In Twilight’s Embrace „The Grim Muse” (2015)

Oj dobrą promocję chłopakom z In Twilight’s Embrace robi Arachnophobia. Całkiem głośno o tej kapeli ostatnio. Anonsowani są, że niby tacy szwedzcy, ale nie jak In Flames, i że melodyjni… ale niby że jak At the Gates
Okładka myli całkowicie, niczym jakiś blackowo-folkowy projekt, jakimi ostatnio obrodziło u nas. Szata graficzna płyty, prócz zdjęć, idealnie potwierdza skojarzenie z czarną odmianą metalu… Tymczasem nic bardziej mylnego. In Twilight’s Embrace na swym trzecim albumie The Grim Muse to death metal z geograficznym wskazaniem na Szwecję.

Początek płyty już wiele obiecuje, rozlega się dźwięk dzwonów/zegara?, wchodzą gitary, konkretne bicie perkusyjne, następuje melodyjne rozpędzanie, a w tle zawodząca gitara, fajny bas,… Kurna, nie wiem skąd, ale gdy pierwszy raz tego słuchałem, to pojawiła się u mnie dziwaczna obawa, by nie spieprzyli tak dobrego początku!!! Nie ma na to szans. A ten otwieracz – wspomniany Postmodern Postmortem – to mogę słuchać na okrągło. Dla tego kawałka warto mieć ten album. Poważnie. Tak się „robi” początek płyty, nie intro na klawiszach, sample, nie pierdolniecie z niczego, ale właśnie narastające napięcie, do tego pięknie tempo nabija perka. No to możemy… napierdalać.
Drugi utwór, Dystopian. Genialne, genialne… banalnie genialne. Mamy oto szwedzkie granie w polskim wydaniu. Niby proste powiedziałem? Nic bardziej mylnego. In Twilight’s Embrace to nie kopiści! To objawienie dla mnie tego typu grania w Polsce, od czasu Enter Chaos (pamiętacie?!) nie słyszałem tak fajnie brzmiącego death metalu, gdzie szwedzki brzmi jako komplement, nie zaś skojarzenie z nachalną i tanią melodyką.
Zdarty wokal, czy tu czuć At The Gates? Pewnie tak, ale po kolejnym przesłuchaniu wszelkie skojarzenia tego typu definitywnie ulatują. Wszak komu są potrzebne takie bzdetne punkty zahaczenia, gdy In Twilight’s Embrace pięknie otwiera sobie drogę do płyty roku, a przynajmniej mojego prywatnego topu…
Tak, wiem, nic odkrywczego nie grają, tak wiem, The Crown też by mogli zagrać taki Der Hellseher… Może i mogliby, ale In Twilight’s Embrace lepiej na pewno by to wyszło. Bez dwóch zdań The Grim Muse zajebistą płytą jest i basta!

Coś więcej? Tak – wokal. Na szczęście dawno minęły czasy, gdy ten aspekt – czytaj „akcent” zdradzał polskie kapele. Tutaj, na The Grim Muse – facet zawodowo i z pasją zdziera gardło, a my mamy frajdę przytupując nogą do kolejnych rytmicznych taktów…
Melodia… takie passe słowo, ale trzeba powiedzieć, że za nią wszak kocham szwedzki death metal… Za pełną nostalgii melodykę, gdzie echa Dismember przelatują przy finale 3 utworu… Tu nie ma nacisku na pozbawione emocji techniczne niuanse. Aczkolwiek sama płyta The Grim Muse prostą nie jest.

Rzetelne splunięcie i mamy oto A Wolf I Remain… Czy mam napisać, że jest fajny? Tak, jest świetny…
Bo tak naprawdę całą ta płyta The Grim Muse aż skrzy od pomysłów, fajnych aranżacji… Zapomnijcie o moich skojarzeniach, ten album ma swoją tożsamość. Długo jeszcze „gra” w głowie po wysłuchaniu…

A gdy podczas słuchania tego krążka, w paru momentach włączą się piękne skojarzenie z Dissection, a jestem oddanym wielbicielem jednego takiego albumu, co go lata wstecz Morbid Noizz na kasetce wydał, to i od razu chłopaki z Poznania łapią u mnie plusa… Zagrać z echem Dissection, a nie popaść w banał, to jest coś. Płynne przejście i gdyby nie wyświetlacz odtwarzacza CD, to bym nawet nie zauważył, jak pięknie następuje piaty kawałek…
Finał szóstego – Fullmonon strain – to najlepsze tradycje szwedzkiego grania, czyli średnie tempo wzmocnione perką i specyficzną melodyką, idealnie przynależną temu nurtowi…
No i oto 7-my kawałek, pięknie zalatuje Dissection, by po chwili ustąpić klasycznej formie. Po samplu monologu rusza 8-my utwór No, a ja przyłapuje się na tym, że dawno nie słuchałem paru ulubionych płyt tego nurtu, co onegdaj były na kasetach. Człowiek wykupił je na CD i odstawił na półkę, tymczasem dzięki In Twilight’s Embrace mam znów piękne uczucie de javu, które będę musiał skonfrontować z całą baterią dawno nie słuchanych płyt…
No i klasycznie polecieli w stylu Dissection na The Grim Muse, ten dźwięk gitar, wrzask, melodyka. Ależ to zajebisty utwór… Trudno jest pisać coś o bardzo dobrych albumach bez popadania banał… Słucham tego albumu, po raz n-ty i stwierdzam to samo… Rewelacja.

Jak tak mogę długo ich chwalić. Wy sobie lepiej tę reckę odpuście, bo tak naprawdę szkoda czasu, nic Was tu już nie zaskoczy. Album In Twilight’s Embrace The Grim Muse jest przedni i nie ma potrzeby, by go nachalnie chwalić, sami to zrozumiecie, gdy go wysłuchacie. To cholernie spójny album, gdzie nie ma wypełniaczy, nie ma przesłodzenia, czy zbytniego zbrutalizowania…
Pamiętajcie me słowa, jeżeli nie spieprzą swego potencjału, to będą wielcy. Cholera, ależ bym sobie ich na żywo obejrzał!!! Oby ta myśl w realne zdarzenie się przeistoczyła. Bo na deskach ten album musi być rewelacyjny!

Ocena: 9/10

Tomasz

Tomasz

Jako totalne beztalencie muzyczne mogłem zostać tylko internetowym krytykantem, tfu, recenzentem. W wolnych chwilach nabijam kabzę spekulantom sprzedającym płyty CD.
Tomasz

Tagi: , , , , , , , , .