Khmer – „Larga Sombra” (2017)

Jeżeli zainteresowałeś się tym albumem z powodu okładki, i liczysz na smutne, dołujące dźwięki… to szukaj dalej. Khmer oszukuje w tej materii, depresyjność pozostawiając szacie graficznej, logosowi, merchowi, może też tekstom w rodzimym języku. W takim razie z czym mamy do czynienia? Ano, z gatunkiem, który bardzo lubię: wyczernionym crust punkiem.

Larga Sombra to drugi pełny album hiszpańskiej załogi. Znajdziecie tu osiem numerów grających razem przez około dwadzieścia minut. Jak to często bywa w przypadku ogólnopunkowej stylistyki DIY, wydaniem zajął się szereg labeli, z których głównie wybijają się WOOAAARGH, Violence In The Veins i Long Legs Long Arms. Resztę znajdziecie w tagach.

Khmer jest świetny dla ludzi, którym nowe, metalcore’owe wcielenie Ancst zupełnie nie pasuje, a Iskrę słyszeli już milion razy i mają ochotę na coś innego. Chwytliwe, przebojowe, punkowe motywy łączą się tu z black metalem tworząc mieszankę nie tak negatywną niż taki Moloch na przykład, niemniej równie agresywną. Podstawą jest crust punk, do którego dodano bardzo jadowity wokal i kilka nawyków gitarowych, nie przesłaniających jednak zadziornego ducha Khmer. A tego widać już od samego początku. Larga Sombra (I, II) jest bardzo dobrą wizytówką całej płyty, więc jeżeli chcesz ten album sprawdzić, sugeruję zacząć właśnie od tego kosiora. Znajdą się tu i melodyjne wybiegi, i taneczna potupajka a także odrobina nostalgii, wszystko zmiksowane w idealnych proporcjach. Później trafisz także na bardzo blackmetalowe zwolnienie na Perdiste El Filo, jeszcze więcej czerniny na Soledad, szaloną gonitwę na El Ardor De La Crueldad. Te części krążka są świetne.

Rozterki zaczynają się, gdy do puli wyżej wymienionych strzałów dorzucisz resztę. Corriendo Tras El Fuego jest po prostu przerywnikiem przypominającym balladę. Niedługo później następuje A Este Lado De La Luna, uderzający w bardzo podobne tony. I choć z czasem dochodzą tam wszystkie instrumenty, i trochę nieśpiesznego urozmaicenia, to jednak oba te numery oddzielone są tylko dwoma wybuchowymi minutami El Ardor De La Crueldad. Razem to się po prostu nie zgrywa, jest chaotyczne w złym, nieprzemyślanym znaczeniu. Podobnie można pomyśleć o ostatnim …Para Ver El Mundo Arder, instrumentalu przywodzącym na myśl trochę klimat westernu. Nie przeczę, jest bardzo przyjemny, ale zupełnie niewpasowany w całość Larga Sombra. To tak, jakbyś wziął płytę Martyrdod i na zakończenie dodał numer od Sólstafir. Lepiej byłoby okroić płytę do spójnej treści i zrobić z niej EP-kę, a spokojniejsze fragmenty zostawić na inne wydawnictwo.

Jeżeli chodzi o brzmienie , jest zrealizowane na bardzo dobrym poziomie. Nie znajdziecie tu brudów i skaz typowych dla DIY. Dźwięk jest równy, czysty, dość ostry, zimny i wyraźny. Bardzo podoba mi się brzmienie perkusji. Może tylko wycofałbym trochę wokal, poza tym jest świetnie.

Khmer udowadnia, że potrafią tworzyć muzykę zróżnicowaną i przyjemną. Kłopot w tym, że trochę pośpieszyli się z wydaniem tej płyty. Larga Sombra to dwa typy dobrych i odmiennych dźwięków, które razem spięte tracą nieco magii. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by słuchać utworów wybiórczo.

Khmer na Facebooku

Ocena: 7,5/10

 

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Tagi: , , , , , , , , , , , , , .