompozycjach. Album zamyka Bodies In Hell, nieszczególnie wyróżniający się na tle pozostałych numerów, ale wciąż całkiem dobry kawałek muzyki.

Koniec końców, Death May Die to całkiem ciekawa propozycja dla fanów kobiecego wokalu w stonerze. Jeżeli interesuje Was połączenie surowości starego Paradise Lost i budowania atmosfery w stylu The Gathering, to warto zapoznać się z nowym krążkiem hiszpańskiego zespołu Hela. Jest to udana płyta, która może nie zapada szczególnie w pamięć, ale słuchanie jej sprawia dużą przyjemność. Ot, posłuchać raz i odstawić na półkę.

Ocena: 7/10

Vladymir

Vladymir

Now I am become Death, the destroyer of worlds.
Vladymir

Latest posts by Vladymir (see all)

Tagi: , , , , , , , , .