Krimh – „Gedankenkarussell” (2017)

Pod szyldem Krimh kryje się austriacki multiinstrumentalista Kerim Lechner, znany głównie z bębnienia w Decapitated, Behemoth czy Septicflesh. Artysta to niezwykły, bo mimo dość młodego wieku jest już uznanym w swoim kunszcie muzykiem, w tym kompozytorem – bezsprzecznie utalentowanym na wszystkich poziomach swojej działalności. 26 kwietnia br. ukazało się najnowsze, trzecie po Explore (2013) i Krimhera (2014) wydawnictwo Krimha pt. Gedankenkarussell. I z miejsca apeluję: jest to pozycja warta zauważenia. Raz, że Krimh operuje niezwykłą lekkością w budowaniu chwytliwych instrumentalnych pasaży, a jednocześnie łamie je i prostuje, zachowując przy tym równowagę. Dwa, tym razem (ku mojej uciesze) na Gedankenkarussell większy nacisk położono na elementy budujące atmosferę – subtelne elektroniczne tła czy odgłosy natury, melodyjność, a przede wszystkim wokale, i to nie byle jakie. 

Pokuszę się o stwierdzenie, że wybór wokalistów na trzeci album Krimha był co najmniej trafny, żeby nie powiedzieć rewelacyjny, bo znaleźli się tu naprawdę dobrzy gardłowi: Rafał „Rasta” Piotrowski (Decapitated), Chris „VokillCovers” Breetzi czy Silva Raziel (Thorns Of Ivy), plus w moim odczuciu perełki w postaci jednych z najciekawszych, czy butnie sugerując – najlepszych, rodzimych materiałów eksportowych: Patryka Zwolińskiego (ex-Blindead, Proghma-C) i Zofii „Wielebnej” Fraś (Obscure SphinX). Ta dwójka wyjątkowo wybiła się na albumie, dodając specyficznego smaku „swoim” kompozycjom, i wyróżniając je ponad inne (The Harm, Nothing, Żałość) wachlarzem swoich umiejętności, nie tylko wokalnych, ale i dopełnienia kompozycji niewymuszoną autentycznością i klimatem. Od początku na plus zasługuje brzmienie, połączenia potężnej sekcji rytmicznej z wokalami, które ani nie dynamizują, ani nie giną w tle, jest spójnie i zgrabnie. Oprócz zróżnicowanych wokaliz, album zdecydowanie zachwyca wielowarstwowością. Może mniej tu śmierć metalowego zacięcia, którego się spodziewałam, ale absolutnie wspomniana melodyjność czy nawet piosenkowość niektórych utworów (szczególnie pięknie otwierający klimatyczny The Harm) nie odbierają całości ciężkości i mocy. 

Rozłóżmy płytę na części pierwsze. 9 utworów, 40 minut podróży po death, black i groove metalowych ścieżkach w nowoczesnym wydaniu. Gedankenkarussell jest albumem parabolicznym, nie tylko rozdzielając poszczególne numery, ale zaglądając uważnie do każdego z nich. Zabieg jest o tyle ciekawy, że słuchając albumu, rozgraniczenia utworów zaakcentowane nie tylko zmianą temp, ale i barwami różnych wokali nie muszą być jednoznaczne. Utwory jednocześnie nie są przesadnie długie czy przekombinowane złożonością. Sekcja rytmiczna wyraźnie błyszczy, zmienia się w zwrotkach, przyspiesza lub zwalnia w refrenach i na odwrót, ale nie przytłacza, daje bardziej uwydatniony przekrój technicznych popisów. Czego jednak wyraźnie mi zabrakło, to ciekawsze partie gitar. Nie ma właściwie zapadających w pamięć riffów, jak chociażby w refrenie Nothing, w całości trochę brakuje rozpiętości gitarowej i wyrazistości, szczególnie w porównaniu z poprzednimi albumami Krimha (popis Jakuba Żyteckiego w utworze Linfen z albumu Explore to była gratka!). Uwagę zwracają zróżnicowania gatunkowe w utworach – bardziej wolniejsze fragmenty w post-metalowych elementach w intrach, jak w utworze Negative, gdzie finał zamienia się w porządną młóckę, włączając nawet nieśmiały core, by powrócić do spokojniejszego epilogu, czy soczyste blasty i growl, jak w zwrotkach A Tale Left Untold, by totalnie zgasić dynamikę utworu smutnym, wręcz poruszającym czystym, niskim wokalem Silvy Raziela. Totalnie odstaje utwór Żałość w języku polskim z udziałem Wielebnej. Kawałek jest szeptany z ponurym nuceniem przechodzącym we wrzask w tle, tak czarny, mocny, a jednocześnie pięknie ilustrujący tę… żałość (po stracie?) dosłownie. Przysłowiowe ciary? O tak, tym bardziej że z transu kompletnie wyrywa numer ostatni Enter My Inner Void i z miejsca stawia na nogi, by po krótkim acz potężnym łomocie zakończyć album długim, pięknym, smyczkowym outro.

Krimh to burza i niezmierzone ilości wrażliwości w tornadzie gwałtownych i kopiących po trzewiach kompozycji. Gedankenkarussell to jeszcze nie są wyżyny możliwości i pomysłowości tego artysty. Takie mam wrażenie. Stwierdzenie, że album jest dojrzalszy, z wizją artystyczną zawstydzającą niejednego starszego kolegę po fachu, to banał. Z każdym kolejnym krążkiem poprzeczka stawiana jest coraz wyżej. Na pewno niniejsze wydawnictwo wyróżnia się przemyślaną konstrukcją utworów i dopracowaniem w detalach. Gdyby jeszcze dorzucić szczyptę (albo pięć) interesujących, mocniej wyeksponowanych gitarowych riffów, byłoby jeszcze lepiej i jeszcze piękniej. Niemniej jednak, doradzam i zachęcam sięgnąć po Gedankenkarussell i popłynąć z Krimhem w jego muzyczną rzeczywistość.

Na koniec dygresja – Krimh podkreślał w niektórych wywiadach, że filozofia wydawania płyt własnym sumptem jest mu bliska ze względu na wolność wyboru i jakość swojej pracy, za którą – jako projekt jednoosobowy – odpowiada tylko i włącznie on sam. Na dodatek Gedankenkarussell z dniem wydania pojawił się w sieci w całości do odsłuchu na popularnych serwisach muzycznych. Osobiście jestem pod wielkim wrażeniem, jak ten album brzmi, jaki udało się zebrać skład wokalny, i jak wypada na tle innych, wielkich produkcji. Ludzie to jednak potrafią zachwycać. 

Ocena: 8,5/10

Tagi: , , , , , , , , , , , , , .