Horisont – „About Time” (2017)

Piękny sen Szwedów z Horisont wciąż trwa. Przenoszą mnie do lat 70. XX wieku swoim magicznym okrętem i słychać, że nie mają zamiaru wracać. Ta niemal mityczna podróż w czasie przynosi nam z początkiem roku ich piąty album About Time, który jest kontynuacją ścieżki, jaką obrali na poprzednim albumie Odyssey (który był swoją drogą kapitalny). Tym razem jest jeszcze więcej space’u i odlotów, ubranych w bardzo ładne prog-rockowe piórka.

Jednak zacznijmy od początku. Każdy, kto zna ten zespół od początku istnienia, wie, że muzyka ich nie jest „ściemą”, a muzycy są w pełni oddani swojej twórczości. Owszem, można być retro i budować wokół siebie atmosferę wielkiego balonu, jednak w przypadku Horisont to bardziej cudowna, muzyczna wędrówka przez dźwięki, przypominające brzmieniem te, które były bardzo grane dawno temu. Wtedy, w latach 70., najważniejsza była jakość, pomysł, a nie bezsensowne uderzanie w struny i ubieranie ładnych ciuszków. Każdy dźwięk zagrany przez Szwedów powoduje u mnie ciarki na plecach i sprawia, że uruchamiam wyobraźnię. Tę muzyczną ekstazę zaczyna The Hive, który wprowadza w klimat całej płyty. Singlowy Electrical buja jeszcze bardziej, wpisując się na listę, jako kolejny koncertowy hit Horisont. Dalej jest przejażdżka przez hard rockowe riffy, świetny wokal i analogowe syntezatory, które potęgują prog-rockowy wymiar muzyki w klimacie dawnych lat. Oczywiście nie jest to żaden zarzut. Momentem kluczowym płyty są dwa utwory – Letare i Night Line, gdzie brzmienie samych instrumentów powala na ziemię. Łkające gitary i pulsująca sekcja rytmiczna w tym pierwszym przypominają kawałki ze słynnego Argus Wishbone Ash, szczególnie jeśli chodzi o harmonię kompozycji. Kiedy dotrwamy do końca longplaya, Horisont serwuje tytułowy numer, który jest esencją albumu. Na uwagę zasługuje kojący wokal Axela, który buduje napięcie na tle pięknie grających dwóch gitar i dźwięków syntezatora. Utwór ten genialnie spina wielką klamrą wszystko w jedną całość.

Za fantastyczne brzmienie albumu odpowiadają Ola Ersfjord i Henrik Magnusson. About Time mogę postawić obok takich klasyków, jak UFO czy wspomnianego Wishbone Ash. Do tego słychać echa brzmienia Yes z czasów Close To The Edge. Czuję, że Szwedzi z Horisont i ich piąta płyta About Time wylądują wysoko w przeróżnych zestawieniach. Moim zdaniem warto sięgnąć po ten album, pieniądze na niego wydane na pewno nie będą stracone.

Ocena 10/10

 

Rafał Morsztyn

Rafał Morsztyn

Jestem maniakiem starego rocka i metalu - uwielbiam grzebać i szukać fajnych rzeczy - organizuje koncerty i promuje polskie podziemie czytam sci fi - oglądam dobre i mało znane filmy
Rafał Morsztyn

Tagi: , , , , , , , , , , , , , .