Maciej Krzywiński – „Zgniła Zieleń: Historia Carnivore i Type O Negative”

Zanim przejdę do sedna, konieczne jest drobne słowo wstępu. W czasach wczesno-szkolnych, kiedy moja wiedza muzyczna ograniczała się do trzech zespołów na krzyż, wygrzebałem z zasobów mojego brata kasetę October Rust. Kto wie, jakby inaczej potoczyły się moje muzyczne losy, bo nie wierzę w przeznaczenie, lecz w siłę przypadku, a o ile mnie pamięć nie myli, to równie dobrze mogłem z tej kolekcji wyciągnąć kasetę Anny Marii Jopek. Cóż, miałem szczęście. Bo wtedy właśnie zapałałem do Type O Negative taką miłością, która jest możliwa tylko wtedy, gdy jest się młodym, zbuntowanym i pryszczatym . Tak więc byłem autentycznie ciekawy, czy znajdę w biografii autorstwa Macieja Krzywińskiego coś, co było by dla mnie nowością. Wiecie jak to jest, jak dzieciak ma swój ulubiony zespół, to zazwyczaj wie co jego idole jedzą, zażywają, z kim śpią i jaka jest częstotliwość tych wszystkich czynności.

Chociaż Zgniła Zieleń opowiada o dziejach dwóch kapel, zarówno TON jak i hardkorowego i dość pechowego Carnivore, to wiadomo, o kim przede wszystkim jest ta książka. Peter Steele, lider, główny kompozytor i dusza tych formacji, był kawałem chłopa, który gdzie się nie pojawiał, to zajmował sobą niemal całą przestrzeń. Tak jest i tutaj i dokładnie tak powinno być. Zarazem Krzywiński bardzo zręcznie pokazuje wpływ osób z otoczenia Steele’a na artystę – zarówno rodziny, bo dzieciństwo Petera jest tutaj obszernie nakreślone, jak i byłych partnerek, czy drugiej siły napędowej stojącej za TON, czyli Josha Silvera.

Pisanie o takim człowieku, jak Steele, to robota wdzięczna i niewdzięczna zarazem. Bo jak tu wziąć na warsztat życie i twórczość gościa, który będąc niewątpliwie szalenie inteligentnym, dowcipnym i wrażliwym romantykiem, potrafił obić mordę facetowi swojej byłej partnerki lub pisać utwory o gwałcie wiertłem? Być duszą towarzystwa, pomimo twierdzenia, że nienawidzi ludzi? Czy wreszcie mieć depresję i problemy z poczuciem własnej wartości, co wcale nie przeszkodziło mu pozować do Playgirl z fajfusem na wierzchu? Jak to wszystko zawrzeć w spójny obraz? Cóż, okazuje się, że można.

Jak każdy fan Type O wie, to nie jest historia z happy endem. Chociaż pozostali trzej członkowie kapeli wypowiadają się na kartach Zgniłej Zieleni często, to Krzywińskiemu nie udało się do nich dotrzeć bezpośrednio, czemu ciężko się dziwić. Kto by chciał otwierać niezaleczone jeszcze rany? Tym bardziej zaskakuje ilość informacji, jaką autor tutaj wydobywa. Przede wszystkim szalenie cenne są wypowiedzi dawnych członków Carnivore, które przybliżają nam osobę Petera w sposób, który nawet dla oddanego fana, może być nowością. Jeśli czegoś mi brakowało, to dotarcia do którejś z partnerek Steele’a, ale może to i lepiej, że do tego nie doszło.

Mieszane uczucia mam co do pojawiających się sporadycznie przetłumaczonych fragmentów tekstów. Wynika to pewnie głównie z tego, że nie jestem fanem tłumaczenia piosenek, ale z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że jest to potrzebne.  Samo tłumaczenie jest rzetelne, ale uważam że należałoby obok dodać również teksty w oryginale.

W przeciwieństwie do muzyki ponuraków z Brooklynu Zgniła Zieleń jest lekka. Czyta się ją błyskawicznie, zaś autorowi zdarza się błysnąć humorem, którego nie powstydziłby się główny bohater. Steele był człowiekiem kontrastów, jego życie miało w sobie tyleż piękna i humoru, co bólu i tragizmu. W Zgniłej Zieleni to wszystko jest. Nie ma tu zachwytów nad głównym bohaterem, czy osądzania go w jakikolwiek sposób. Jest za to historia wyjątkowego i pełnego sprzeczności człowieka.

Ocena: 8,5/10

Tagi: , , , , , , , .