Krieg – „Sono Lo Scherno” (2017)

Jankesom nigdy nie było po drodze z black metalem. Przy tak potężnej scenie death i thrash, siła oddziaływania blackowej amerykańskiej socjety wydaje się znikoma. Krieg pozostaje jednak wierny inspiracjom płynącym od najczarniejszej ze sztuk. Biorąc pod uwagę bogaty dorobek grupy (lista EP i splitów robi wrażenie) i długie lata działalności kapeli z Somers Point, można ich uznać za prawdziwych blackmetalowych weteranów i heroldów amerykańskiej ziemi, zwłaszcza, że każdy z członków udzielał się jeszcze w kilku (a jak w przypadku wokalisty – w ponad dwudziestu!) innych kapelach. Dodajmy, że album Sono Lo Scherno, wydany pierwotnie w 2005 , a wznowiony ponownie w tym roku, portretuje wczesny okres w działalności grupy, zawierając w sobie nagrania z sesji z lat 1998-1999.

Być może właśnie dlatego, że nie musieli się na nikogo oglądać, z nikim mierzyć, nie czuli na plecach trupiego wyziewu konkurencji. Panowie z Krieg stworzyli ze znanych i prostych elementów coś swojego. Owszem, chaotycznego, szalonego, kpiącego sobie z przyzwyczajonych do klasycznych riffów słuchaczy, ale czy nie o to właśnie w black metalu chodzi? W takich utworach, jak Knights of the Holocaust, Slit Their Throats to the Spine czy Shadows of the Fallen Kingdom odzywa się pierwotny chaos, złość, brutalność. Wymienić zresztą należałoby większość kawałków, gdzie dzikie wrzaski Jamesona, bulgoczący bas, dudniąca perkusja i chore riffy nielicznym maniakom dadzą ukojenie. Jest w tym siła pierwszych nagrań Mayhem, gdzie forma służyła plugawej treści, gdzie szokowanie było ważniejsze od przypodobania się komukolwiek. I nikt nie mógł liczyć na łagodne potraktowanie bębenków słuchowych. W przypadku wczesnej twórczości Krieg jest podobnie. Kompromisy są dla słabych.

Niemniej jednak kapela, przy całej złowieszczej prostocie swego grania, proponuje słuchaczowi wiele intrygujących wtrętów. Z pewnością nie może dziwić mroczny, ambientowy wstęp w postaci Seven Plagues, Seven Houses. Hallucinations in the Withered Eden przywołuje klimat jak horroru. Maelstrom to wręcz blackowa mini suita – w krótkim utworze udało się zawrzeć i monumentalny, wściekły metal z wolniejszym, posuwistym riffem, i dźwięki akustycznej gitary (wciąga jak tytułowi wir i nawiązujące do niego opowiadanie Edgara Allana Poe). Podobnie rzecz się ma z Ruin Under the Burning Skies, w którym oprócz black/death metalowej jazdy usłyszymy też dźwięk cymbałów i chorały gregoriańskie na koniec. Hypnotic Decay brzmi jak makabryczna kołysanka, a w Blackash Snowfall i Plague Waltz odezwą się mroczne, hipnotyzujące klawisze. Fanów death metalu w czystej, pierwotnej, nieokrzesanej postaci z pewnością ucieszy przeróbka pochodzącego z repertuaru Nunslaughter Power of Darkness, który w wydaniu Krieg ma w sobie coś z wczesnych dokonań Bolt Thrower.

Znowu propozycja z tych „nie dla wszystkich”. Jako ciekawostka dokumentująca początki black metalu na północnoamerykańskim kontynencie, powinna znaleźć się na półkach najbardziej zagorzałych maniaków stylu. Jednak pod brudem i pleśnią – być może dla wielu czyniących całość nie do strawienia – znajduje się tu na tyle ciekawej, acz chorej muzyki, że pewnie płyta Sono Lo Scherno znajdzie swoich oddanych amatorów. W końcu jedni zwiedzają drogie restauracje, inni wolą padlinę.

ocena: 7.5/10

Oficjalna strona zespołu na Facebooku

Paweł Lach

Paweł Lach

Od dłuższego czasu pisuje o muzyce (i nie tylko) dla różnych portali. Nie słucha latynoskiego folkloru i power metalu, poza tym jest w stanie znieść wszystko.

http://lach.kf-oswiecim.net/
Paweł Lach

Latest posts by Paweł Lach (see all)

Tagi: , , , , , , , , , , .