Lonker See – „One Eye Sees Red” (2018)

Trzeba przyznać, że od kilku lat wydawnictwo Instant Classic jest prawdziwą kuźnią talentów, tworzącą przestrzeń artystyczną dla wielu spośród najciekawszych polskich projektów muzycznych. Wystarczy wymienić tutaj Thaw, ARRM, Lotto, BNNT czy The Stubs. Jedną z czołowych pozycji w wydawnictwie bezsprzecznie zajmuje gdyński Lonker See, zespół, który powoli staje się cennym skarbem narodowym. Niedawno ukazał się ich najnowszy materiał, opatrzony nazwą One Eye Sees Red. Nie ma wątpliwości, jest to kolejny błyskawiczny klasyk w wydaniu Gdynian.

Tym razem czterdziestominutowy krążek składa się z trzech kompozycji. Utwór Lillian Gish swój tytuł zawdzięcza amerykańskiej aktorce, znanej przede wszystkim ze swych ról w kinie niemym. Podczas trwającej osiemnaście minut kawalkady dźwięków nie usłyszymy wokalu basisitki Joanny Kucharskiej, który pojawi się dopiero w kolejnych dwóch numerach. Lillian Gish jest spokojnym, monotonnym wręcz utworem, który nabiera tempa i agresji podczas zbliżania się ku końcowi, by rozwiązać się fantastycznym crescendo. Motywy tu zawarte oscylują gdzieś pomiędzy rockiem psychodelicznym lat sześćdziesiątych a późniejszymi inspiracjami elektronicznymi. Z jednej strony odwołanie do pewnego rodzaju ludowości, która urzeczywistnia się w postaci występującego na początku utworu fletu i delikatnych bębnów. Z drugiej zaś, syntezatory, które finalizują złożoną feerię barw gitary i saksofonu pod koniec. Jazzująca perkusja i bas w środku, a także wpadający w ucho motyw na saksie otwierają przed słuchaczem kolejne drzwi. Śmiem twierdzić, że Lillian Gish to najlepsze, co ukazało się dotychczas pod szyldem Lonker See. Powolne tempo kompozycji genialnie przełamuje mocne przejście około dziesiątej i jedenastej minuty, kiedy muzycy grają mocniej, głośniej, ostrzej. Wstawka urywa się, a karawana jedzie dalej, krok za krokiem zbliżając nas do wspomnianego finału. Złożoność struktur w tym utworze sprawia, że jego odbiór jest niejednoznaczny, choć ze wszech miar pozytywny.

W tym momencie płyta mogłaby się zatrzymać, odtwarzacz pokazać stop, ale nie, Gdynianie jeszcze nie powiedzieli ostatniego słowa. Numer dwa to Solaris Pt. 3 & 4. Kontynuuje on astralną podróż, która rozpoczęła się wydanym w 2015 debiutem pod tytułem Solaris Pt. 1 & 2, kiedy Lonker See było duetem gitarzysty Bartosza „Boro” Borowskiego i basistki Joanny Kucharskiej. Tym razem w pełnym składzie, z Michałem Gosem za zestawem perkusyjnym i Tomaszem Gadeckim, czarodziejem saksofonu i syntezatorów, trzecia i czwarta część Solaris to kompozycja, która świetnie wpasowałaby się w klimat czarno-białego kina kryminalnego, wiecie, takiego z prochowcami, kapeluszami i dużą ilością dymu papierosowego. Jak wspaniale byłoby zobaczyć taki film z muzyką Lonkerów! W ciągu siedemnastu minut widzimy zespół z innej strony, bowiem struktura tego połączonego utworu nie daje szansy na podkręcenie tempa. Jest spokój, dystans i chłodna melodia. W budowaniu atmosfery grupa osiągnęła prawdziwe mistrzostwo.

Potwierdza to ostatnia kompozycja na płycie, tytułowy One Eye Sees Red, którego poznanie przywodzi na myśl niepokój i grozę obecną w twórczości Davida Lyncha. Z hipnotyzującym wokalem na początku, dzikim saksofonem i przyspieszającą perkusją, ten pięciominutowy kawałek przepełnia słuchacza strachem i niepewnością. Góra dźwięków, która spada na nas niczym lawina, może być nie do zniesienia, choć wcale nie oznacza to, że One Eye Sees Red nie da się słuchać. Wręcz przeciwnie, pogmatwane dźwięki, ostre brzmienie i nagłe urwanie wszystkiego każe krzyczeć „więcej, więcej!”, ale dalej nie ma już nic. Tylko pustka, cisza i żal, że to już koniec.

Grupa Lonker See z każdym nowym wydawnictwem osiąga coraz to wyższe szczyty muzycznej perfekcji. Trzeba pochwalić muzyków za pomysłowość w budowaniu swoich najdłuższych kompozycji, a także za pozostawienie miejsca dla odrobiny improwizacji, która przewija się tu i ówdzie pomiędzy złożonością motywów. Zawarte na One Eye Sees Red utwory to prawdziwe kamienie milowe i dowody na to, że polska scena alternatywna wciąż ma się dobrze – najlepiej od wielu lat. Oby tak dalej.

Ocena: 10/10

 

Vladymir

Vladymir

Now I am become Death, the destroyer of worlds.
Vladymir

Latest posts by Vladymir (see all)

Tagi: , , , , , , , , .