In Somnia – „For the Harvest” (2017)

Austriacka In Somnia do rodzimego labelu Via Nocturna zawitała w 2017 roku na okoliczność premiery swojego drugiego krążka For the Harvest. Z muzyką nie przyszły żadne austriackie dobra – ani stoki narciarskie i lodowce, ani muzyka Mozarta, ani nawet cukiernicze wyroby. Nie mam wglądu w księgi wytwórni, ale podejrzewam, że In Somnia nie przyniosła też specjalnych zysków. Ot, w miarę znośne, solidne granie, zupełnie niecharakterystyczne. Na Facebooku 700 fanów, na Spotify 30 słuchaczy. Dupy nie urywa, nie?

In Somnia nie jest materiałem na gwiazdę. Takie zespoły z dolnej półki, które niby nie mają problemu z opanowaniem instrumentarium, napisaniem i nagraniem piosenki, ale jednocześnie nijak nie przyciągają, nie sprawiają frajdy, nie wywołują emocji, funkcjonują raczej jako metalowy plankton, grywając po małych budach, a czasami, jak się poszczęści, łapią jakiś support przed kimś większym (ale też nie jakoś specjalnie dużym), kiedy przyjeżdża do miasta. A jak się jeszcze bardziej pofarci, to zespół będzie robił za dawcę organów do innych lokalnych bandów, ale nieco większych. Nie zrozumcie mnie źle – wiem, jak funkcjonuje podziemie muzyczne i zdaję sobie sprawę z wagi tego planktonu. Bez planktonu nie ma życia w morzu. Ale plankton służy głównie do bycia pożeranym i to bynajmniej nie przez rekiny.

Skąd takie czarnowidztwo w przypadku austriackiego kwintetu? Stąd, że katuję For the Harvest jakieś dwa miesiące już i nic z tej płyty nie pamiętam, poza ogólnym wrażeniem rzecz jasna. A ogólne wrażenie jest takie, że panowie bardzo mocno zapatrują się w Children of Bodom, ale brakuje im trochę ikry, żeby dogonić pana Laiho, choć opanowali niemal do perfekcji podrabianie niektórych elementów charakterystycznych dla bardziej znanych kolegów z Finlandii. Trzeba tutaj jednak oddać Austriakom, że kombinują też nieco po swojemu, nie brnąc w ślepe naśladownictwo. Children of Bodom są bez wątpienia bazą i In Somnia jeszcze nie ma na tyle jaj albo doświadczenia, by się od niej zbyt daleko oddalać, ale próbuje. Objawia się to przede wszystkim w dużej ilości melodii. Okej, w COB też jej nie brakuje, ale na For the Harvest wokalista Simon równie chętnie śpiewa, co drze ryja, a instrumenty lubią zrobić mu ku temu sporo miejsca. Generalnie drugi album długogrający In Somnii brzmi trochę jak połączenie Bodom ze Scar Symmetry.

Trzeba powiedzieć jasno, że to nie jest ani zła płyta, ani dobra. Jest nijaka. Może jest na niej parę ciekawych riffów i melodii, zespół nie rozjeżdża się, gitary stroją, a wokalista nie fałszuje, ale nie ma w tym nic więcej. Jest tylko poprawność, która sprowadza For the Harvest do roli muzyki tła, muzaka, supportu, który gra wtedy, kiedy ty stoisz w kolejce do baru. Jedynym fragmentem, który rozświetla całość, wprowadza do niej coś nowego, jest numer Heil Dollar, który brzmi tak bardzo inaczej, że miałem podejrzenie, że to cover jakiegoś starego rock’n’rollowego kawałka, ale nie znalazłem takiej informacji we wkładce. Znalazłoby się jeszcze pewnie parę patentów tu i tam, ale wszystkie i tak nikną w tej zupie. Nie pomaga też fakt, że album jest długi – 67 minut nudnej poprawności w duchu Children of Bodom.

5/10

Jakub Milszewski

Jakub Milszewski

W tradycyjnych mediach obecny od 16-tego roku życia. Pisał już o wszystkim, więc nic już go nie ekscytuje. Na co dzień publikuje w "Top Guitar", Kvlt.pl i Anywhere.pl. Połowa duetu stojącego za książką "Gastrobanda".
Jakub Milszewski

Tagi: , , , , , , .