Horsebastard / Ape Unit – „Horsebastard / Ape Unit” (2017)

Wydawałoby się, że lata minęły odkąd ostatni raz pisałem o plackach tego typu. Macie przed oczami tekst o płycie trwającej niecałe osiem minut, co spowodowane jest w dużym stopniu palącą brwi i wyrywającą plomby prędkością, a i uderzeń w perkusję jest tu suma sumarum więcej, niż na niejednym krążku 30+. Zgadza się, po długiej przerwie znowu będzie o czystym i nieskrępowanym, grindowym armageddonie.

Macie prawo nie kojarzyć żadnego z autorów omawianej siódemki. Dla obu ekip split ten jest czwartym wydawnictwem w historii, przy czym daty sugerują, iż Małpia Jednostka jest nieco starsza (co nie znaczy, że stara). Jak już się rzekło, płyta ma niecałe osiem minut, zawiera odpowiednio sześć i pięć numerów, a winylowym wydaniem zajęła się kolaboracja EveryDayHate, I Feel Good Records, Dead Heroes Label, Grey Water Collective i Vollmer Industries.

Muzyka tu prezentowana to chaos. W obu wypadkach, chociaż Horsebastard lubuje się w nim nieporównywalnie bardziej, a jako że oni krążek otwierają, to od nich też zacznę. I od razu wyjaśnijmy jedną rzecz: może te cztery minuty mogą wydawać ci się niewystarczające by odpowiednio zbesztać i wytarmosić, ale w praktyce prawie od razu zmienisz zdanie. To, co się tu dzieje, to całkiem nieprzewidywalny kosmos. Kolejne motywy zmieniają się jak zdanie twojej dziewczyny, nigdy nie wiesz, kiedy wyskoczy nowy ani jaki on będzie. Chcesz moshowych fragmentów? Proszę bardzo, odpowiada Rabid Denier. Zamarzyło ci się nagle jednosekundowe zwolnienie? No to posłuchaj Observe, Absorb, Abstain. Masz chętkę na blasty? Śmiało łykaj całość, dawno nie słyszałem takiej nawałnicy. Materiał jest świetny, ciągle się tu coś dzieje, nie ma chwili wytchnienia. Nawet ostatni, wolniejszy M’lords M’ladies Mallards jest intensywny niczym filmografia Michaela Bay’a, ewentualnie twórczość australijskiego The Kill, z którym to angielska formacja mi się kojarzy. Bardzo mnie takie granie kręci i teraz prawdopodobnie będę jak na szpilkach oczekiwał kolejnego wypustu Koniodrania.

Druga część splitu nie jest tak pochrzaniona, co nie znaczy, że zaczyna się spacer po przedszkolu. Twórczość Ape Unit dużo łatwiej nazwać kawałkami. Makaroni ragazzi grają coś, co najlepiej będzie nazwać mieszanką grindcore’u i powerviolence, z naciskiem na to pierwsze. Numery kojarzyły mi się z Napalm Death w sumie od pierwszych dźwięków. Też jest szybko, też ostro, jednak nie w tym stopniu co przy Horsebastard. Nie jest to jednak wada czy inny niedorozwój, tylko zaplanowane działanie. Tak więc mamy przebojowe Electro Music Full Of Champions, Crocket Launcher z bardzo fajnym, punkowo-połamanym motywem, oraz najlepszy i najbardziej chwytliwy Between The Burger And Me.

Podsumowując: muzyka od Ape Unit jest bardziej generyczna i łatwiejsza do przewidzenia, natomiast Horsebastard na lewo i prawo rozrzuca hałas, chaos, spontaniczność. Sam wybierz, które granie bardziej ci odpowiada. Osobiście preferuję nieubłaganą szatkownicę, dlatego dla mnie split przejęli Anglicy. Niemniej cały krążek jest bardzo dobrym i intensywnym wydawnictwem. Polecam całym serduszkiem.

PS: dodatkowe pół punktu to oceny dodałem za okładkę.

Ocena: 9/10

 

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Tagi: , , , , , , , , , , , , .