Mad Hatter – „Mad Hatter” (2018)

Chociaż recenzowana płyta Szwedów jest debiutem, to trzeba przyznać, że początki są wielce obiecujące i w ogóle nie czuć na Mad Hatter tremy początkującego. Kapela zebrała w swoich rękach wszystkie atuty potrzebne do tego, by stanąć w jednym szeregu z najlepszymi w power metalowej lidze. Szalony Kapelusznik, mimo bombastyczności swych utworów, nie zarzuca słuchacza tanimi chwytami – gitarowe riffy mają tutaj odpowiednią moc, melodie rzeczywiście wpadają w ucho, a Petter Hjerpe nie forsuje swego wysokiego głosu na marne, ale po to, by zaciekawić słuchacza (a trzeba przyznać, że możliwości ma spore).

Najcięższe działa zespół wytacza już na początek. Mad Hatter Shine to rzecz o progrockowym zacięciu: mocny wstęp, trochę odgłosów niczym z radiowego słuchowiska, epickość, pełne werwy partie gitary, dźwięki klawesynu, zabawy tempem, klawiszowe plamy… Z pozoru za dużo grzybków w tym barszczu, a jednak wychodzi to zespołowi bardzo zgrabnie. Kto lubi epickie, power metalowe hymny, z pewnością nie zawiedzie się na takich kawałkach jak Fly Away, Phantom Riders albo Vengeance in His Mind, gdzie jest czas zarówno na gitarowe galopady, jak i trochę oddechu.

Ze smakiem Mad Hatter wykorzystuje w swych kompozycjach klawisze: w skocznym, podanym jakby z folkową nutą The Gunslinger nienachalnie budują one dźwiękowe tło, a w Mad Hatter Become przyjemnie ścigają się z gitarowymi popisami. Do moich faworytów z kolei należy Dancing Light, podany w nieco wolniejszym tempie, z ejtisowym klimatem, popową wręcz, ale niezwykle zgrabną melodią i chóralnym zaśpiewem, który z pewnością publika podłapie na koncertach.

Nie jestem wielkim miłośnikiem tego typu grania, a jednak Szwedzi „kupili” mnie. Być może podczas odsłuchiwania niemal godzinnego albumu momentami czułem jednak, że nie słyszę tutaj nic nowego, ale te piosenki dowodzą, że doświadczenie wyniesione z różnych zespołów (muzycy Szalonego Kapelusznika grywali tu i ówdzie), zaprocentowało dziełem dojrzałym i w obranej konwencji naprawdę udanym.

Mad Hatter brzmi, jakby została nagrana przez profesjonalistów – i to takich, którzy wciąż zachowali młodzieńczą świeżość. Pewna pretensjonalność, która czasem wylewa się z power metalowych produkcji tutaj nie razi, bo warsztat muzyków jest solidny, kompozycje zaserwowane z głową, a wszelkie aranżacyjne pomysły trafione.

ocena: 8/10

Oficjalna strona zespołu na Facebooku

Paweł Lach

Paweł Lach

Od dłuższego czasu pisuje o muzyce (i nie tylko) dla różnych portali. Nie słucha latynoskiego folkloru i power metalu, poza tym jest w stanie znieść wszystko.

http://lach.kf-oswiecim.net/
Paweł Lach

Tagi: , , , , , , , , , .