Malchus – “Ur” (2017)

Malchus to sługa arcykapłana jerozolimskiego w czasach Jezusa Chrystusa, który brał udział przy pojmaniu go w gaju oliwnym. W skrócie można by powiedzieć, że to taki gość bez ucha, który według różnych podań był niemiły. Jednocześnie Malchus to także zespół z Podkarpacia, który od ponad dekady uprawia melodyjny death metal. Nie znacie? To żałujcie!

Trzy lata po świetnym Domu Złym Malchus pojawił się na arenie ze swoją najnowszą płytą Ur. Postanowiłem napisać o niej dlatego, że kilka kawałków z Domu Złego (77, Dom Zły, Tripodium czy Wróg nr 1) to utwory absolutnie genialne. Gdy słuchałem albumu po raz pierwszy, zakochałem się w twórczości Radka Sołka w zasadzie w ciągu sekundy. To był sztos. I strasznie byłem ciekaw, czy Ur dorówna swojemu poprzednikowi.

Ur to aż 13 kawałków trwających łącznie ponad 50 minut. Sporo. Ale to dopiero połowa prawdy, gdyż każdy utwór na płycie jest tak naprawdę zlepkiem z trzech kawałków w jednym. Zmiany tempa, zmiany linii melodycznych, zmiany nastroju – widać, że Radek pomysłów musiał mieć na co najmniej 3 albumy. Szkoda trochę, że z Ur nie zrobił takiego trochę Use Your Illusion I i II, bo album nieco rozciągnięty dałby więcej możliwości cieszenia się muzyką Malchusa.

Nie ma jednak co narzekać, gdyż tak czy siak jest świetnie. W każdym kawałku słychać, że muzycy czują się ze swoimi instrumentami w tym gatunku jak ryby w wodzie. Każdy numer zaskakuje melodyką, budzi energią i kopie liniami gitar i partiami perkusyjnymi. A na koniec beszta growlem wokalisty. W przeciwieństwie do Domu Złego na Ur znaleźć można więcej punka niż melodycznego death metalu. Jest natomiast przez to znacznie bardziej energicznie i energetycznie. Co nie oznacza, że death metalu na płycie nie ma. Oj jest, i to sporo. Na uwagę zasługują zwłaszcza utwory Król, Nie do Wiary, Niepoprawny i Oblicze Milczenia. Ale dobry lub bardzo dobry jest na tej płycie utwór każdy. Naprawdę. Pomimo zmienności wszystko jest tu czysto i równo poukładane. Świetnie słychać perkusję (Papirus jako były punkowiec musiał chyba polubić nowy materiał), gitary i nawet bas. Album nagrany jest wzorowo, toteż producentowi Ura należy się owacja na stojąco.

Jest tylko jeden minus. A mianowicie pośród tych wszystkich dopracowanych i przemyślanych na dziesiątą stronę kompozycji nie ma ani jednej, w której zakochałbym się w Malchusie jak to miało miejsce przy Domu Złym. Wszystkie numery to wyrachowana kalkulacja, a nie bezpośredni przekaz serca i duszy. Na Ur nie znajdziecie kawałka, który usłyszany na żywo rzuci Was w wir pogo lub wgniecie w fotel, otwierając jednocześnie usta w niemym grymasie zaskoczenia. A to jest akurat minus niemały.

Ocena 7,5/10

 

Latest posts by Maciek Masta (see all)

Tagi: , , , , , , .