Marliyn Manson – „Heaven Upside Down” (2017)

Przekładałam pisanie tej recenzji niczym Marilyn Manson wydanie następczyni The Pale Emperor. Wokalista zrezygnował z walentynkowego prezentu dla swoich fanów (pierwotnie miała ukazać się 14. lutego) i przełożył premierę na 6. października br. Decyzję tłumaczył potrzebą nagrania kilku dodatkowych utworów. Czy nowym materiałem zawartym na Heaven Upside Down zrekompensował wydłużony czas oczekiwania swoim wielbicielom?

Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie w imieniu wszystkich, którzy na nowe muzyczne popisy muzyka wyczekiwali. Nie będę za to ukrywać, że poprzednie wydawnictwo Mansona zrobiło na mnie przeogromne wrażenie, a więc apetyt na nowe utwory był w moim przypadku dość duży. Tym bardziej po przesunięciu daty premiery oczekiwałam czegoś naprawdę „WOW!”

Od pierwszych utworów w uszy rzuca się fakt, że artysta muzycznie powrócił w rejony swojego młodzieńczego buntu. Zresztą widać to także wyraźnie po samych klipach do We Know Where You Fucking Live i Say10. Pomimo swojego zadziornego i prowokującego oblicza, Heaven Upside Down stanowi swoistą syntezę stylistyk, jaką Marilyn wypracował na przestrzeni całej swojej dyskografii.

Od początku otrzymujemy solidnego rockowego kopniaka w postaci Revelation12, w którym klimatem czuć i słychać nawiązania do Antichrist Superstar. Utwór przykuwa uwagę swoim żywym i przebojowym tempem, a do tego nieskomplikowaną strukturą. Otwarcie krążka w naprawdę dobrym stylu. W podobnej estetyce pozostaje utrzymany także singlowy We Know Where You Fucking Live, choć od samego początku nie zrobił na mnie tak dużego wrażenia, jak kompozycja otwierająca wydawnictwo.

Zdecydowanie bardziej moim bębenkom przypadł do gustu owiany tajemnicą Say10, którego intro w zeszłym roku zwiastowało nadejście „nowego”. Sensualno-enigmatyczny wstęp miarowo wprowadza nas w buńczuczne rozwinięcie refrenu, tak charakterystyczne dla mansonowej charyzmy. Muzyka w połączeniu z tekstem oraz klipem tworzy idealnie dopasowaną całość. Z każdym kolejnym odsłuchem coraz mocniej przekonywał mnie też kawałek Saturnalia. Wybrzmiewająca w nim elektryzująca linia basu przechyliła szalę ku aprobacie tych dźwięków, w których poza rockową melodyką czai się pewna zmysłowość i kusicielstwo. To wszystko razem wzięte sprawia, że kawałek niemal wwierca się w umysł swoją „lekkością”.

Moim faworytem od samego początku pozostaje jednak balladowe Blood Honey. Duch Mechanical Animals unosi się nad tą kompozycją od pierwszej do ostatniej nuty. Hipnotyzujące sample tworzą industrialne tło dla tego niezwykle emocjonalnego kawałka. Każdy takt, każda fraza, każda najmniejsza część składowa tworzą niepowtarzalną atmosferę, której nie uświadczymy w żadnym innym miejscu Heaven Upside Down.

Każdy medal ma dwie strony, a po tej drugiej znajdują się z kolei Tattooed In Reverse oraz Kill4Me, które pomimo szczerych chęci w żaden sposób do mnie nie trafiły. Doceniam to, że Manson nie tkwi w miejscu, eksperymentuje i sięga po bardziej nowoczesne rozwiązania muzyczne, jednak w tych dwóch przypadkach poszedł o krok za daleko. Powstały z tego utwory o mocno… radiowym charakterze, które w moim odczuciu „kolidują” z całą resztą zawartości Heaven Upside Down.

Zbliżając się ku końcowi moich skromnych rozważań, muszę stwierdzić, że wbrew pozorom ubranie w słowa spostrzeżeń odnośnie najnowszego materiału Marilyna Mansona, było dla mnie nie lada wyzwaniem. Trudno jednoznacznie go ocenić. Nie czuję się nader rozczarowana, ale jednocześnie też nie czuję się w pełni usatysfakcjonowana, jak po The Pale Emperor, które wałkowałam przez co najmniej kilka miesięcy bez cienia znudzenia. Poprzedni album ujawnił nieco inne oblicze buntu artysty – bardziej powściągliwe, dojrzałe, nonszalanckie i bardzo spójne. Tutaj zaś widać, że Manson waha się pomiędzy wersją młodzieńczego, niepokornego buntu, a tą mniej chaotyczną ukazaną dwa lata wcześniej. Z pewnością Heaven Upside Down nie jest pod względem jakościowym złe i nie da się ukryć, że ten album będzie w stanie swoją zawartością zjednać sobie fanów muzyka o różnorodnym guście. Mimo wszystko osobiście odczuwam gdzieś nutkę niedosytu. Chętnie będę powracała do nowego materiału, aczkolwiek nie w całości, a raczej do jego poszczególnych fragmentów. Ciekawi mnie natomiast, w którą stronę Manson pójdzie dalej.

Ocena: 7/10

Marta (Kometa)

Marta (Kometa)

Studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej.
Chwalę i krytykuję płyty, piszę koncertowe opowieści.
Marta (Kometa)

Latest posts by Marta (Kometa) (see all)

Tagi: , , , , , , .