Kremlin – „Decimation of the Elites” (2017)

„Tęsknisz za starymi, dobrymi czasami, gdy martwe nie zawsze było martwe, a chaos rozlewał się niczym wieczny potok? Nie musisz wchodzić do grobu by doznać tajemnic ścieżki lewej ręki! Poznaj Kremlin!”

Gdyby promocja płyt deathmetalowych była realizowana przez reżyserów reklam leków i budyniu, tak zapewne brzmiałaby zapowiedź pierwszego pełnograja kanadyjskiego tercetu. Kremlin (swoją drogą, ciekawy dobór nazwy. Teraz będę czekał na kapelę zwaną Bundestag) został wydany przez Godz Ov War Productions. To dziewięć numerów, nie zgadlibyście, death metalu w starym szwedzkim stylu. Co bystrzejszy czytelnik powinien zresztą rozszyfrować to po pierwszym akapicie. Cały krążek trwa nieco ponad pół godziny.

Decimation of the Elites to bardzo dobrze zrealizowany hołd dla takich zespołów jak Entombed czy Dismember. Nie ma tu zbyt wiele oryginalności, choć nie jest to zwykły rip-off. Płytę uznałbym raczej za wyraz szacunku do idoli i poczucie tożsamości z ich muzyką. Kremlinowi tak właśnie gra w duszy, i gdyby panowie żyli trzydzieści lat temu w Szwecji, to na pewno ich projekt wpisywałby się teraz w panteon klasyków szwedzkiego death metalu. Całość krążka nasiąknięta jest ową stylistyką, znajdziemy tu więc i chaotyczną agresję, i skoczną taneczność, i blasty, i punkowe zagrywki, do tego bardzo dużo energii, oraz, przede wszystkim!, sympatii do tej muzyki. Afekt ten wycieka z dźwięków na każdym kroku, tak więc niezależnie, czy słuchasz bujającego At War, czy wyposażonego w chwytliwe chórki Devilution, czy porywającego Flat Earth, czy żonglującego tempami Decimation of the Elites, poczujesz naprawdę mnóstwo serca i zaangażowania w projekt. Jeżeli chodzi o numery, to wspomnieć jeszcze muszę o Exterminate the Shapeshifters i pysznym motywie pojawiającym się mniej więcej w połowie tego numeru. Choć, prawdę mówiąc, ci z was, którzy zęby zjedli na szwedzkiej śmierci, nie potrzebują żadnych opisów. Kremlin gra w tej materii bardzo klasycznie, co nie znaczy przecież, że źle. Przeciwnie, każdy fan takich klimatów powinien poczuć momentalny strzał serotoniny, co poniektórzy prawdopodobnie zaczną również rytmicznie potrząsać pewnymi częściami ciała. Tym bardziej, że dodatkowego smaku płycie nadaje jej brzmienie, którego nie powstydziłby się ani Grave ani Bloodbath.

Nie ma tu dużo więcej do opisywania. Decimation of the Elites to bardzo solidny debiut i mocna pozycja w katalogu wydawcy. Jeżeli szukasz czegoś odkrywczego i oryginalnego, to Kremlin pominiesz, ale nie oszukujmy się: to nie po to został stworzony. Natomiast deathmetalowi maniacy będą bardzo szczęśliwi.

Ocena: 7/10

Kapitan Bajeczny

Kapitan Bajeczny

Czarny Piotruś redakcji. Niespełniona artystycznie i intelektualnie dusza. Pajac z wyboru, pisak z przypadku. Gdyby zajmował się magią, miałby ksywę The Great Retardini.
Wobec powyższych faktów miłość do ekstremy i ekskremy w postaci grindcore wydaje się być całkowicie uzasadniona.
Kapitan Bajeczny

Latest posts by Kapitan Bajeczny (see all)

Tagi: , , , , , , , , .