IAMX – „Metanoia Addendum” (2016)

IAMX - "Everything Is Burning (Metanoia Addendum)" (2016)

22 września miała miejsce oficjalna premiera Unfall – nowej płyty IAMXa, czyli projektu brytyjskiego wokalisty i multiinstrumentalisty Chrisa Cornera. W przerwach pomiędzy kolejnymi przesłuchaniami jej warto wrócić do przedostatniego wydawnictwa artysty, wydanego 2 września 2016 albumu Everything Is Burning (Metanoia Addendum).

Już sam tytuł wskazuje, że mamy do czynienia z dodatkiem, uzupełnieniem płyty Metanoia (2015). W jednym z wywiadów wokalista wyjaśnił, że piosenki, które znalazły się na Addendum, zostały napisane na Metanoię, jednak ostatecznie na nią nie weszły. Wydał je jednak jako EP-kę, ponieważ jest z nimi bardzo związany, a nie chciał przenosić ich do innego okresu muzycznego. Są dla niego symbolem jego siły i zwycięstwa nad czasem, w którym zmagał się z depresją. Siedmioutworowy minialbum wzbogacono dziewięcioma interesującymi remiksami piosenek z Metanoi, które odświeżają je i jednocześnie zachęcają do ponownego odsłuchania oryginałów. Twórczość IAMXa na warsztat wzięli tacy artyści, jak Gary Numan czy Mr.Kitty, o ponowne interpretacje pokusił się też sam Corner.

Addendum stanowi uzupełnienie Metanoi. Jest jak wyciszenie po burzy, wytchnienie po pełnym szybkości i ciężaru poprzedniku. Ostateczne zwycięstwo i uśmiech na twarzy. To płyta, gdzie obok trzech mocniejszych utworów mamy też cztery bardziej przypominające ballady, ale takie w stylu Chrisa Cornera, z muzyką, która nie chce być tylko tłem do wokalu, która musi przypominać o swojej obecności i cudaczności. Tempo wszystkich siedmiu piosenek jest zrównoważone, nie ma tutaj galopady, która pojawiła się np. w utworze North Star na Metanoi, ani kontrolowanej wściekłości, jak w No Maker Made Me. Ale są ciężkie bity i dużo naprawdę ładnych, napawających optymizmem melodii. Trochę wyważonego gniewu, trochę strachu, trochę polityki, ale i dużo nadziei, i wyciszenia. Addendum jest dla Chrisa Cornera ostatecznym wyzwoleniem i pożegnaniem z okresem depresji i bezsenności, o którym wspominał w wielu wywiadach.

Światełka w ponurym, andersenowskim świecie

Zaczyna się mocnym uderzeniem Everything is burning i wyliczanką One, two, three i force myself to be still. Sporo szumu na początku, później ciężki jednostajny rytm, wokale – od śpiewu tenorowego, po niskie, zmienione komputerowo dźwięki. Tekst tutaj, podobnie jak przy innych utworach z tego albumu, jest prosty, ale jednocześnie bardzo rytmiczny i dobrze współgrający z muzyką. Kolejny utwór, Dead In This House, w warstwie tekstowej przepełnia również niepokój, jest on przy tym bardziej zrównoważony, jeśli chodzi o rytm. To utwór-podsumowanie i spokojne wezwanie do działania.

źródło: http://iamxmusic.com/press-live/

Jako ciekawostkę warto dodać, że zanim znalazł się na płycie, został wykorzystany w trochę innej (przez część fanów uznawanej za lepszą) wersji w amerykańskim serialu Sposób na morderstwo.

Triggers to kolejne podsumowanie i gorzka refleksja nad konsumpcjonistycznym światem. I znów mamy spokojne, kojące tempo. O wiele łagodniejsze niż przy dwóch pierwszych utworach. Wokale są jednak pełne emocji, ale nie złości, więcej tutaj zgorzknienia przeplatanego smutkiem. Jest źle, ale tak po prostu jest.

Scars jest bardziej niespokojne. Dźwięki niczym z bajkowej pozytywki, pianino naciskane przez spieszącego się kota, który postanowił dobrze wykorzystać wszystkie swoje cztery łapy, historia Dzielnego ołowianego żołnierzyka, który nie wie, czy pali go ogień, czy miłość. To jedna z dwóch na tym albumie piosenek o miłości, które dają siłę. Drugą jest The Void z dzwoneczkami i tekstami pełnymi nadziei i spokoju. Piosenka ta, słuchana w okolicach grudnia, brzmi jak kolęda. Zaprzęg i św. Mikołaj już spieszą, gwiazdy świecą, płatki śniegu spadają na kominy londyńskich domów, a gdzieś w tle głos Chrisa Cornera i niemal anielskie chórki.

Gwiazdy uśmiechają się na pustyni

Majestatyczny i poważny nastrój powraca wraz Eternity. IAMX wzywa wieczność, by uzupełniła go. Gwiazdy i pustynia to jego sprzymierzeńcy, którzy podobnie jak rytm tego utworu, powolny, ale pewny, silny i majestatyczny, potrafią koić. Utwór ten, obok otwierającego album Everything is burning, zdecydowanie się wyróżnia, jest najlepszy. Obydwa łączy siła i przestrzenność.

Pianino powraca wraz z ostatnią piosenką – Turning Crimson, doskonale akompaniując zwielokrotnionemu głosowi wokalisty. Wielogłosowość powtarza się w tym utworze kilka razy, czasem grając pierwsze skrzypce, a czasem oddając palmę pierwszeństwa wokalom, delikatniejszym, bardziej śpiewnym lub przesterowanym komputerowo. To utwór, który mimo pesymistycznego tekstu przemienia się z każdą minutą w kołysankę. I feel nothing – głosi ostatnia fraza, którą można zrozumieć. Później następują fragmenty słów, które brzmią trochę jak mieszanka ludzkiego i kociego języka. To kolejna ładna piosenka, bo ten album właśnie taki jest – „ładny”. To słowo nielubiane ostatnio, wręcz unikane. Wszystko jest „wspaniałe”, „świetne” czy „złe” lub – o zgrozo – „epickie”. Duże wielkie słowa, a tutaj mały, uroczy album.

 

Ocena: 8/10

Tagi: , , , , , , , , .